Słynny brytyjski tor Silverstone to kolejny po czeskim Brnie obiekt, który teoretycznie powinien sprzyjać zawodnikom Yamahy. Czy jednak także tutaj wygra dosiadający Hondy zwycięzca czterech ostatnich wyścigów, Marc Marquez?

Broniący tytułu Jorge Lorenzo, dziewięciokrotny mistrz świata Valentino Rossi, a także szykujący się do startu przed własną publicznością Cal Crutchlow, zaczynają powoli tracić nadzieję. Po kolejnym czwartym miejscu, w Brnie „Doktor” żartował sobie nawet, że jedyną radą, jaką może dać młodszemu od siebie o 14 lat Marquezowi, jest „jak najszybsze zakończenie kariery motocyklowej i przejście do Formuły 1”.

Rywalom nie jest jednak do śmiechu. Choć czeskie Brno miało sprzyjać lubiącym wysoką prędkość w zakrętach Yamahom, Marquez odniósł tam swoje czwarte zwycięstwo z rzędu i piąte w tym sezonie, powiększając przewagę w tabeli – nad zespołowym kolegą Danim Pedrosą – do aż 26 punktów. Lorenzo w generalce jest dopiero trzeci i traci 44 oczka. Jak mówi „Por Fuera”: „obrona tytułu jest już prawie niemożliwa”. Jeszcze mniejsze szanse ma Rossi, który do Marqueza traci aż 70 punktów na już tylko 175 możliwych do zdobycia w ostatnich siedmiu wyścigach tego sezonu.

Ostatnia szansa Lorenzo?

Podobnie jak czeskie Brno, Silverstone także pełne jest dość długich, szybkich zakrętów, w których Yamahy mogą nadrabiać swoim prowadzeniem. Sęk w tym, że Hondy będą z pewnością zyskiwały na wyjściach na pięć dość długich prostych. Niektóre z nich kończą się dość ostrymi hamowaniami, a tutaj Honda także ma ostatnio sporą dużą przewagę, dlatego w tym roku Silverstone faworyzuje Yamahę tylko w teorii. Zresztą sam Lorenzo powiedział w miniony weekend, że „w tym roku w kalendarzu nie ma już torów, na których Yamahy mogą mieć przewagę”.

A pomyśleć, że jeszcze niedawno Lorenzo – który wygrał dwa z trzech wyścigów MotoGP na Silverstone – poważnie rozważał opcję przejścia do Repsol Hondy, jednak naciski ze strony Yamahy zakończyły się przedłużeniem umowy na lata 2013 i 2014… a także zwolnieniem managera, który podobno nie spisał się podczas rozmów z HRC. Pytany w ostatnią niedzielę, czy nie żałuje swojej decyzji o pozostaniu w mistrzowskim zespole, Lorenzo z kamienną twarzą stwierdził, że nigdy nie żałuje swoich decyzji, ale jego wypowiedź nie brzmiała zbyt przekonywająco. Tym bardziej, że chwilę wcześniej zaznaczył, że jest w życiowej formie i jeździ lepiej niż kiedykolwiek, ale jego motocykl nie jest tak konkurencyjny, jak maszyny głównych rywali… i coś w tym jest. W poniedziałek po ostatnim wyścigu Yamaha została w Brnie na dodatkowy – podobno zaplanowany wcześniej – dzień testowy, którego rezultaty owiane są jednak tajemnicą.

W ten weekend jedyna nadzieja jest chyba w deszczu, na którego brak na Silverstone nie można przecież narzekać. W takich warunkach Marquez wciąż ma dość niewielkie doświadczenie. Jedyny mokry wyścig odbył się w tym roku w Le Mans. Po trudnym początku, na finiszu Marquez był wówczas najszybszym zawodnikiem na torze, ale musiał zadowolić się trzecim miejscem; blisko siedem sekund za triumfującym Pedrosą, choć i tak przed wszystkimi Yamahami, które we Francji zaliczyły katastrofalny weekend. Z drugiej strony dwa lata temu deszczowy wyścig na Silverstone zakończył się dla Lorenzo widowiskową wywrotką. Deszcz może więc wcale nie oznaczać dla Yamahy ratunku.

Crutchlow z dylematem

Wszystko to sprawia, że w ten weekend uciekającymi znów będzie chyba duet Repsol Hondy, a goniącymi zawodnicy Yamahy, choć nie tylko Lorenzo i Rossi, ale również Cal Crutchlow. Brytyjczyk sięgnął w Brnie po pole position, ale mimo wypadku, po którym finiszował bez punktów, szczerze przyznał w niedzielę, że i tak nie miał tempa pierwszej trójki i w najlepszym razie finiszowałby pięć sekund za nią. Crutchlow ma także spore problemy z motocyklem. Po tym, jak od początku roku narzekał na brak zbiornika paliwa w specyfikacji 2013 – odciążającego przód motocykla na pierwszych okrążeniach wyścigu – Cal otrzymał nowe części dwa tygodnie temu na Indianapolis. Faktycznie poprawiły one pierwsze kółka w jego wykonaniu, ale potem, zamiast lepiej, było tylko gorzej.

Na Silverstone były mistrz świata Supersportów będzie więc korzystał z dwóch nieco innych motocykli: jednego ze zbiornikiem w ubiegłorocznej specyfikacji, a drugiego z tegorocznym. Który wykorzysta w niedzielę? Czas pokaże. Tak czy inaczej wydaje się, że walka o zwycięstwo – pierwsze dla Brytyjczyka w królewskiej klasie od 32 lat, może być w ten weekend poza zasięgiem Cala, ale on sam przyznaje skromnie, że chce po prostu stanąć na podium. Warto jednak pamiętać, że to właśnie na Silverstone wieloletni podopieczny Yamahy odniósł dwa ze swoich trzech zwycięstw w World Superbike w sezonie 2010. To oznacza, że Lorenzo i Rossi w niedzielę będą musieli martwić się nie tylko Hondami, ale także oglądać się za siebie. Ciekawe, co pokaże też zespołowy kolega Crutchlowa, także startujący przed własną publicznością Bradley Smith. Nie skreślajcie go w walce o miejsce w pierwszej piątce.

Marquez nie zamierza zwalniać, ale ważna będzie pogoda

Rywale liczą także na to, że rosnąca przewaga Marqueza w tabeli sprawi, iż Hiszpan zacznie w najbliższych wyścigach jeździć bardziej zachowawczo i po prostu dowozić do mety bezpieczne podia, zamiast walczyć tak ostro, jak z Lorenzo w Brnie. Nie ma jednak takiej opcji. „Taki już mam charakter. Nie zamierzam odpuszczać” – powiedział po wyścigu w Brnie. Nie ma więc wątpliwości, że na Silverstone młody debiutant nie zastosuje względem reszty stawki taryfy ulgowej.

O ile jednak w Czechach Hiszpan mógł w pełni wykorzystać treningi wolne, aby nauczyć się toru – za którym nigdy nie przepadał – i dopracować ustawienia, o tyle na Silverstone zadanie to może utrudnić kapryśna pogoda. Jeśli warunki podczas czasówek będą zmienne, Marc na polach startowych może ustawić się w niedzielę nie do końca przygotowany i nawet jeśli wyścig będzie suchy, 20-latek może mieć problemy. „Nie przepadam za torem w Brnie, a rok temu miałem tam w Moto2 trochę problemów, ale w niedzielę wygrałem wyścig MotoGP – Marc powiedział przed wylotem do Wielkiej Brytanii. – Rok temu na Silverstone też miałem trochę problemów, ale Brno pokazało, że to nic nie oznacza, więc wszystko jest możliwe. Kluczowa będzie jednak pogoda” – przyznał na koniec.

Dani znów gotowy do walki

Przy tym wszystkim nie można też oczywiście zapominać o Pedrosie, który po lipcowej kontuzji obojczyka czuje się coraz lepiej. W Brnie 27-latek musiał zadowolić się drugim miejscem, bo jak sam przyznał, wyprzedził Lorenzo o okrążenie za późno i nie zdążył już porządnie dobrać się Marquezowi do skóry. O ile jednak na Indy Dani po prostu walczył o dojechanie do mety, o tyle w Czechach był już gotowy do walki o zwycięstwo, a to może oznaczać, że na Silverstone będzie w niedzielę groźny. Pedrosa wie, że musi wybić Marqueza z rytmu, bo za chwilę jego młodszy rodak może wypracować sobie zbyt dużą przewagę w tabeli. Wybicie Marca z rytmu będzie jednak niezwykle trudne, a to może zwiastować iście bratobójczy pojedynek duetu Repsol Hondy.

Wszyscy pamiętamy, jak takie sytuacje kończyły się dla Daniego w przeszłości; jak chociażby kiedy storpedował Nicky’ego Haydena w Portugalii w 2006 roku. Fabryczny zespół HRC pamięta inne podobne incydenty, jak zderzenie Micka Doohana i Alexa Criville na australijskim torze Eastern Creek w roku 1996. Póki co w Repsol Hondzie nie ma jednak mowy o poleceniach zespołowych i biorąc pod uwagę sytuację, z pewnością nie będzie o nich mowy do samego końca. Dani ma więc wolną rękę do ataku.

Nie można jednak zapominać, że rok temu do wyścigu z pole position startował Alvaro Bautista, który trzy ostatnie wyścigi spędził ostro walcząc z Valentino Rossim, a na Laguna Seca o włos rozminął się z podium. Czy „SuperBauti” tym razem dołączy do czołówki? Rossi z kolei po torze Silverstone jeździł tylko na Ducati, co może jeszcze bardziej utrudnić jego weekend. Czyżby czekała nas kolejna walka tego duetu? Swoje trzy grosze z pewności dorzucić też spróbuje rozczarowujący ostatni Stefan Bradl, ale jego akcje nie stoją ostatnio zbyt wysoko.

Ducati też liczy na deszcz?

Były pracodawca „Doktora” z pewnością może spodziewać się trudnego wyścigu na pełnym długich i szybkich zakrętów torze, ale jeśli zmagania odbędą się pod znakiem deszczu, Andrea Dovizioso może znów zaskoczyć kibiców; jak wtedy, kiedy dopiero na ostatnich kółkach Grand Prix Francji stracił na rzecz Marqueza trzecie miejsce i najniższy stopień podium. Na mokrym Ducati radzi sobie bowiem bardzo dobrze, szczególnie na początku wyścigu. Dovizioso dysponuje nowszą ramą i nowszym silnikiem niż Nicky Hayden, który będzie chciał zrewanżować się za przegrany pojedynek z Brna.

Z Bolonii docierają jednak mało optymistycznie wieści dotyczące przyszłego sezonu i modelu GP14. Szef Ducati Corse, Niemiec Bernhard Gobmeier, w Czechach powiedział dziennikarzom, że ostateczną wersję przyszłorocznego motocykla być może zobaczymy dopiero podczas ostatniego zimowego testu w Katarze. Póki co nowi ludzie w Ducati wciąż się uczą, ale takie opóźnienie może zwiastować trudny przyszły sezon.

Hayden był z kolei jednym z wielu zawodników, którzy rok temu zmagali się na Silverstone z problemami z oponami, które niemal rozpadały się na kawałki. Inny, kontuzjowany obecnie Ben Spies, zaliczył z tego powodu wręcz katastrofalny wyścig – wówczas jeszcze w barwach Yamahy. Gdyby sytuacja się powtórzyła, to czy jednak bardziej ucierpią jeżdżący ostrzej Marquez i Pedrosa? Jest to możliwe, ale tylko wówczas, jeśli będzie sucho i gorąco.

Redding broni prowadzenia w Moto2

Wracając do faworytów lokalnej publiczności, honoru gospodarzy bronić będzie w ten weekend nie tylko Cal Crutchlow, ale także prowadzący w tabeli klasy Moto2 Scott Redding, który ma za sobą trudny weekend w Czechach. Po serii problemów z oponami, firma Dunlop zmieniła konstrukcję tylnego ogumienia, które jest teraz stabilniejsze i mniej się zużywa, ale Reddingowi jako jednemu z nielicznych dostarczyło sporych problemów podczas ostatniego wyścigu. Scott może się przynajmniej pocieszyć faktem, że w ten weekend zostanie najprawdopodobniej ogłoszone jego przejście do MotoGP w barwach ekipy Fausto Gresiniego. Za rok Brytyjczyk ma otrzymać w jej szeregach produkcyjną wersję Hondy RC213V. Czy jednak w niedzielę powstrzyma rywali na własnej ziemi? „Udajemy się na terytorium wroga, ale jesteśmy gotowi” – dodaje wicelider tabeli, główny rywal Reddinga i zwycięzca Grand Prix Wielkiej Brytanii sprzed roku Pol Espargaro (Scott był wówczas drugi), choć w ostatnim wyścigu w Czechach żaden z nich nie stanął na podium.

W Moto2 na torze zabraknie w ten weekend Francuza Mike’a Di Meglio. Mistrz świata klasy 125ccm z sezonu 2009 złamał kość ogonową podczas koszmarnie wyglądającego zderzenia z Marcelem Schrotterem i Alberto Moncayo, co wykluczy go z rywalizacji na miesiąc. Jego miejsce zajmie w ten weekend Australijczyk startujący na co dzień w British Supersport, Jason O’Halloran. Choć nic nie wskazuje na to, aby miał zaskoczyć, jedno jest w ten weekend pewne; wyścigi na najdłuższym torze w kalendarzu MotoGP (5900 metrów) w niedzielę z pewnością nie będą się dłużyć!

Pamiętajcie o jednym: linia startu i mety wraca na starą prostą – pomiędzy zakrętami Woodcote i Copse. Na ubiegłorocznej „kresce”, przy nowoczesnym kompleksie „The Wing”, kończyć się będzie teraz drugi sektor toru. Nas ciekawi z kolei, ilu kibiców pojawi się na torze. Podczas niedawnej rundy World Superbike trybuny świeciły bowiem pustkami, choć tylko na pierwsze treningi Formuły 1 przyszło kilka tygodni temu aż 90 tysięcy fanów. Rok temu podczas niedzielnego wyścigu MotoGP na trybunach pojawiło się 66 tysięcy miłośników motocykli.

W ten weekend wszystko na żywo pokaże Polsat Sport News. Pamiętajcie jednak, że w piątek i sobotę wszystkie sesje odbywają się o godzinę później, niż zwykle. W niedzielę wyścigi Moto2 i MotoGP tradycyjnie o 12:20 i 14:00, ale dopiero po nich – choć też na żywo, o 15:30, wyścig Moto3.