Kato Racing – podsumowanie sezonu 2013 w Rookie 600!
MotoRmania
20 września 2013

Sezon, sezon – i po sezonie wyścigowym 2013… Przeczytajcie, co u Kato Racing!

Informacja prasowa

Wiele przygotowań, wiele pracy i wyrzeczeń aby spełniać swoje marzenia i realizować się w wyścigach, poskutkowało zarówno radościami, jak i smutkami; zarówno wspaniałymi momentami, jak i takimi, o których myślimy: żeby się nigdy więcej nie powtórzyły… Zapraszamy do relacji z ostatnich 3 Rund w Rookie 600 w naszym wykonaniu!

IV Runda – Tor Poznań

Sikor

Po poprzednich, nieudanych zawodach od razu udałem się ponownie na Tor Poznań na treningi Speed Day. Dzięki temu mogłem na spokojnie złapać rytm i potestować trochę nowych ustawień, podszlifować technikę. Opłaciło się – w trakcie IV rundy już na wolnych treningach miałem przyzwoite tempo i czułem, że do kwalifikacji i wyścigów dobrze się rozkręcę.

Jednak moja kochana maszynka znowu postanowiła zrobić mi kaprys i po ostatnim treningu, gdy już zjeżdżałem na paddock, zauważyłem solidny wyciek oleju! Prawy but, nogawka kombinezonu, dekiel sprzęgła, pompy oleju, undertail, wahacz (!), wszystko było pokryte olejem … oprócz tylnej felgi i opony. Nie wiem jakim cudem dojechałem do końca ten trening. Podejrzewam, że gdybym zrobił chociaż jedno okrążenie więcej to strzępy motocykla zbieraliby z toru wirażowi, a ja bym wylądował gdzieś w okolicach pasa startowego pobliskiego lotniska Ławica…

Okazało się, że dekiel zaczął przepuszczać olej po tym gdy motocykl przewrócił się przed zawodami w garażu i uderzył delikatnie deklem o podłoże – pech. Sytuację udało się opanować do kwalifikacji i mogłem spokojnie jechać. Wywalczyłem 3. miejsce startowe z niezłym czasem 1:41,8.

W pierwszym wyścigu dobrze wystartowałem, ale lepiej poszło Arkowi Brancewiczowi z 2. rzędu, który wszedł w Dużą Patelnię przede mną. To właśnie on, Przemek Krajewski oraz Mieszko Laszecki byli przede mną i tą trójkę goniłem. Brancewicza udało się wyprzedzić po kilku okrążeniach, a potem ciągnąłem się za pozostałą dwójką. Jechaliśmy podobnym tempem, lecz moja strata na początku wyścigu uniemożliwiła walkę o 2. miejsce. Wyścig ukończyłem na 3. stopniu podium.

W drugim wyścigu poprawiłem start i od razu byłem 3-ci. Przez ponad połowę wyścigu walczyliśmy z Mieszkiem o 2. pozycję. Było kilka sytuacji “na żyletki”, ale obyło się bez zderzeń i ostatecznie zaatakowałem w Niepojętym. Wtedy zacząłem budować bezpieczną przewagę, mocno podkręciłem tempo. Udało się ustanowić “życiówkę” na poziomie 1:40,182. Tym razem zameldowałem się na mecie jako 2-gi, ze stratą 2,785s do zwycięzcy.

Rinas

Po pamiętnej, nieszczęsnej III Rundzie, na której wywaliłem konkretnego dzwona, sporo się działo. Przede wszystkim, musiałem dojść do ładu ze zdrowiem, co niestety nie doszło do skutku i pewnie prędko się nie zakończy. Po wizycie u ortopedy okazało się że na 95 % mam do operacji prawe kolano – niestety mam ponadrywane więzadła, 5 % ma potwierdzić rezonans którego spodziewam się już niebawem. Dodatkowo, obicie pleców i kręgosłupa okazało się męczące i przez długi czas budziłem się w nocy z bólem. Niemniej, motocykl udało się naprawić, kombinezon połatać, kask kupić nowy, a więc co pozostało? Jechać na rundę!

Cóż, na rundzie okazało się, że nie jest tak kolorowo… O ile kolano i plecy – jak już wsiadłem na motocykl i jeździłem – jako tako się trzymały, o tyle okazało się, że problemem jest głowa, jednak nie jakieś uszkodzenia fizyczne, a zblokowana psycha… Mimo że miałem wrażenie, że jadę strasznie szybko, to czasy w przedziale 1:50 – 1:52 nie napawały optymizmem. Robiłem co mogłem, ale nie potrafiłem jechać szybciej. Coś się w tej mojej bańce poprzestawiało i chyba obecnie mechanizmy obronne wzięły górę i za wszelką cenę nie chcą dopuścić do ponownego dzwona. Toteż nie pozostaje mi nic innego, jak pomału się rozjeżdżać i je oszukiwać. No nic. W kwalifikacjach wywalczyłem ostatnie, 13 miejsce na starcie do obu wyścigów. S-U-P-E-R… Bomba! No cóż, wyścig sobotni to ostatnie miejsce i dubel, a na mecie strata 1 kółka do zwycięzcy… Nie będę ściemniał, byłem załamany. Nie o takie miejsca jeszcze niedawno walczyłem. Był to chyba taki moment, że naprawdę miałem ochotę odpuścić. Ale – nie ma co pękać na robocie, wystartowałem i w niedzielę. Na luzie, bez stresu i było już trochę lepiej. Dojechałem ostatni, ale już nie dostałem dubla, no i trochę lepsze tempo. Jedyne, czego nie zapomniałem, to jak startować – w sobotę z 13 miejsca w patelni byłem już 7., natomiast w niedzielę… przebiłem sam siebie i w pierwszym zakręcie z 13-tki awansowałem na 4-eczkę 🙂

Podsumowanie rundy, w poniższym filmiku – może nie jestem reżyserem na miarę Spielberga i aktorem jak Al Pacino, ale – lepsze to niż nic!

V Runda – Slovakia Ring

Sikor

Slovakia Ring – wspaniały tor położony niedaleko Bratysławy. Zupełnie inny niż Tor Poznań – bardzo szybki, szeroki, z długą prostą startową. Przed zawodami byłem tam jedynie na 2-dniowych treningach, ale cały rok wcześniej, także czekało mnie sporo pracy. Puchar Polski startował w wyścigu razem z odpowiednimi klasami Pucharów Czech oraz Słowacji, także stawka liczyła 18 zawodników.

Na wolnych treningach szukaliśmy dobrego przełożenia oraz ustawień zawiechy – miałem problem z dwoma lewymi zakrętami, które zawierały nierówności, przy dużej dynamice było tam nieciekawie. Ostatecznie udało się całkiem nieźle opanować tor.

W kwalifikacjach narzuciłem bardzo dobre tempo, pojechałem kilka szybkich kółek. Czas 2:16,838 wystarczył na bardzo dobre, 4. pole startowe, w pierwszej linii – najlepszy wynik wśród polskich zawodników.

Po starcie wyścigu, przed wejściem w pierwszy zakręt zrobiło się bardzo ciasno. Odpuściłem trochę gaz, żeby zminimalizować ryzyko zderzenia. Niestety, mimo dobrego tempa, zrobiłem kilka błędów na hamowaniach i kilku dodatkowych zawodników mnie wyprzedziło. Potem ciężko mi było odrobić stracone pozycje. Podkręciłem tempo do poziomu 2:15,972 i zamknąłem 10-tkę. Mimo wszystko ta lokata była 3. miejscem w klasyfikacji Polaków, także wywalczyłem 17 pkt. do generalki Pucharu Polski.

Rinas

Po IV Rundzie, kiedy okazało się, że nie jest dobrze, w dniach 3 – 4 września zawitałem w Przeźmierowie na Speed-Day. No bo przecież, trzeba trenować i jakoś wrócić do formy, nie? Tak więc 2 dni treningowe i znowu 1,5s urwałem – robiłem już zawrotne 1:49 co przy moim “oficjalnym” rekordzie 1:43 i “nieoficjalnym” 1:42 wygląda blado. No ale powiedziało się A, trzeba też – powiedzieć resztę. W środę w nocy wróciłem ze Speed Day’a, szybki przegląd moto do 5 rano z mechanikiem i w czwartek rano, pakowanie na Słowację. Nie byłem nigdy na tym torze, tak więc – byłem naprawdę ciekawy. I nie zawiodłem się… Zarówno tor, jak i infrastruktura oraz ludzie – coś pięknego. W piątek przejechałem 3 treningi wolne, poznawałem tor. Jest naprawdę szybki, trzeba iść cały czas pełną bombą, czego ja akurat chwilowo nie umiem. Niemniej tor spodobał mi się strasznie. Już nie mogę się doczekać, kiedy tam zawitam ponownie! Po piątkowych treningach i przede wszystkim – po 2 pełnych dniach speed-day’a – okazało się, że kolano naprawdę boli. Teoretycznie z obecną kontuzją nie powinienem za wiele chodzić, co dopiero się ścigać, jednak do tej pory jakoś dawałem radę. Ale teraz poczułem, że naprawdę mogę nie być w stanie pojechać. Noc z piątku na sobotę przespałem tylko dzięki mocnym lekom przeciwbólowym. Zdecydowałem wtedy, po wielu rozmowach z innymi i swoich przemyśleniach, że jest taki moment, kiedy trzeba powiedzieć na chwilę – dziękuję, postoję. Poczekam. U mnie właśnie nadszedł ten moment. Nie było to proste, kocham motocykle, kocham wyścigi, rywalizację, ale w chwili, kiedy nie czułem się pewnie i bezpiecznie na motocyklu – zdecydowałem, że czas na chwilową przerwę, bo ani dla mnie, ani dla innych na torze może to po prostu nie być bezpieczne. Tak więc, sobotę i niedzielę spędziłem na oglądaniu wszystkich wyścigów, kontemplowaniu Slovakiaringu i przede wszystkim – kibicowaniu Polakom!

VI Runda – Tor Poznań

Sikor

Wrześniową rundę w Przeźmierowie cechowała fatalna pogoda – zimno i dużo deszczu. Były to dla mnie pierwsze w życiu jazdy po torze w deszczu.

Przed kwalifikacjami zaliczyłem dwie deszczowe sesje i powoli zacząłem łapać o co chodzi w jeździe na oponach typu rain, na mokrym torze. To zaowocowało zdobyciem Pole Position! Z czasem 2:00,745 oraz 5s lepiej od kolejnego zawodnika.

Sobotni wyścig, podobnie jak kwalifikacje – w regularnym deszczu. W takich warunkach objąłem prowadzenie już od samego początku, robiąc czasy lepsze o kilka sekund niż reszta stawki. Po kilku okrążeniach zaczął padać bardzo intensywny deszcz, widoczność spadła do zera, podobnie przyczepność. Organizator podjął dobrą decyzję o przerwaniu wyścigu. Przerwanie nastąpiło w momencie, gdy przejechałem na czele ponad ¾ regulaminowego dystansu, także wynikiem wyścigu były lokaty z ostatniego okrążenia. Było to moje pierwsze zwycięstwo w sezonie 2013! Tego dnia awansowałem w klasyfikacji generalnej na 2. miejsce, z przewagą 2 pkt. Kolejny wyścig miał ostatecznie rozwiązać sprawę 2. miejsca.

Niedziela była pokręconym dniem. Rano wyszło Słońce, tor zaczął przesychać. W pierwszych wyścigach część zawodników jechała na oponach typu rain, a część na oponach typu slick.

Przed moim startem, już tylko nieliczne fragmenty toru były delikatnie mokre. Dyrekcja ogłosiła wyścig suchy.

W związku z tym na oponach na sucho wyjechaliśmy na dodatkową rozgrzewkę. Jednak przyszły ciemne chmury i pierwsze krople deszczu. Gdy wszyscy ukończyli rozgrzewkę, zaczął kropić narastający deszcz. Szybka decyzja organizatora o ogłoszeniu wyścigu jako mokry – start przesunięty o 20 min., aby dać czas na wymianę opon.

Niedzielny wyścig był połączony z klasą Rookie 1000. Po starcie miałem trochę problemów, ale w drugiej połowie wyścigu bardzo podkręciłem tempo. Rozpoczynając ostatnie kółko wyprzedziłem Mieszka Laszeckiego i utrzymałem go za mną, aż do końca wyścigu. Drugie zwycięstwo!

Dzięki temu przypieczętowałem 2 miejsce w Pucharze Polski Rookie 600 sezonu 2013!

Rinas

VI runda – to dla mnie runda, której nie było. Po powrocie ze Słowacji, sprzedałem motocykl. Tym samym, niestety ale na ostatnią rundę nie pojechałem. Aktualnie czeka mnie reszta szczegółowych badań kolana i wtedy okaże się, co dalej ze mną w zimę. Mam nadzieję, że jeżeli zabieg będzie nieunikniony – uda się go przeprowadzić jak najszybciej, tak żeby kilkumiesięczna rehabilitacja szybko zleciała i żebym na wiosnę był zwarty i gotowy do jeżdżenia! Tym czasem, zacząłem już “malutkie” przygotowania do sezonu 2014. Jaki on będzie i czy w ogóle nastąpi w moim wykonaniu – zweryfikuje po pierwsze zdrowie, a po drugie – finanse i sponsorzy. Ja z mojej strony, zrobię wszystko, aby się dalej ścigać. Jest to coś pięknego, możemy się w bezpiecznych warunkach wyszaleć a dodatkowo rywalizować zarówno z innymi, jak i przede wszystkim z samym sobą. Bo każdy sport, a ten chyba w szczególności, to walka i wiele poświęcenia. Poświęconych chwil, nie przespanych nocy, wydanych pieniędzy… Czy warto? Cóż, w chwili obecnej może lepiej spytajcie Sikora, ja nie jestem “przejściowo” dobrym przykładem. Mam nadzieję, że odpowiem na to pytanie za rok! W chwili obecnej – jestem mega szczęśliwy, mimo że w sezonie 2013 tylko pierwsza runda była w moim wykonaniu na przyzwoitym poziomie ( 6. w sobotę i 4. w niedzielę oraz 4. w generalce) to udało się zakończyć sezon na 9. miejscu pomimo nie wystartowania w 5 wyścigach. Zebrałem doświadczenie, dużo wiedzy i przede wszystkim – obycia z tym wszystkim. Tak więc, mam nadzieję – do zoba na wiosnę! Heja, nara i do przodu!

Podsumowanie

KATO RACING – amatorski team, założony przez pasjonatów żądnych wrażeń i sportowej rywalizacji. Po co? Aby udowodnić innym, że można. Że nie trzeba tylko narzekać, płakać, że drogo, ciężko i w ogóle… Bo jeżeli czegoś bardzo chcemy, trzeba po prostu… to zrobić!

Dziękujemy za wsparcie i pomoc naszym sponsorom, bez których nasze starty i ściganie, było by bardzo utrudnione:
– MOTORMANIA.COM.PL – najlepszy portal motocyklowy w Polsce!
– LATEX – importer i dostawca mega przyczepnych opon Michelin Power Cup
– PROTiM – dostawca kompleksowych rozwiązań logistycznych
– LEGATO MOTOCYKLE – części, odzież i akcesoria zarówno do ścigania, jak i na co dzień
– SHIMA – polski producent rękawic motocyklowych

Do zobaczenia na torze, miejmy nadzieję – już niebawem!

MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły