Zawodnicy MotoGP zmierzą się w ten weekend w trzynastej rundzie sezonu, Grand Prix San Marino i Riwiery Rimini. Leżący we Włoszech tor Misano imienia Marco Simoncelliego to twierdza Valentino Rossiego. „Doktor” właśnie tutaj jako dziecko pierwszy raz jeździł wyścigowym motocyklem, a rok temu stał na szczycie podium. Po ostatnim zwycięstwie nadal prowadzi także w tabeli.

Rok temu Rossi nie zostawił rywalom złudzeń, prowokując broniącego tytułu Marca Marqueza do wywrotki i pewnie finiszując na pierwszej pozycji. W tym sezonie 36-letni Włoch wygrywał już cztery razy, dzięki czemu prowadzi w tabeli z przewagą dwunastu punktów nad zespołowym kolegą, Jorge Lorenzo. Obaj wygrywali w Misano po trzy razy, co teoretycznie sprawia, że powinni być w Misano faworytami. Nie jest to jednak takie oczywiste.

Misano otrzymało w marcu zupełnie nową nawierzchnię. Bardziej równą i przyczepną, ale fabryczna ekipa Yamahy nie testowała jej tego lata. Pracowite testy zaliczyli z kolei fabryczni zawodnicy Hondy, Ducati i Suzuki. Marc Marquez jeździł tutaj w lipcu przez trzy dni i choć temperatura asfaltu była dużo wyższa, niż ta prognozowana na ten weekend, z pewnością będzie miał małą przewagę, przynajmniej w piątek. Rossi wcale nie jest jednak na straconej pozycji, ponieważ kilka razy jeździł tutaj latem drogową Yamahą R1 – głównie jako trening fizyczny – jak sam mówi.

W latach 2011-2013 w Misano rządził Lorenzo, który wszystkie swoje starty na tym torze kończył w pierwszej dwójce. Hiszpan jest zdeterminowany, bowiem po problemach z parującym kaskiem podczas ostatniej rundy w Wielkiej Brytanii finiszował poza podium i stracił do Rossiego w tabeli dwanaście oczek. Jeśli chce sięgnąć po swój trzeci tytuł mistrza MotoGP, zawodnik z Majorki musi w ten weekend mocno wziąć się do pracy.

Marquez nie pokazał w Misano w MotoGP wszystkich swoich kart. Rok temu przewrócił się popełniając błąd gdy jechał tuż za Rossim. Dwa lata temu miał świetne tempo, ale po słabym starcie stracił do Lorenzo dwie sekundy, których nie był już w stanie odrobić. Taki sam błąd jak w San Marino rok temu, dwukrotny mistrz MotoGP popełnił też ostatnio na Silverstone. Po wywrotce w deszczowym wyścigu o Grand Prix Wielkiej Brytanii, swojej czwartej w tym roku, obrońca tytułu traci już do Rossiego 77 punktów na tylko 150 możliwych jeszcze do zdobycia. Choć podkreśla, że może teraz stawiać wszystko na jedną kartę, uparcie daje też do zrozumienia, że jego szanse na koronę wcale jeszcze nie przepadły. Marquez może być czarnym koniem końcówki tego sezonu.

Do walki o najwyższe pozycje chcieliby również włączyć się z pewnością zawodnicy Ducati oraz Suzuki, ale podczas prywatnych testów byli oni nieco wolniejsi od duetu Repsol Hondy. Poza tym nowy asfalt oznacza wielką niewiadomą, ale to tylko jeszcze bardziej uatrakcyjni widowisko. A faktycznie organizatorzy spodziewają się nie lada show. Podobno na weekend już dawno sprzedano ponad sto tysięcy biletów. Rossi nie będzie zresztą dla włoskich kibiców jedyną atrakcją. W klasie Moto2 wystartuje jego przyrodni brat, Luca Marini. „Powiedziałem mu, żeby trzymał się młodszego brata Marqueza” – żartował Doktor. Czyżby czekała nas w ten weekend zmiana pokoleń?