Motocykliści MotoGP wracają do akcji po wakacyjnej przerwie i od razu zostają rzuceni na głęboką wodę. Przez najbliższe trzy tygodnie zawodników czekają aż trzy rundy pod rząd, zaczynając od zaplanowanego na ten weekend Grand Prix Indianapolis.

Prowadzenia w klasyfikacji generalnej broni zwycięzca dwóch ostatnich wyścigów, ubiegłoroczny mistrz świata Moto2 i imponujący debiutant w MotoGP, Marc Marquez, który co prawda nigdy nie ścigał się maszyną królewskiej klasy po torze Indianapolis, ale świetnie radził tam sobie w mniejszych klasach. Zresztą sam Valentino Rossi jest zdania, że Hiszpan może w MotoGP zajść dalej niż on i poprawić jego rekord 9 tytułów oraz 122 zwycięstw Giacomo Agostiniego.

Marquez się broni, faworyci wracają do gry

Choć 20-latek z ekipy Repsol Honda jest w świetnej formie, w Indy nie będzie miał w ten weekend łatwego zadania. Do pełni sił wrócili już bowiem przedsezonowi faworyci; kolega z ekipy Repsol Honda, Dani Pedrosa oraz broniący tytułu Jorge Lorenzo z fabrycznego zespołu Yamahy. Obaj nabawili się kontuzji podczas Grand Prix Niemiec i nie wystartowali w wyścigu na Sachsenringu, zaś tydzień później na torze Laguna byli mocno osłabieni i obolali.

Zanim rozpoczęła się wakacyjna przerwa, Lorenzo miał za sobą koszmarny okres. Hiszpan najpierw złamał obojczyk podczas wypadku na torze Assen, ale po ekspresowej wizycie w Barcelonie i operacji, dwa dni później ustawił się na polach startowych i ukończył wyścig na piątym miejscu. Dwa tygodnie później „Por Fuera” znów przewrócił się podczas drugiego treningu wolnego i uszkodził tytanową płytkę, którą dopiero co połączono złamany obojczyk. Z powodu kolejnej operacji, 26-latek nie mógł wystartować w Niemczech, ale tydzień później pojawił się na starcie w USA, gdzie sięgnął po szóste miejsce na mecie.

Podobne męki przechodził także Pedrosa, który w Assen nie wykorzystał kontuzji i słabszej dyspozycji Lorenzo, finiszując tuż przed nim, a w Niemczech sam także zaliczył wywrotkę, uszkadzając obojczyk i mocno uderzając się w głowę. Wyeliminowany z wyścigu w Saksonii, tydzień później Pedrosa pojawił się jednak w USA, a zmagania ukończył na piątym miejscu. Po powrocie do Barcelony okazało się, że obojczyk ubiegłorocznego wicemistrza świata nie był jedynie pęknięty, a całkowicie złamany.

Pedrosa i Lorenzo potrzebowali więc trzytygodniowej, wakacyjnej przerwy, aby wrócić do pełni sił, ale dzięki dłuższemu odpoczynkowi są teraz gotowi do walki o mistrzostwo. Rok temu to właśnie ten duet zdominował rywalizację, wygrywając łącznie aż 13 z 18 wyścigów. W tym roku obu, nawet w pełni sił, jest jednak w stanie powstrzymać Marquez, który wygrał już swój drugi wyścig MotoGP, w kwietniu triumfując na debiutującym w kalendarzu torze w Austin w Teksasie.

Honda znów z przewagą w USA?

Podobnie jak Austin i Laguna Seca, Indianapolis okaże się najprawdopodobniej kolejnym torem wyraźnie sprzyjającym motocyklom Hondy: mocniejszym niż Yamahy i lubiącym agresywny, pełen uślizgów styl jazdy. Indy to bowiem nie tylko obiekt pełen długich prostych i krótkich, wolnych zakrętów, gdzie liczy się przyspieszenie i agresywne wyjścia w łuków, ale także tor o bardzo niskiej przyczepności, co w ostatnich latach sprawiało poważne problemy zawodnikom Yamahy.

Wszystko to oznacza, że w niedzielny wyścig może okazać się wielkim pojedynkiem Pedrosy i Marqueza. Starszy z zawodników Repsol Hondy zawsze radził sobie na Indy świetnie, wygrywając tutaj dwukrotnie. Jeśli jednak prowadzący w tabeli debiutant pokona będącego niemal „na własnym podwórku” weterana, akcje Pedrosy mocno w tym roku spadną. Z tego duetu to więc Dani odczuwać powinien chyba większą presję.

Niespodziankę sprawić mogą jednak dwaj pozostali zawodnicy Hondy. Niemiec Stefan Bradl ostatni wyścig na Laguna Seca rozpoczynał z pole position i zakończył na drugim miejscu, zaś tuż poza podium finiszował Hiszpan Alvaro Bautista. Na torze faworyzującym model RC213V obaj znów mogą być groźni i powalczyć o pudło.

Yamaha z nową skrzynią?

Wielką niewiadomą będzie za to dyspozycja motocyklistów Yamahy, która podczas wakacyjnej przerwy testowała nową, „szybką” skrzynię biegów w Brnie. Choć nowe rozwiązanie jest wyraźnie wolniejsze niż patent stosowany od dwóch lat zarówno przez Hondę, jak i Ducati, może ono dodać skrzydeł Jorge Lorenzo i Valentino Rossiemu.

Sęk w tym, że podczas testów w Czechach nowa skrzynia odmówiła posłuszeństwa, zmuszając Rossiego do zaparkowania motocykla na poboczu. Innym problemem jest zużycie silników. Każdy z zawodników może w trakcie sezonu wykorzystać ich tylko pięć. Lorenzo i Rossi „zaplombowali” już po czwartym silniku. Wydaje się mało prawdopodobne, aby nową skrzynię – o zupełnie innej konstrukcji – dało się zamontować w dotychczasowych jednostkach napędowych, a ewentualnego piątego silnika nie będzie przecież można używać nieustannie przez całą drugą połowę sezonu. Silnikowa saga długo jeszcze będzie trzymała nas w niepewności.

Niższa moc, problemy z przyspieszeniem i niska przyczepność asfaltu mogą sprawić, że Yamahę czeka na Indy bardzo trudny weekend, ale tak czy inaczej zapowiada się bardzo ciekawy, wewnętrzny pojedynek. Czy broniący tytułu Lorenzo utrzyma za sobą wracającego do czołówki, 9-krotnego mistrza świata, uskrzydlonego po zwycięstwie w Holandii i podiach w dwóch ostatnich wyścigach?

Rossi i Crutchlow z apetytem na kolejne podia

Na półmetku sezonu Rossi traci do prowadzącego w tabeli Marqueza tylko i aż 46 punktów. To sporo, ale biorąc pod uwagę fakt, że do zdobycia jest jeszcze 225 oczek, wszystko może się zdarzyć. Tym bardziej, że po trudnym początku sezonu, słynny „Doktor” ostatnio nieźle dogaduje się ze swoją M1-ką, a trzy ostatnie wyścigi kończył na podium. Niestety, jego szanse na tytuł maleją z uwagi na przewagę Hondy, a także silnego rywala, który jest w tabeli tuż za nim.

Jak w walce z fabrycznym duetem poradzi sobie prywatny kierowca Yamahy, Cal Crutchlow, którego frustracja wynikająca z pełnienia w szeregach japońskiej marki roli piątego koła u wozu pchnęła w objęcia ekipy Ducati? Brytyjczyk zamieni za rok swoją M1-kę na mało konkurencyjne Desmosedici, ale zanim to zrobi, będzie chciał za wszelką cenę wygrać wyścig i utrzeć nosa zawodnikom, którzy uniemożliwili mu awans do fabrycznej ekipy Yamahy. Crutchlow nie zrobi tego chyba jednak na Indy, ale już czeskie Brno tydzień później może okazać się terytorium Yamahy, z kolei brytyjskie Silverstone to właśnie bastion Cala.

Ważny weekend dla zawodników Ducati

Nie można też oczywiście zapomnieć o aktualnym składzie Ducati, które choć nigdy nie radziło sobie na Indy zbyt dobrze, to jednak może zaskoczyć. Dla Nicky’ego Haydena będzie to bowiem ostatni domowy wyścig na Desmosedici, zaś Andrea Dovizioso rok temu stał tutaj na podium za sterami M1-ki. Do akcji wracają także Andrea Iannone i Ben Spies, którego kontuzja barku z poprzedniego sezonu wyeliminowała niemal całkowicie z dotychczasowej akcji. Zawodnik Pramac Ducati jest sprawny i zmotywowany, ale po długiej przerwie będzie się musiał mocno rozjeździć.

Rok temu Spies był jedną z wielu ofiar śliskiego asfaltu. Ben, Nicky Hayden i Casey Stoner zaliczyli groźne wywrotki w trzynastym zakręcie podczas kwalifikacji. Haydena upadek wyeliminował z wyścigu, a Stonera praktycznie pozbawił szans na walkę o tytuł z powodu kontuzji stopy. Oby tym razem zawodnicy byli w stanie utrzymać się na kołach.

Maraton we wszystkich trzech klasach

Wszystkie te smaczki sprawiają, że druga połowa sezonu zapowiada się niezwykle emocjonująco. Jedna trzecia tego okresu przypada na najbliższe trzy tygodnie, podczas których odbędą się trzy wyścigi pod rząd. Zawodników czeka więc sporo walki, a kibiców sporo godzin przed telewizorem i emocji.

Do akcji wracają także motocykliści mniejszych klas. W Moto2 o tytuł walczą Hiszpan Pol Espargaro i lider tabeli, Brytyjczyk Scott Redding. Obaj za rok awansują do MotoGP, ale który zrobi to jako mistrz świata? Na Indy zaskoczyć może inny z przedsezonowych faworytów, uwielbiający ten tor Hiszpan Nico Terol, który w tym roku triumfował już w Teksasie. Ostatnią rundę, Grand Prix Niemiec, wygrał jednak jego kolega z ekipy Mapfre Aspar, Jordi Torres. W Moto2 będzie więc ciekawie. Emocji nie zabraknie także w Moto3, gdzie o tytuł walczy trzech Hiszpanów: lider tabeli Luis Salom, faworyzowany Maverick Vinales oraz młody i świetnie rokujący Alex Rins.

W najbliższy weekend wszystkie sesje z Grand Prix Indianapolis na żywo pokaże Polsat Sport News. Piątek i sobota to praktycznie jazda non-stop od 15-tej do 22-giej. Niedzielne rozgrzewki ruszają o 14:40. Po nich wyścigi: Moto3 o 17:00, Moto2 i 18:20 i MotoGP o 20:00.