Nawet najstarsi kibice MotoGP nie pamiętają takiego zamieszania na starcie, jak to, jakie miało miejsce podczas wyścigu o Grand Prix San Marino i Riwiery Rimini. Dani Pedrosa ostro skrytykował niedzielne wydarzenia, ale czy ma rację?

Przypomnijmy raz jeszcze, co się wydarzyło: Czeski zawodnik, Karel Abraham, podniósł rękę tuż przez zgaśnięciem czerwonych świateł, kiedy jego Ducati zgasło z powodu kolejnej w ten weekend awarii sprzęgła. Zgodnie z przepisami, dyrektor wyścigu, Mike Webb, nakazał zapalenie pomarańczowych świateł i wstrzymanie procedury startowej.

Co się stało?

Wówczas na prostej zapanował prawdziwy chaos, który jednak po dłuższej chwili udało się opanować. Kiedy procedura została wznowiona, na mniej niż minutę przed startem, mechanicy zdobywcy pole position, Daniego Pedrosy, wciąż nie mogli zdjąć koca grzewczego z przedniej opony. Przednie koło zablokowało się, najprawdopodobniej z powodu problemu z przednim hamulcem.

Zgodnie z przepisami, jeśli na 30 sekund przed startem zawodnik nie jest gotowy do jazdy, trzeba zepchnąć go do alei serwisowej, skąd rozpocznie okrążenie rozgrzewające, a następnie ruszy do wyścigu z końca stawki. Kiedy mechanicy uporali się z problemem z przednim kołem – wystarczyło opuścić je na ziemię z podstawki – wbrew przepisom Pedrosie pozwolono rozpocząć kółko rozgrzewające z pole position, ale do wyścigu i tak musiał – zgodnie z przepisami, ruszyć z końca stawki.

Tutaj mała ciekawostka. Zauważyliście zapewne, że Dani miał po starcie problemy z motocyklem, który dziwnie pracował i przerywał przy jeździe z niewielką prędkością. Po wszystkim Hiszpan przyznał, że jeden z mechaników wcisnął jakiś guzik na kierowcy… przez pomyłkę. Najprawdopodobniej wcale jednak nie była pomyłka. Pedrosa musiał wystartować do kółka rozgrzewającego z pit-lane i nie mógł tam przekroczyć 60km/h. Być może stąd wciśnięcie przez mechanika ogranicznika prędkości.

To jednak nie ma żadnego znaczenia. Chwilę później Pedrosa ruszył z końca stawki i w połowie pierwszego kółka upadł, gdy z toru zabrał go po błędzie Hector Barbera. Dani był oczywiście wściekły, narzekając na zamieszanie na starcie: „To był totalny chaos – powiedział. – Zaczęło się od restartu, ponieważ procedura nie była do końca jasna. Nikt nie wiedział, czy mamy minutę, trzy, czy można zakładać koce, czy nie… Dostaliśmy także sprzeczne informacje odnośnie ilości okrążeń. Wtedy, nagle powiedziano nam, że została minuta do startu, ale nikt nie pokazał tablicy [tablica została pokazana – Mick]. Wtedy zablokowało się koło, kiedy mechanicy próbowali zdjąć przedni koc. Na minutę przed startem nie mogą już dotykać motocykla, więc musieli zepchnąć mnie do pit-lane.”

Pedrosa ma prawo czuć frustrację, ale nie do końca ma rację. Przepisy mówią jasno, że w takich sytuacjach procedura startowa jest wznawiana od momentu „1 minuta do startu”. Punktem spornym jest jednak samo jej wznowienie. Przepisy nie precyzują kiedy musi ono nastąpić.

GP Katalonii 2006

Ostatni wyścig, w którym mieliśmy podobną sytuację, to Grand Prix Katalonii z roku 2006. Zmagania te zasłynęły zbiorowym karambolem w pierwszym zakręcie, wywołanym przez kolizję Sete Gibernau i Lorisa Capirossiego. Kiedy jednak wyścig wznowiono, na starcie zgasło Suzuki Chrisa Vermeulena. Na polach startowych zapaliły się pomarańczowe światła. Vermeulen zepchnął motocykl na trawę, gdzie mechanik pomógł mu opalić maszynę i wrócić na pola startowe. Do zawodników natychmiast dobiegli ponownie mechanicy, pomogli w odpaleniu motocykli, po czym pojawiła się tablica „1 minuta do startu”. Dwie minuty po zapaleniu pomarańczowych świateł, dyrektor wyścigu, wtedy jeszcze Paul Butler, dał zawodnikom sygnał do rozpoczęcia kolejnego kółka rozgrzewającego.

Dokładnie tak samo powinno to wyglądać w San Marino, ale tutaj pojawia się pewien szczegół. Przepisy nie precyzują, jak duże może być opóźnienie pomiędzy przerwaniem startu, a ponownym wystawieniem tablicy „1 minuta”. Wszystko po to, aby np. wirażowi mogli uprzątnąć tor po czyimś upadku na okrążeniu rozgrzewającym.

Dyrektor Wyścigu wyjaśnia

W San Marino, od zapalenia pomarańczowych świateł, do rozpoczęcia drugiego kółka rozgrzewającego, minęło osiem minut [5 minut do wystawienia tablicy „1 minuta”, ale zamieszanie z motocyklem Pedrosy opóźniło start o dwie kolejne]. Dlaczego aż tyle? MotoRmania postanowiła zapytać aktualnego dyrektora wyścigu, Mike’a Webba:

„Celowo nie określiliśmy w przepisach limitu czasowego restartu, aby w przypadku incydentu umożliwić uprzątnięcie toru oraz pozwolić zawodnikom i zespołom na przygotowanie się do wznowienia – wyjaśnia Nowozelandczyk. – Kiedy tylko zobaczyłem, że zawodnicy zgasili silniki, wiedziałem, że potrzebna będzie pomoc mechaników w ponownym ich odpaleniu. Mechanicy mogli zabrać ze sobą koce grzewcze, ponieważ trzeba zdjąć je dopiero w momencie wystawienia tablicy „1 minuta”. Nie było wątpliwości, że tablica pojawi się najszybciej jak to możliwe, ale musiałem upewnić się, że jest bezpiecznie.”

Teoretycznie Webb mógł zdecydować się na wystawienie tablicy „1 minuta” natychmiast po tym, jak mechanicy dobiegli do swoich zawodników. Jeśli obejrzycie wszystko jeszcze raz, zauważycie, że dwie minuty po zapaleniu się pomarańczowych świateł, wszystko było gotowe do restartu. Wtedy jednak sytuacja zaczęła się komplikować. Zawodnicy (w tym Pedrosa, jako jeden z pierwszych) zaczęli ściągać kaski i zsiadać z motocykli: „Wystawienie tablicy „1 minuta” natychmiast jest w takich sytuacjach niemożliwe i nie mamy takiego obowiązku – tłumaczy Webb. – Poinstruowałem więc moich pracowników, aby nakazali zawodnikom założenie kasków i przygotowanie się do startu.”

Może i sytuacja trochę się przeciągnęła, ale winić za to należy nie dyrektora wyścigu, a samych zawodników i zespoły. O ile trudno oczekiwać od motocyklistów, aby znali na pamięć wszystkie przepisy – szczególnie te, stosowane tak rzadko, o tyle managerowie niektórych ekip nie popisali się. Powinni oni przestrzec mechaników i poinformować zawodników o procedurach.

Webb broni jednak ekip: „Częściowym powodem zamieszania był fakt, że ekipy i zawodnicy znaleźli się w takiej sytuacji po raz pierwszy, więc w Aragonii wspólnie przyjrzymy się przepisom i poinformujemy wszystkich, co mają robić. Zajmiemy się także samymi przepisami i sprawdzimy, czy możemy jakoś poprawić procedury. Najważniejsze jednak, aby zawodnicy oraz ich zespoły, znali przepisy i rozumieli je.”

Mike zwrócił uwagę na jeden istotny aspekt: to była pierwsza taka sytuacja przy obecnych przepisach. W roku 2006 koce grzewcze zdjąć trzeba było już 3 minuty przed startem, więc kiedy mechanicy wbiegli na pola startowe w Katalonii, aby ponownie odpalić motocykle, nie musieli zastanawiać się nad kwestią opon. W Misano mogli mieć ze sobą koce i kiedy zobaczyli to zawodnicy, być może byli przekonani, że mogą zdjąć kaski, bo restart się przeciągnie. Zgadzamy się z Webbem: warto będzie porozmawiać z zawodnikami, ale też chyba przydałoby się dopisać kilka zdań do oficjalnych przepisów.

Tak czy inaczej Misano dostarczyło ogromnych emocji. Niestety, jedynym przegranym w całej tej sytuacji jest Dani Pedrosa, który ma prawo czuć frustrację. Mimo 38 punktów straty w tabeli, Hiszpan zapowiada walkę o mistrzostwo do ostatnich metrów, a najbliższy wyścig, Grand Prix Aragonii, będzie przecież jego domowym.