Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda
Damian
30 kwietnia 2020


Zbliżają się majówka i „specyficzny”, ograniczony pandemią okres urlopowy. Wielu z nas planuje bliższe lub dalsze wyprawy motocyklowe. Jak do nich przygotować naszą maszynę, żeby nie sprawiła nam kłopotów podczas wyjazdu?

Po pierwsze powinniśmy zadać sobie pytanie czy nasz motocykl jest w takim stanie technicznym, który zapewni bezpieczny wyjazd i powrót. Jeżeli na co dzień maszyna sprawia dużo problemów takich jak dziwne stuki w silniku czy skrzyni biegów, zawieszenie nie pracuje poprawnie i cos nam skrzypi w wahaczu, hamulce działają z pewną dozą dowolności, światła świecą lepiej lub gorzej w zależności od fazy księżyca to na pewno naszą maszyną nie powinniśmy odjeżdżać od naszego miejsca garażowania na dystans większy niż rzut średniej wielkości kamieniem. Musimy też określić poziom zużycia elementów eksploatacyjnych takich jak napęd, klocki hamulcowe, opony. Trzeba mieć pewność, że te wszystkie elementy zniosą trudy podróży. Dobrze jest przyjąć współczynnik zapasu dla tych elementów pamiętając o tym, że motocykl przygotowany do wyprawy jest obciążony bagażem i niekiedy pasażerką. To wszystko wpłynie na szybsze zużywanie się wyżej wymienionych.

Po pierwsze opony

Jeśli głębokość bieżnika zbliża się do wartości granicznych to opona musi iść do wymiany. Oczywiście nie będę nikomu niczego zabraniał, ale przyznajcie sami, że zakup i wymiana opon w podróży nie jest ani tania ani przyjemna. Poza tym stara zużyta opona poddana presji podczas podróży może się niespodziewanie poddać, a stąd już prosta droga do niebezpiecznej sytuacji na drodze. Przyda się ciśnieniomierz. Nie musi być bardzo drogi, ale musi pokazywać realne wartości ciśnienia w ogumieniu.

Po drugie hamulce

Niezależnie dokąd się wybieramy, płyn hamulcowy warto wymienić. Oczywiście jeśli ta czynność została wykonana na początku sezonu to nie ma co przesadzać. Warto sprawdzić stan klocków hamulcowych i czystość zacisków przednich jak i tylnych. Ranga tylnego hamulca bardzo rośnie w załadowanej maszynie. Jeśli grubość okładzin ciernych w klockach hamulcowych jest mniejsza niż 50% wartości wyjściowej lepiej je wymienić. Oczywiście stare klocki możemy zachować na później. Po powrocie z wycieczki będą nam służyły. Układ hamulcowy musi być w stu procentach sprawny. Jeśli nie chcemy wymieniać klocków to zawsze możemy zabrać ze sobą drugi komplet. Nie zajmuje to dużo miejsca i nie podnosi drastycznie masy ładunku. Ważne, żebyśmy zabrali wszystkie narzędzia potrzebne do ich wymiany.

Po trzecie napęd

Błogosławieni ci posiadający wał! Oni sprawdzą tylko poziom oleju w dyfrze i z głowy. Posiadacze „złotej kety” powinni sprawdzić co tam piszczy w rolkach. Jeśli łańcuch już wykazuje objawy nierównomiernego zużycia to warto się zastanowić nad jego wymianą. Pod większym obciążeniem jego kres będzie bliski. Koniecznie trzeba ocenić stan zębatki zdawczej. Najczęściej jest ona schowana pod pokrywą i nie wiemy czy nie zachorowała na paradontozę i czy zęby jej się nie kiwają. W bardzo wielu motocyklach można się strasznie oszukać oceniając stan napędu bez zerknięcia w zębatkę zdawczą. W dalszą podróż ( która obecnie wam nie grozi, ale kto wie czy w wakacje już sprawa będzie inaczej wyglądać) możemy zabrać zapinkę do łańcucha. W sytuacjach krytycznych może być pomocna. Poza tym oczywiście pamiętamy o środkach smarnych. Jeśli macie sprawny napęd nie zabierajcie ze sobą zębatek na wymianę. No chyba, że macie zamiar zrobić w podróży ponad 10.000 km.

Po czwarte zawieszenie

Skrzypienie w wahaczu musi spowodować jego demontaż i weryfikację. Jeśli łożyska „wysypią” się w trakcie podróży to nie będzie łatwo. Tylny amortyzator jak i lagi z przodu nie mogą się pocić olejem. Pocenie może szybko przerodzić się w wyciek, a to bywa niebezpieczne. Podróżując w nocy możemy nie zauważyć większego wycieku i olej z lag może zabrudzić przedni układ hamulcowy. To może wpłynąć na drastyczne obniżenie skuteczności hamowania. Maszyny na co dzień eksploatowane „solo” trzeba przestawić pod większe obciążenie. Pamiętajcie o zapisaniu sobie nastaw wyjściowych, żeby można było do nich powrócić po urlopie. W większości motocykli regulacja ograniczy się pewnie do zwiększenia wstępnego napięcia sprężyn.

Po piąte silnik

W zależności od tego, w jaki rejon się udajemy przeanalizujmy czy filtr powietrza i olej dadzą sobie z tym radę. Spodziewając się dużego zapylenia warto zabrać drugi filtr na wymianę. Olej dobrze dostosować do warunków w jakich będziemy jeździć. Luzy zaworowe też dobrze sprawdzić. Jeśli na co dzień jeździmy naszą maszyną po mieście to w trasie wszystkie pająki zostaną wydmuchane z silnika, a on sam może zacząć dziwnie pracować.

Po szóste skrzynia biegów

Sprzęgło łapiące na samym końcu, lekki poślizg sprzęgła na ostatnim biegu czy przytarta linka sprzęgła to usterki, które muszą być przed podróżą naprawione. W zależności od rodzaju linki trzeba ją nasmarować lub tylko przemyć. W układzie hydraulicznym możemy wymienić płyn i sprawdzić czy nie ma wycieków w okolicach wysprzęglika. W podróż zabieramy nową linkę sprzęgła na podmiankę lub wysprzęglik w układach hydraulicznych. Można też wziąć same reperaturki do wysprzęglika, ale czasem tak bywa, że wymiana gumek nie pomoże.

Po siódme elektryka

W akumulatorach starszej konstrukcji sprawdzamy poziom elektrolitu i w miarę potrzeb uzupełniamy wodą demineralizowaną. W nowszych akumulatorach….. modlimy się, żeby jeszcze działał jakiś czas. Sprawdzamy również jak tam z ładowaniem. Książkowo powinno być między 13,8, a 14,4 V. Jak jest 12,5-13V to słabo, a jeśli miernik pokaże 12V to ładowania nie ma. Regulatora napięcia niestety w warunkach domowych nie sprawdzimy bo on albo reguluje albo nie…. Możemy jednak dokonać przeglądu wszystkich łączeń między alternatorem, a regulatorem i między regulatorem, a instalacją motocykla. Najczęściej awarie powodują utlenione konektorki we wtyczkach między alternatorem, a regulatorem. Efektem tego jest najczęściej awaria reglera powodująca ładowanie akumulatora napięciem znacznie wyższym od zalecanego co doprowadza do tak zwanego wygotowania i wzdęcia naszej baterii. Najczęściej towarzyszy temu silny zapach uwalniającego się siarkowodoru. Jeżeli w trasie poczujecie, że coś zalatuje zepsutymi jajami to pewnie właśnie wasz akumulator kończy swój żywot. Poza elektrownią sprawdzamy oświetlenie. Wszystko musi działać.

W drogę zabieramy zapasowy regulator, bezpieczniki i żarówki. Nie warto brać świec, cewek czy modułu sterującego. Jeśli w dniu wyjazdu mamy zdrowe świece to nie sądzę, że coś się z nimi stanie. Cewki i moduły są drogie i ulegają awarii dużo rzadziej niż regulatory napięcia.

Po…ostatnie

Przewożenie bagażu. Wszelkie stelaże muszą być zamocowane w sposób pewny. Wszystkie śruby warto zabezpieczyć nakrętkami samokontrującymi. Bagaż musi być zamocowany na sztywno. Nic nie może się kiwać i przemieszczać. Jest to bardzo niebezpieczne. Poza tym, pamiętajcie o ładowności swojej maszyny. Ja rozumiem, że wasza pasażerka będzie chciała zabrać ze sobą pół szafy, ale musicie jej wyperswadować, że to nie jest najlepszy pomysł. Uogólniając, im motocykl jest cięższy tym radość z jazdy mniejsza. Gorzej się prowadzi, hamuje i więcej pali. Zabierajcie tylko te rzeczy, co do których nie ma żadnych wątpliwości, że będą użyte.

Wszystko to co napisałem powyżej ma zastosowanie przy podróżach dalszych niż 1000 km w obie strony, a zatem możliwych raczej po zniesieniu ograniczeń „korona-wirusowych” . Jeżeli chcecie przejechać się na weekend z namiotem do Augustowa to po prostu zatankowałbym motocykl pod korek, sprawdził ciśnienie w gumach, nasmarował łańcuch i pojechał. Chociaż w sumie to czasem zdarzyło mi się pojechać w dalszą drogę bez jakichkolwiek narzędzi czy części zamiennych i też było fajnie. Jeśli wasza maszyna jest zadbana i niezawodna, a w kieszeni macie co najmniej platynową kartę kredytową to czytaliście to na próżno. Za wszystko zapłacicie kartą.

Damian
Redaktor naczelny

Masz sprawę ? Skontaktuj się: