Jak to jest jeździć pod napięciem? Wsiedliśmy na Bartona Eko Energy, aby przekonać się, jak w miejskich warunkach sprawdza się powiew przyszłości – skuter elektryczny.

Ustalmy to na samym początku, aby nikt nie miał wątpliwości. Fascynujemy się nowymi rozwiązaniami, kręci nas postęp technologiczny. Zdajemy sobie sprawę, że motocykle elektryczne jeszcze nie mają w sobie „tego czegoś”, ale jednocześnie wiemy, że wyznaczają nowy kierunek w motoryzacji. Na forach i fejsbookowych komentarzach często pojawiają się skrajne opinie, ale tak samo było podczas wprowadzania elektronicznych systemów bezpieczeństwa. Kiedyś uważało się, że ABS zabija surową przyjemność z jazdy motocyklem, a spróbujcie teraz wyobrazić sobie nowy motocykl bez ABSu. Nie tylko, nie można ich już w EU produkować, ale klienci, jednośladów bez ABS-u już od dawna nie chcą.

Barton Eko Energy - test MotoRmania - fot Darek Papug Felis-Obrycki (12)

Czy przyjdzie czas, kiedy podobnie będziemy podchodzić do obecności napędu elektrycznego w motoryzacji? Raczej tak. Nie mamy pojęcia, czy w przyszłości elektryki zupełnie wyprą silniki spalinowe, ale kolejne pokolenia kierowców, dla których zapach benzyny będzie coraz bardziej obcy, zaczną się od nich odwracać. W przyszłości moment obrotowy elektryków zapewni wybitne emocje sportowe (pamiętajmy, że już w 2019 rusza MotoE, czyli Mistrzostwa Świata maszyn elektrycznych przy wyścigach MotoGP). Koszt utrzymania będzie znikomy, a do tego nie będziemy zanieczyszczać spalinami środowiska.

Już za kilkanaście lat pojawią się pierwsze miasta w Kalifornii i Europie, gdzie w centrum nie będzie można poruszać się pojazdami spalinowymi. Najpóźniej za 20 lat powstanie pytanie: skoro możesz jeździć taniej, szybciej i ekologicznie, to po co ci maszyna spalinowa? Wtedy już dawno nie będzie argumentów typu zasięg i osiągi – pamiętajmy, że Tesla w 2017 pokazała pierwsze elektryczne tiry, które na jednym ładowaniu pokonują 800 km. Ta rewolucja zaczyna się teraz, a jednym z jej prekursorów jest tani skuter elektryczny Barton Eko Energy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod względem rozmiarów i osiągów klasyfikuje się wśród spalinowych 50-tek, mimo że w dowodzie rejestracyjnym ma wpisaną pojemość „—”. Zacznijmy od tego, co oczywiste. Eko Energy wygląda jak typowy skuter, ale nie można powiedzieć, że jest mdły. Ubrano go w ciekawy design i jaskrawe kolory. Baczni obserwatorzy zauważą, że Bartonowi brakuje… układu wydechowego. Motor elektryczny zamontowany jest w tylnym kole, a cała konstrukcja jest szczelnie zabudowana plastikami. Baterie ukrywają się gdzieś pod bocznymi plastikami.

Zabawne, że po przekręceniu kluczyka, nie trzeba robić już niczego więcej. Nie istnieje tutaj coś takiego jak rozrusznik – zawsze to jedna czynność mniej przed startem. Nie ma też żadnego dźwięku silnika. Przekręcona stacyjka po prostu aktywuje układ i zapalają się światła. Następnie wystarczy jak gdyby nigdy nic odkręcić manetkę i…

Barton Eko Energy - test MotoRmania - fot Darek Papug Felis-Obrycki (10)

Eko Energy rusza zaskakująco żwawo, w akompaniamencie cichego, wręcz uspakajającego szelestu. Trochę jak dźwięki przyrody. Silnik ma zaledwie 2 kilowaty mocy, co przekłada się na ok. 2,7 KM. Niewiele, ale pamiętajcie, że to „pięćdziesiątka”. Pamiętajcie też, że charakterystyka silników elektrycznych jest zupełnie odmienna – one nie muszą wkręcać się na obroty, aby osiągnąć optymalną sprawność. Tutaj pełny moment obrotowy dostępny jest w każdej chwili. To dlatego start z miejsca jest zaskakująco żwawy. Prędkość maksymalna Eko Energy wynosi 65 km/h, ale tylko pod warunkiem, że jedziemy w „trzecim trybie mocy”. Na kierownicy po prawej stronie znajduje się odpowiedni przycisk, którym możemy wybrać pierwszą, drugą lub trzecią „mapę”. Jedyne różnice to ograniczenie prędkości maksymalnej (do 45, 55 oraz 65 km/h), co w zamyśle twórców ma pomagać w oszczędzaniu energii i wyciskaniu kolejnych kilometrów zasięgu. Pewnie nie zdziwi Was fakt, że zabrakło nam cierpliwości do używania pierwszych dwóch trybów…

Barton Eko Energy - test MotoRmania - fot Darek Papug Felis-Obrycki (14)

Podróż na Eko Energy należy planować z wyprzedzeniem. Przy aktualnym postępie technologicznym jedną z dwóch największych wad napędu elektrycznego jest „tankowanie”. W przypadku Bartona Eko Energy naładowanie baterii do pełna zajmuje sporo czasu, bo około 6-7 godzin. Ładowarkę bez problemu można zmieścić w schowku pod kanapą, co daje możliwość podłączenia się do dowolnego gniazdka elektrycznego – na przykład na parkingu w miejscu pracy lub w szkole.

Drugi problem to zasięg. Barton deklaruje, że skuter powinien przejechać 50-60 km po pełnym naładowaniu. Nam nie udało się tego osiągnąć, przyznajemy bez bicia. Zakładając, że kierowca będzie miał przeciętną wagę 80 kg, a trasa do pokonania składała się będzie nie tylko z otwartej szosy i ciągłej jazdy z maksymalną prędkością, realny do osiągnięcia zasięg wyniesie 40-45 km.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Eko Energy wyposażony został w system odzyskiwania energii. Wciskając lewą lub prawą klamkę hamulca do połowy, skuter „hamuje silnikiem”, ładując swoje akumulatory. Oczywiście siła hamowania jest mniejsza, ale to motywuje do jazdy z głową – dojeżdżając do świateł zaczynamy zwalniać wcześniej, jednocześnie będąc bardziej eko. Po wciśnięciu klamek głębiej, do gry wkraczają klasyczne hamulce. O ile tylny bęben nie powoduje zbytniego zamieszania, to przedni hamulec tarczowy pozwala zatrzymać ten 100-kilogramowy skuter zaskakująco skutecznie.

Pod względem komfortu otrzymujemy dokładnie to, co może zaoferować typowa „50-tka”. Miejsca za kierownicą nie jest w nadmiarze, ale przy wzroście ok. 180 cm nie ma jeszcze powodów do narzekania. Nawet zostanie miejsce dla pasażerki! Obecny jest haczyk na zakupy, otwarte schowki pod kierownicą oraz spory bagażnik pod kanapą. Skuter porusza się na 10-calowych kołach, a więc dobrze zapamiętacie, jaką kombinacją slalomu alpejskiego omijać wszystkie okoliczne studzienki. Zawieszenie swoją funkcję spełnia, więcej nie trzeba.

Barton Eko Energy - test MotoRmania - fot Darek Papug Felis-Obrycki (15)

Podsumowując

Największym problemem Bartona Eko Energy jest jego niewielki zasięg. Ale spójrzmy na to z innej strony. To tylko mała pięćdziesiątka, której zadaniem jest przetransportowanie swojego właściciela na krótkich odcinkach, do pracy i z powrotem. Barton to też świetny pomysł na środek transportu szkolnego dla nastolatka – dziecko nie tylko będzie miało własny skuter, ale też nie będzie prosiło o większy przydział kieszonkowego na tankowanie. W ten sposób przechodzimy do największej zalety Eko Energy, czyli kosztów podróży. Te są niemalże zupełnie pomijalne, bo przejechanie 100 kilometrów pochłonie zaledwie ok. 2 zł (dwa złote!). Tego nie da się porównać z żadnym innym środkiem transportu. Tym bardziej, że cena zakupu Bartona Eko Energy to zaledwie 5.300 zł i to z gwarancją na dwa lata.

Tak, zgadzamy się, Eko Energy jest niezbyt szybki, ładuje się długo i nie dojedzie daleko. Ale za to koszty z nim związane są śmiesznie niskie. Jednocześnie Barton Eko Energy stanowi jeżdżący dowód na to, że nowoczesna technologia może być tania i dostępna dla każdego. I dlatego ten produkt jest tak ważny. To właśnie takie maszyny, dostępne finansowo dla wielu odbiorców, będą mieć wpływ na szybkość zmian naszej motoryzacyjnej rzeczywistości.

Barton Eko Energy - test MotoRmania - fot Darek Papug Felis-Obrycki (8)