Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Valentino Rossi podpisze wkrótce roczny kontrakt z malezyjskim zespołem Petronas Yamaha i pozostanie w MotoGP na sezon 2021.

O tym, że nie chce kończyć kariery w tym roku, Włoch mówił już kilkanaście dni temu. Jednocześnie już od lutego jest jasne, że jeśli chce pozostać w MotoGP, będzie musiał oddać miejsce w fabrycznej ekipie Francuzowi Fabio Quartararo i dołączyć do prywatnego zespołu Petronasa.

Jego szef jeszcze kilka dni temu przekonywał, że rozmowy z Rossim jeszcze się nie rozpoczęły, ale za kulisami coraz głośniej mówi się o tym, że wszystko jest już praktycznie dogadane, a samo podpisanie umowy to już tylko formalność.

Co prawda „Doktor” opuści fabryczny zespół, ale w Petronasie otrzyma od Yamahy całkowicie fabryczne wsparcie i będzie mógł liczyć na takie same wsparcie inżynierów jak obecnie.

Co więcej, wygląda na to, że u jego boku wcale nie zobaczymy Jorge Lorenzo, o czym wielu z pewnością marzy, ale podopiecznego Akademii VR46 i byłego mistrza Moto2, Franco Morbidelliego.

Ojciec Valentino, Graziano Rossi, powiedział niedawno, że jego syn może ścigać się z MotoGP aż do 46 urodzin, ale choć to akurat wydaje się ambitnym celem, to jednak umowa na rok 2021 ma dawać Włochowi opcję jej przedłużenia także na sezon 2022.

Czy jednak poniekąd zepchnięty na boczny tor, Rossi będzie w prywatnym zespole równie konkurencyjny, co w fabrycznym? A może to właśnie tam, przy mniejszej presji, będzie w stanie rozwinąć skrzydła?