Kato Racing po pierwszej rundzie Pucharu Polski!
MotoRmania
27 maja 2013

Przekonajcie się, jak wyglądała pierwsza runda WMMP w oczach amatorskiego zespołu Kato Racing!

Informacja prasowa

Ekipa wyścigowa Kato Racing, złożona z czterech zawodników, powstała w 2012 roku i ma na celu przeniesienie pasji do motocykli sportowych z ulic polskich miast na tory wyścigowe. Uważamy, że to właśnie profesjonalny tor wyścigowy jest najlepszym miejscem do wykorzystywania takich maszyn w kontrolowanych warunkach, do czego będziemy starali się Was przekonać! W naszych relacjach zapewniamy solidną dawkę emocji, jak również wskazówki jak można zacząć swoją przygodę ze sportową jazdą po torze!

W końcu nadeszła druga połowa maja, a wraz z nią długo wyczekiwana pierwsza, podwójna runda Pucharu Polski! Odbywająca się w dniach 17-19 maja w Poznaniu impreza towarzyszy cyklowi Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski. Dla części zespołu oznaczało to powrót do ścigania, rozpoczętego na ostatniej rundzie w zeszłym roku, dla drugiej części był to debiut i pierwsze wyścigi.

Na tor dotarliśmy jeszcze w czwartek wieczorem. Autostrada z Warszawy do Poznania działa niczym teleport, także możemy ją śmiało polecić jako sposób na sprawne i bezstresowe dotarcie do stolicy Wielkopolski. Szybki rozładunek, naszykowanie namiotów zespołowych, motocykle na stojaki i spać – w końcu następnego dnia czekały nas trzy 25-minutowe treningi, następnie egzamin na licencję B, uprawniającą do udziału w zawodach, rejestracja, badanie techniczne motocykla, badanie głośności, kontrola kasków… słowem dzień pełen wrażeń. Na szczęście na treningach wolnych pogoda dopisywała, pozwalając się rozjeździć i… a zresztą sami zobaczcie!

Sikor
Na treningi założyłem trochę zużyte opony (tylna nawet bardziej niż trochę 🙂 ). Moim celem była praca nad lepszymi liniami przejazdu i nad większą płynnością w pracy gazem i hamulcem. Miałem tempo, w którym odczuwałem już uślizgi tyłu, jednak miałem niezłą kontrolę nad sprzętem, co owocowało coraz lepszymi trajektoriami w zakrętach.

Na szczęście obyło się bez żadnych sytuacji “podbramkowych”, więc mogłem się mentalnie przygotować do kwalifikacji. Kwalifikacje miałem jechać już na nowych oponach, więc wiedziałem, że będę mógł lepiej zacieśniać zakręty i mocniej oraz wcześniej odwijać gaz w złożeniach.

Sherman
Treningi, czyli ostatnia okazja do poćwiczenia wybranych elementów jazdy i poprawienia ustawień motocykla. Z takim właśnie założeniem wystartowałem do pierwszej sesji. W trakcie treningów, dzięki pomocy Sikora, wykonałem dodatkowe regulacje zawieszenia, dzięki czemu motocykl lepiej reagował na nierówności znajdujące się w kilku miejscach Toru Poznań. Ogólnie poruszałem się bez przygód, spokojnym tempem.

MarcMarc
Treningi wolne poszły mi całkiem nieźle, przede wszystkim byłem zadowolony z luzu, z jakim jechałem. Starałem się utrzymywać optymalne linie przejazdu i trenować hamowania, szczególnie do Sławiniaka i Dużej patelni. Na motocyklu czułem się coraz pewniej, także te treningi zaliczam do udanych. Nadal martwi mnie zbyt silne zużycie tylnej opony, które wynika najpewniej z nieumiejętnego posługiwania się gazem w zakrętach. Muszę nad tym elementem jeszcze mocno popracować, mam nadzieję, że zaowocuje to lepszymi czasami oraz przy okazji, oszczędniejszym zużyciem opon.

Całkiem niespodziewanie po treningach spędziłem mnóstwo czasu na papierkologii związanej ze startem w sobotnich i niedzielnych zawodach. Nie zrażajcie się, wszystko da się załatwić, natomiast zajmuje to sporo czasu i wymaga odrobiny organizacji! Nie zapomnijcie, że motocykl startujący w zawodach musi być odpowiednio przygotowany, a także musi przejść badanie głośności. Jestem zapobiegliwy, więc zawczasu zorganizowałem sobie db-killer, jednak okazał się on niepotrzebny. Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz podziękować Krystianowi Paluchowi za pomoc w tej sprawie! O przygotowaniu motocykla na pewno napiszemy jeszcze w tym sezonie.

Rinas
Treningi wolne to tak naprawdę dopiero mój drugi dzień na k8; poprzednio pojeździłem tylko jeden dzień na Speed-Day’u, ale na szczęście udało się poprawić set-up zawieszenia i tym samym sprawniej jeździć. Niestety okazało się, że na pewno muszę wymienić przednie sprężyny na twardsze, gdyż same ustawienia nie pomogły w 100 % – przedni zawias praktycznie dobija… Dzieje się tak dlatego, że poprzedni zawodnik, od którego kupiłem GSX-Ra, ważył ok. 68 kg , ja zaś 82-83 kg. Oczywiście on miał sprężyny dobrane pod swoją masę, dlatego zmiany będą konieczne. Treningi wolne są niezbędne aby rozjeździć się przed kwalifikacjami, dlatego przejeździłem wszystkie cztery, z nadzieją na dobry czas w kwali.

Po tak wyczerpującym dniu nie pozostało już nic innego jak zjeść coś ciepłego, wziąć prysznic, pogadać, pośmiać się przy motocyklach i pójść spać, w końcu następny dzień zapowiadał się na wyczerpująco!

Kwalifikacje

MarcMarc
Sesja kwalifikacyjna trwa 30 minut i jeżeli nie posiadamy laptimera, to zalecam zjechanie do depo po 4-5 okrążeniach, aby odczytać na monitorze przy wieży swój czas. W moim przypadku po zjechaniu i odczytaniu czasu nastąpił zapłon w mózgu, gdyż wynik pokazał 1:50 i uznałem, że to stanowczo za dużo. Zmotywowany wyjechałem dalej, po ponownym zjechaniu odczytałem następny wynik i okazało się, że wykręciłem 1:48,7, które pozwoliło na zakwalifikowanie się na przedostatnim miejscu na polach startowych i stanowiło jednocześnie mój rekord życiowy! Ktoś mógłby powiedzieć, że to słaby wynik, ale ja jestem odmiennego zdania – od czegoś po prostu trzeba zacząć. Przyznam, że przez moment pomyślałem, że być może klasa Rookie 600 to dla mnie za wysokie progi, ale skoro rzekło się A, to trzeba powiedzieć B… w końcu to mój pierwszy start w jakimkolwiek wyścigu!

Sikor
Wyjeżdżając na kwalifikacje, miałem nadzieję na wywalczenie pozycji w okolicach pierwszej piątki. Sprawy potoczyły się jednak inaczej…

Pełne skupienie, jedziemy. Starałem się nie robić błędów oraz utrzymywać jak najlepsze tempo. Po kilku kółkach zjeżdżam do depo sprawdzić swój czas. Przy tablicy z wynikami stoi Maciek Legutki (właściciel firmy z akcesoriami wyścigowymi “Legato”-pozdrowienia!) i patrzy na mnie dziwnym wzrokiem, gdy dojeżdżam. Mówi do mnie “jesteś pierwszy”. Wziąłem to za kiepski żart, po czym patrzę na tablicę… a tam moje nazwisko na topie! Czas 1:42,2s, drugi jest Mieszko Laszecki ze stratą ok. 1,5s. Nie wierzę… Maciek mówi, że moja pozycja jest w miarę bezpieczna, ale jeśli mam siłę, to mogę jeszcze próbować się podciągnąć. Pewnie, że mam siłę! Tym bardziej że właśnie poprawiłem życiówkę aż o 2s! Wyjeżdżam na tor, napędzam się pod koniec okrążenia, pełna koncentracja i zaczynamy. Jedno okrążenie, pojechane na maksa. Wyjście na prostą, 5-tka nie wpada za pierwszym razem (w tym momencie idą bluzgi spod kasku), no ale już trudno, mijam metę, potem zjeżdżam do depo zobaczyć wynik. Tablica pokazuje 1:41,277s, lepiej aż o 1s, nie wiem co się dzieje i to z błędem przy zmianie biegu przed metą! Przewaga nad drugim w zakresie 2s więc opuszczam kwalifikacje, bo raczej nikt już nie przebije tego wyniku.

Ostatecznie tak właśnie zostało, pierwsze Pole Position w sezonie 2013 – moje! Ciekawostką jest fakt, że Mieszko jednak podkręcił swoje czasy i przebił mój czas po pierwszej wizycie w depo. Gdybym już wtedy odpuścił dalszą jazdę, to straciłbym zwycięstwo i długo bym sobie tego nie podarował. Na szczęście podjąłem dobrą decyzję i dalej walczyłem.

Rinas
W ostatnim treningu wolnym coś dziwnego zaczęło się dziać z moim laptimerem, stąd na kwali wyjechałem lekko zdenerwowany, że nie widzę, ile jadę – bo zdążyłem się już przyzwyczaić do jeżdżenia z wyświetlaniem na bieżąco osiąganych czasów. Niemniej, po wyjeździe, zrobiłem na raz ok. 6 – 8 kółek, czułem że każde było coraz szybsze. Po zjeździe zobaczyłem na tablicy czas 1:43,8 i trzecie miejsce startowe! Jednak było jeszcze jakieś 10 minut do końca sesji; postanowiłem jeszcze wyjechać, ale czułem, że już nie poprawię czasu więc odpuściłem i zjechałem pod nasz zespołowy namiot. Niestety nie udało się utrzymać miejsca w pierwszej linii, wyprzedziło mnie jeszcze dwóch zawodników i spadłem na piątą pozycję, czyli otwierającą drugi rząd. Jednak stwierdziłem że jest OK – czułem, że jestem rozjeżdżony i przede wszystkim dobrze się czuję jadąc szybko, a więc nadzieje na wyścig były spore!

Sherman
Kwalifikacje to moment, w którym kończą się żarty. Mając świadomość ograniczonej ilości opon, planowałem zrobić tylko kilka okrążeń w dobrym tempie i zjechać. Plan został wykonany całkiem dobrze, bo udało mi się wykręcić kilka niskich 1:43, co w momencie zjazdu zapewniało mi czwarte pole startowe. Ostatecznie spadłem na miejsce szóste, ponieważ dwóch konkurentów w ostatniej chwili poprawiło swoje czasy przejazdu. Ogólnie jednak byłem bardzo zadowolony, bo jadąc z dużymi zapasami i bez zbędnego ryzyka kręciłem dobre czasy.

Pierwszy wyścig

Sherman
Niestety sobotni wyścig nie ułożył się po mojej myśli. W momencie startu wykonałem błąd i zgasiłem silnik, co spowodowało natychmiastowy spadek na ostatnie, 17 miejsce. Ruszyłem w pogoń i po kilku okrążeniach wypracowałem 6 miejsce, mając przed sobą kolejnego konkurenta do wyprzedzenia. Gdy zamierzałem go wyprzedzić, dogoniliśmy innego zawodnika, którego musieliśmy zdublować – niestety ów zawodnik ewidentnie myślał, że wyprzedza go tylko jeden motocykl i gdy go puścił, zaczął mocno zacieśniać linię przejazdu, co wymusiło moje hamowanie. W efekcie dwóch konkurentów czających się za moimi plecami wykorzystało sytuację i wyprzedziło zarówno mnie, jak i nieszczęsnego dublowanego… Ostatecznie dojechałem na 8 miejscu, co było dalekie od oczekiwań.

Sikor
Nie dość, że był to mój pierwszy poważny wyścig, to jeszcze startowałem z pierwszej pozycji startowej. Niestety, na niewiele się ona przydała, ponieważ starty to moja najsłabsza strona i przed pierwszym zakrętem byłem raczej w tyle stawki niż w czubie. Nie ma co pękać, trzeba się przebijać. Przez pierwsze dwa okrążenia dobiłem się w okolice pierwszej piątki, gdzie było już trochę trudniej. Przez kilka okrążeń były między nami różne przetasowania, aż w końcu w czwartym kółku od końca udało mi się wyjść na trzecią pozycję i miałem wreszcie przed sobą luz. Wtedy wrzuciłem jak najlepsze tempo, pamiętając na początku o blokowaniu poprzedników. Trzy ostatnie okrążenia pojechałem z czasami 1:42, 1:41 oraz 1:41 (konkretnie 1:41,192s – kolejny raz poprawiona życiówka). Ostatnie miejsce na podium zostało dla mnie. Ponadto dojechałem do mety z przewagą 12s nad czwartym zawodnikiem, którą wypracowałem raptem w trzech okrążeniach.

Słaby start zmusił mnie do jechania przez większość wyścigu w tłumie w tempie 1:44 i przez to straciłem szansę na walkę z pierwszą dwójką, która swobodnie odjechała reszcie. Jednak smak szampana oraz puchar wynagrodziły to i owo.

Rinas
Jeżeli ktoś twierdzi, że nie czuje żadnego stresu przed wyścigiem to albo ściemnia, albo ma jakąś magiczną taktykę. Ja na kółku wyjazdowym i rozgrzewającym zawsze czuję się zdenerwowany, ale na szczęście – kiedy zapala się czerwone światło – wszystko jest już pod kontrolą i wiem, że będzie OK! Starty są moją dosyć mocną stroną, po prostu mam dobre wyczucie sprzęgła i gazu – z piątej pozycji mogłem być nawet trzeci czy drugi w patelni, ale spanikowałem i wjechałem czwarty; na tej pozycji jechałem też kilka kółek. Niestety popełniłem chyba na piątym kółku spory błąd, ledwo zmieściłem się w Niepojętego i spadłem na szóstą pozycję. Straciłem sporo, ale udawało się odrabiać straty i na przedostatnim kółku byłem piąty, a na ostatnim – na Sławiniaku zaatakowałem Prędkiego i przez chwilę byłem czwarty. Niestety, ponieważ opóźniłem hamowanie, miałem mniejszą prędkość na wyjściu i natychmiast Krystian zabrał z powrotem swoją pozycję. Cóż, stwierdziłem że postawię wszystko na jedną kartę i zaatakuję znowu na hamowaniu do Małej patelni! Skończyło się to tym, że na maksa opóźniając hamowanie i ściskając klamę z całej siły… zrobiłem stopala na 30 metrów i minąłem Prędkiego na przednim kole! Ledwo, ledwo zmieściłem się w zakręcie, dosłownie pół metra – metr od trawy opadłem na dwa koła i jakimś cudem zdążyłem złożyć moto. Wtedy znowu straciłem pozycję i znowu byłem szósty, tak też dojechałem do mety. Myślę że gdyby jeszcze jedno lub dwa kółka moglibyśmy kontynuować walkę, czwarte miejsce byłoby w zasięgu, ale z drugiej strony – lepiej dojechać na szóstej pozycji niż nie dojechać wcale, tym bardziej biorąc pod uwagę, że niewiele mi brakowało do skończenia wyścigu w trawie!

MarcMarc
W końcu stanąłem na polach startowych, muszę przyznać, że to strasznie emocjonujące przeżycie, a przecież wypadałoby się wyciszyć i skoncentrować! Tuż przed startem do wyścigu nad torem zawisła ogromna ciemna chmura, która okazała się dla mnie gwoździem do trumny, gdyż tuż po starcie, gdzieś na pierwszym lub drugim okrążeniu wirażowi pokazali białą flagę z diagonalnym czerwonym krzyżem, oznaczającą pierwsze krople deszczu i w tym momencie zniknęła moja nadzieja na złapanie jakiegokolwiek rytmu. Cały wyścig jechałem tempem 1:50, także nie mogę tego występu zaliczyć do udanych, no może poza tym, że dojechałem do mety i ukończyłem pierwszy start w życiu! Doświadczenie wskazuje, że tymi flagami nie powinienem był się przejmować, ale wtedy o tym nie wiedziałem. Na plus mogę zaliczyć niezły start, gdyż przed dużą patelnią znalazłem się tuż za Sikorem, jednak później wszyscy mnie wyprzedzili i przygarnąłem ostatnie miejsce.. pierwsze koty za płoty, pozostał niedosyt.

Drugi wyścig

Sikor
Tym razem apetyt wzrósł i chciałem uniknąć błędów, które popełniłem poprzedniego dnia. Kwalifikacje z poprzedniego dnia obowiązywały również w wyścigu nr 2 więc miałem duże szanse, aby się zrehabilitować – znowu start z Pole Position.

Start poszedł ciut lepiej, przed Duża patelnią nie byłem tak mocno w tyle jak w wyścigu nr 1. W związku z tym chciałem maksymalnie szybko przebić się w sam czub, aby walczyć w pierwszej trójce od jak najwcześniejszego momentu wyścigu. Przy Małej patelni, na pierwszym okrążeniu byłem w okolicach pierwszej piątki. Wkrótce potem był prawy zakręt za tzw. zakrętami niemieckimi, w który zawsze wchodzę ciasno i agresywnie… z tego wszystkiego zapomniałem, że to dopiero pierwsze okrążenie i opony jeszcze nie mają odpowiedniej temperatury. Nawet nie dostałem żadnego sygnału od przedniej opony tylko po prostu położyłem się z motocyklem na wejściu i zacząłem szlifować. Konkretny lowside przy prędkości rzędu 140 km/h. Motocykl wypadł na trawę, aż pod bandy, a mnie delikatnie poturbowało. To cud, że motocykl nie koziołkował, tylko cały czas leciał prawą stroną. Zanim wirażowy zdążył do mnie podbiec, ja już odpalałem motocykl i ruszałem na nitkę toru bo w mgnieniu oka upewniłem się, że prawa kierownica oraz podnóżek przeżyły.

Nie można się poddawać, więc nie pozostało mi nic innego jak rozpocząć gonitwę. Z czasem okazało się, że motocykl dobrze pracował i jazda była w miarę bezpieczna. Jak później sprawdziłem, ukończyłem pierwsze okrążenie ponad minutę później niż czołówka, więc sytuacja była beznadziejna od samego początku wyścigu …

Udało mi się podkręcić tempo do 1:42 i liczyć na ukończenie wyścigu, z jakimikolwiek punktami. Jeden konkurent zaliczył high-side’a w Dużej patelni, kolejnego zawodnika udało mi się wyprzedzić, do następnego zabrakło już pół okrążenia … Dojechałem niestety dopiero czternasty, broniąc zaledwie 2 pkt…

Z jednej strony cieszę się, że ukończyłem wyścig na punktowanej pozycji, z drugiej miałem straszny niedosyt, bo mogłem walczyć o topowe lokaty. Brak doświadczenia robi swoje, więc mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.

Rinas
Drugi wyścig to drugi wyścig i tak naprawdę wszystko może pójść inaczej niż w pierwszym. Lepiej lub gorzej… ja miałem nadzieję na lepiej! Start miałem znowu super, w patelnię wchodziłem trzeci czy czwarty, po dwóch kółkach byłem piąty, wyprzedził mnie Maciek Michałeki i szczerze liczyłem, że trochę powalczymy – w sobotę on dojechał piąty, a ja szósty – i wtedy… na Dużej patelni, dosłownie 15 metrów przede mną, zaliczył takiego high-side’a, że gdybym nie siedział właśnie za kierownicą to bym się przeżegnał, instynktownie zwolniłem – ale tylko na chwilę – na kolejnym kółku zerknąłem tylko na stojący przy bandach jego motocykl i pojechałem dalej. Wyścig jechałem praktycznie sam, ale miałem dziwne uczucie, że zaraz za mną jedzie wataha zawodników i zaraz będą mnie atakować! Szkoda, że nie obejrzałem się za siebie, zazwyczaj tak nie robię, ale tutaj wiem, że by mnie to uspokoiło – po kilku kółkach miałem już ogromną przewagę nad resztą i mogłem spokojnie sobie jechać swoim tempem, tymczasem ja jechałem na maksa obronnymi torami jazdy i w ten sposób traciłem sporo czasu na każdym kółku; niemniej zrobiłem 1:43.6 i wiem że gdybym jechał “jak człowiek” to 1:42 by na pewno pękło, no ale na to będzie jeszcze czas. Miałem cichą nadzieję na dogonienie Prędkiego – jechał na trzecim miejscu, ale tak naprawdę to Krystian cały czas się oddalał, niedzielny wyścig w jego wykonaniu to w ogóle inny wymiar niż to, co prezentował w sobotnim, bił swoją życiówkę z każdym kółkiem i ostatecznie dojechał drugi. Wyścig zakończyłem więc na czwartym miejscu z dużą stratą do trzeciego i sporą przewagą nad piątym zawodnikiem. Jestem w miarę zadowolony, bo po dwóch wyścigach mam czwarte miejsce w generalce. Plany mam w sumie jasne, przed tą rundą spodziewałem się takich wyników, teraz – chcę jeszcze więcej. Mimo tego, że w obu wyścigach jechałem i dojechałem we względnej czołówce, to tak naprawdę – interesuje mnie ścisła czołówka, a tutaj niestety tracę 2 sekundy do regularnej walki o podia! Cel jest zatem tylko jeden – mocno przyspieszyć, oczywiście nie za wszelką cenę, nie chcę żeby szybkość wyprzedziła umiejętności, ale na pewno zrobię co w mojej mocy żeby meldować się na pudle!

MarcMarc
Po porażce w pierwszym wyścigu nie mogłem spać pół nocy, przemyślałem całą sytuację i postanowiłem, że drugi wyścig nie ma prawa tak wyglądać. Mając już jedną procedurę startową na karku, do drugiej podszedłem już znacznie spokojniej. Pogoda dopisywała, byłem w dobrym nastroju i.. udało się! Wystartowałem jak z procy, mijając czterech czy pięciu rywali i zameldowałem się do Dużej patelni z całkiem dobrą, jak na moje tempo pozycją. Później było już tylko lepiej, z okrążenia na okrążenie jechało mi się coraz przyjemniej, pomimo upływających kółek, które powinny powodować zmęczenie. W pierwszej części wyścigu, trzy razy atakował mnie rywal na czerwonym Suzuki GSXR-600, ale za każdym razem, jeszcze w tym samym zakręcie, udawało mi się ’oddać’ :). Realna walka na torze to coś niesamowitego! Na przedostatnim okrążeniu wykręciłem życiówkę 1:46,7 i dojechałem do następnego zawodnika, ale brak doświadczenia w wyprzedzaniu zaowocował 11 miejscem. Przekraczając linię mety czułem się jak zwycięzca wyścigu, bo wygrałem sam ze sobą, znacznie poprawiając wynik z poprzedniego dnia – w sumie przez trzy dni urwałem 4 sekundy!

Sherman
O niedzielnym wyścigu mogę powiedzieć jedno: dobrze, że w ogóle dojechałem do mety. Rozpoczęło się nawet nieźle, bo udany start ulokował mnie w okolicy piątego – szóstego miejsca na początku rywalizacji, co pozwalało realnie myśleć o zaatakowaniu wyższych lokat. Tym razem problemem okazało się jednak zupełnie co innego, mianowicie setup motocykla. Aby uprzedzić komentarze w stylu “złej baletnicy…” ograniczę się tylko do napisania, że dojechałem na 10. miejscu, kręcąc czasy gorsze niż na treningach. Do mety dojechałem wściekły, bo sam motocykl działał prawidłowo, moja kondycja też była ok, tylko… no właśnie, tempo nie takie, jakie być powinno! Na szczęście dokładnie wiem, co muszę zrobić i zmienić, więc na następnej rundzie będę się odkuwał. 🙂 Po pierwszej rundzie jestem na 9. miejscu klasyfikacji ogólnej.

Podsumowując…

Jak widać, pierwszy wyjazd każdy z nas może uznać za udany! Zebraliśmy naprawdę dużo cennego doświadczenia i już nie możemy się doczekać następnej rundy oraz kolejnych treningów. Teraz czas na serwis motocykli i przygotowanie ich do następnych wyjazdów. Chcielibyśmy z tego miejsca podziękować za wsparcie, które otrzymujemy i bez którego nasze wyjazdy byłyby znacznie trudniejsze. Dziękujemy firmie Latex za umożliwienie ścigania się na świetnych oponach Michelin Power Cup oraz firmie InterMotors sprzedającej m. in. kombinezony Alpinestars, oleje Motul oraz filtry K&N. Zapraszamy do śledzenia naszych zmagań w tym sezonie na Facebooku oraz stronie Kato Racing.

MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły