W naszej strefie opinii subiektywnych (SOS) prezentujemy opisy motocykli napisane przez naszych czytelników. Pod każdym tekstem znajdziecie komentarz redakcji – naszą opinię. W kwietniu 2015 roku, spośród nadesłanych tekstów wyłonimy osobę, która według nas, ma zadatki na testera i zaprosimy ją do udziału w redakcyjnym teście motocykli.

Zgłoszenia z testami należy wysyłać na adres redakcji.

- maksymalnie 1200 słów w pliku word
- zdjęcia obrazujące test – nie wiecej niż 10 MB wszystkie
- pod testem należy zamieścić formułkę:

Oświadczam, że dysponuję odpowiednimi prawami własności intelektualnej tj. do zdjęć oraz załączonego tekstu i wyrażam zgodę na ich nieopłatne opublikowanie na łamach portalu www.motormania.com.pl. Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach publikacji, zgodnie z Ustawą z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926 z późniejszymi zmianami).”

 Diabeł bawarski – BMW S1000R

Adrian Raszkowski

Autor: Adrian Raszkowski

Dzień zapowiadał się jako ogromny znak zapytania. Śnieżnobiałe chmury mieszały się z ciemnymi, brzydkimi chmurzyskami, zwiastującymi burzę i deszcz. Co mi tam, jadę! Najwyżej zmoknę. Tak zaczął się poranek będący tylko zaczątkiem wspaniałego dnia.

Czemu wspaniałego? A więc tak. Czekał na mnie sprzęt szybki, agresywny, mocny oraz plan zabrania pięknej niewiasty po drodze jako królika doświadczalnego – czy istnieje coś równie fajnego? Może i tak, lecz nie dla mnie! Jedziemy!

Wspomniany powyżej agresor to nowość, która zaskoczyła nas pod koniec zeszłego roku równie bardzo, jak ostatnia reakcja Korwina-Mikkego na słowa „dzień dobry”, wypowiedziane z ust pana Boniego podczas spotkania posłów do Parlamentu Europejskiego. Fani wściekłych nakedów dostali równie mocnego olśnienia, jak pan Boni podczas przyjmowania ciosu, lecz na tym się nie skończyło. Motocykl niemal od razu został okrzyknięty fenomenem w świecie jednośladów i to nie bez przyczyny! Świetne hamulce, zawias oraz silnik żywcem wyjęty z mocniejszego brata zwiastowały nie lada zabawę już od chwili prezentacji. Postanowiłem się temu przyjrzeć z bliższej perspektywy i spróbować nieco okiełznać tego „diabełka”.

Gdy na parkingu przed salonem ujrzałem S1000R, właśnie takie określenie pojawiło mi się w głowie. Jego krwisto-czerwony kolor oraz muskularne nadwozie były tylko zapowiedzią świetnej rozrywki, której doświadczałem przez kilka kolejnych godzin. Co tu dużo mówić – wilk w owczej skórze to nie jest. Jego ognisty temperament widać już z odległości kilometra, a sam motocykl ochoczo go sobą pokazuje. Jest to nic innego, jak S1000RR brutalnie obdarty z owiewek prezentujący ten sam piec oraz mostkową ramę o nieco zmniejszonym kącie główki.

DSCF1228

Odpalamy, nie ma co czekać!

Czterocylindrowy rzędowy silnik został skastrowany do 160 KM, które osiągane są przy 11.000 obr/min. Moment obrotowy, którym dysponujemy to 112 Nm – jest moc! Do wyboru mamy cztery mapy zapłonu (Rain, Road, Dynamic oraz Dynamic PRO, który dostępny jest w pakiecie „sport”). Po przełączeniu silnika w tryb Dynamic czuć jego niesamowity potencjał, a ciąg, jaki nam zapewnia od najniższych obrotów zachwyca już przy leciutkim tknięciu manetki. Reakcja na gaz jest natychmiastowa. BMW wsysa wówczas wszystko razem z muchami, przeżuwa i wypluwa przez pięknie brzmiący, standardowy, krótki wydech. Mamy wrażenie, że przeciążenie, którego doświadczają kosmonauci podczas startu promu to nic w porównaniu z tym, którego doznajemy startując spod świateł na długiej prostej na obrzeżach Warszawy. Histeryczny krzyk i przekleństwa gwarantowane, zapewniam. Gdy zaczyna padać deszcz lub ulice są pokryte wodą, wystarczy włączyć tryb Rain. Wówczas jednoślad staje się łagodniejszy, a reakcja przepustnicy na przekręcenie manetką pozwala na bezpieczne poruszanie się po jezdni bez obaw o zaliczenie highside’a przy zjeździe z najbliższego możliwego ronda. Charakterystyka silnika jest wzorowa, jak przystało na BMW. Liniowe oddawanie mocy w praktycznie całej skali obrotów daje nam powody do zadowolenia, a każde odjęcie gazu skutkuje pięknymi strzałami z rury, istna harmonia dźwięków! Smaku dodaje perfekcyjnie działająca skrzynia biegów wyposażona w quickshifter, dzięki któremu możemy gładko i bez odejmowania gazu przebijać się przez wszystkie 6 biegów. Dodatkowo na deser dostajemy sprzęgło antyhoppingowe, zapobiegające zblokowaniu się koła podczas redukcji.

Co można powiedzieć o podwoziu?

Całość wydaje się być muskularna. Tył mocno zadarty do góry nadaje jednośladowi agresywnego zacięcia i prowokuje do ostrej jazdy. Sety ustawione są w bardziej cywilizowany sposób niż w przypadku S1000RR. Wydech, osadzony w całości na dole motocykla, jest zakończony bardzo ładną, nierzucającą się w oczy końcówką. Jest to zabieg mający na celu centralizację masy motocykla. Przód to oczywiście asymetryczne oczka wsadzone w bardzo ładnie wyglądającą czaszę, której projektanci również nie pozbawili sportowego charakteru. Dzięki temu, patrząc na motocykl macie ochotę od razu… zrobić sobie z nim selfie (nie mogłem się powstrzymać)!

Hamulce

Za skuteczne hamowanie odpowiedzialne są częściowo zintegrowane heble Brembo. Pracują one na pływających tarczach z przodu o średnicy 320 mm, zaś tył obsługuje jednotłoczkowy zacisk pływający na tarczy 200 mm. Dzięki ich ostrości prędkość wytracamy skuteczniej niż podczas czołowego zderzenia ze ścianą podczas zabawy w berka za młodych lat. Jest bardziej niż znakomicie. Nic dziwnego, skoro są to dokładnie te same hamulce, które znajdują się w fenomenalnym S1000RR, więc powodów do narzekania mieć nie powinniśmy.

Zawieszenie

Zawias to również górna półka. Specjaliści z BMW dobrze wiedzieli co robią, przenosząc kolejny element z mocniejszego brata. Pełna regulacja kompresji i odbicia z przodu i z tyłu pozwala nam na ustawienie motocykla wedle swoich preferencji. Dodatkowo doskonale znany fanom marki system DDC – elektroniczna kontrola tłumienia w połączeniu z kontrolą trakcji (DTC) spowodują, że na motocyklu poczujemy się bezpieczniej niż Barack Obama w trakcie wizyty w Warszawie. Dobra centralizacja masy oraz standardowo ustawione zawieszenie pozwalają nam na bardzo sprawne przeciskanie się po zatłoczonym mieście w godzinach szczytu. Jednoślad, mimo masy przekraczającej leciutko ponad 200kg, jest dziecinnie prosty w manewrowaniu. W najniższych partiach obrotów nie szarpie i nie grymasi. Po wyjechaniu z miasta daje o sobie znać dość sztywno zestrojone zawieszenie i sportowe zacięcie, a przerzucanie motocykla z lewej na prawą nie stanowi większego problemu, wyczucie go to kwestia tylko kilku zakrętów.

No dobrze, ale kolejne pytanie brzmi – jak się na nim siedzi?

Pierwsze wrażenie po wejściu na motocykl jest bardzo pozytywne. Pozycja jest wygodna, lekko pochylona, a my nie musimy zmuszać naszego ciała do nienaturalnych zgięć. Odległość siedziska od ziemi to 814 mm, więc niższe osoby nie powinny mieć problemu z równowagą na postoju. Kokpit również tak jakby znajomy. Wszystkie przyrządy obsługujemy bardzo intuicyjnie, a kupno motocykla nie wiąże się z zarywaniem kilku nocy na studiowaniu instrukcji obsługi, jak to ma miejsce w przypadku Ducati Multistrady. Do dyspozycji mamy grzane manetki oraz akcesoryjnie wyższą szybkę. Jazda solo dostarcza wiele przyjemności, jest to jeden z najwygodniejszych nakedów, na których jeździłem. Mimo sportowego rodowodu jeździ się na nim całkiem wygodnie.

Ok, ale co na pozycję podczas jazdy ma do powiedzenia wspomniana „piękna niewiasta”? A to, że siedzenie jest za twarde, że za małe, że nawet podczas lekkiego hamowania tyłek zsuwa się z siedzenia, a kilka godzin po skończonej jeździe nadal boli. No, tutaj się zgodzę. Jazda tym motocyklem na dłuższe dystanse nie jest dobrym pomysłem, a pasażer jeździ bardziej za karę. W ciągu paru godzin nasze dolne partie ciała domagały się przerwy w trybie natychmiastowym. Dzięki temu, że pasażer siedzi wyżej niż kierowca, ma on dobrą widoczność tego, co dzieje się przed motocyklem, a nie tylko po jego bokach. No i dobrze! Ładne widoczki w rekompensacie za bolący tyłek – ujdzie. Mimo wszystko, bardzo się podobało, a uśmiech długo z buzi nie schodził. No skoro kobieta docenia, to nie ma już co krytykować.

Całość, mimo swojej dość wysokiej ceny wynoszącej od 53.400 zł w górę, jest godna polecenia. Dla kogo ten motocykl jest przeznaczony? Przypomnijmy, że jest to litrowy naked. Mimo wielu wspólnych cech z mocniejszym modelem ma swój całkowicie indywidualny charakter, a wsiadając na niego czujecie, że możecie wszystko. O to właśnie powinno chodzić w miejskich wariatach!

Słowem podsumowania – jeżeli chcielibyście stać się posiadaczami sprzętu z bardzo elastycznym, mocnym silnikiem, zawieszeniem, hamulcami i wieloma innymi rozwiązaniami od S1000RR, a nie potrzebujecie owej rasowej wyścigówki do upalania po mieście, to właśnie ten motocykl jest dla Was. Tylko uważajcie! Kiedy bestia puści do Was swoje charakterystyczne oczko, będzie ciężko się jej oprzeć. Aż chce się powiedzieć, że „Diabeł ubiera się u BMW”.

Szczególne podziękowania dla chłopaków z BMW Inchcape Motor Polska za użyczenie motocykla.

Od redakcji:

Piotrek Jędrzejak: Ciężko nam się z Adrianem nie zgodzić! S1000R to rzeczywiście motocykl z wysokiej półki, w którym można się zakochać i ciężko mu coś zarzucić. Niedociągnięcia pokazał dopiero nasz test porównawczy (numer 8/2014), gdy okazało się, że BMW mogłoby szybciej skręcać i mieć mocniejszy dół. Ale nawet pomimo tego, S1000R zajął tam drugie miejsce! A co na to Nato? Tzn Naczelny?

Pejser: „A Nato na to nic”…