MotoGP – Zapowiedź GP Australii – Stoner kontra reszta świata
Mick
25 października 2012

Przedostatnia runda sezonu MotoGP, Grand Prix Australii na torze Phillip Island, może w najbliższą niedzielę wyłonić mistrza świata królewskiej klasy. Wszyscy zadają sobie jednak pytanie, czy Jorge Lorenzo i Dani Pedrosa będą w stanie powstrzymać niepokonanego na wyspie Filipa od pięciu lat, wracającego po kontuzji i kończącego w tym roku karierę, Caseya Stonera, przed sięgnięciem po szóste zwycięstwo z rzędu?

Stoner tylko raz nie wygrał przed własnymi kibicami startując na Phillip Island w królewskiej klasie. W swoim debiucie w MotoGP, w 2006 roku, musiał zadowolić się szóstą pozycją. Był to pamiętny wyścig, w którym po raz pierwszy zobaczyliśmy zmianę motocykli z powodu opadów deszczu, a na szczycie podium stanął niespodziewanie Marco Melandri.

Od tego czasu Stoner jest jednak w Australii niepokonany. Wygrywał tutaj cztery razy na Ducati, także w sezonie 2009, w swoim drugim wyścigu po miesięcznej nieobecności, wywołanej problemami zdrowotnymi i nietolerancją laktozy. Rok temu 27-latek zwyciężył także na Hondzie, w bardzo trudnych warunkach utrzymując się na dwóch kołach mimo opadów deszczu na ostatnich okrążeniach.

Nie tylko zwycięstwa Caseya przed własną publicznością robią na kibicach na całym świecie spore wrażenie. Także jego jazda po Phillip Island, jednym z najszybszych i najbardziej ekscytujących torów na świecie, zapiera dech w piersiach. To, jak pokonuje zakręty z prędkością ponad dwustu kilometrów na godzinę, jednocześnie z łatwością wprowadzając tylne koło w widowiskowe uślizgi, jest trudne do wyjaśnienia nawet przez niektórych jego rywali.

W czwartek przed Grand Prix Australii organizatorzy uhonorowali swojego rodaka, który kończy karierę w MotoGP razem z końcem tego sezonu, w wyjątkowy sposób. Jego imieniem nazwano zakręt numer trzy: jego ulubiony, szybki lewy łuk prowadzący do nawrotu Hondy. To właśnie tutaj Stoner pozwala sobie na najbardziej widowiskowe uślizgi tyłu przy ok. 250km/h.

Zobacz też: Casey Stoner: własny zakręt na Philip Island, boląca kostka i wspomnienia na video

Niedzielny wyścig będzie jego przedostatnim w królewskiej klasie i ostatnim przed własną publicznością, dlatego nikogo nie dziwi fakt, że od lat na wyspę Filipa nie ściągało z okazji weekendu MotoGP aż tylu kibiców, co w ten weekend. Wszystkie miejsca noclegowe i bilety wykupione są już od dłuższego czasu, a niewielka wyspa na południu Australii spodziewa się prawdziwego najazdu fanów, którzy dopiero niedawno przekonali się do swojego małomównego, skrytego i piekielnie utalentowanego rodaka.

Sam Stoner podkreślał jeszcze dzisiaj, że co roku doświadcza ogromnych oczekiwań, a presja kolejnego zwycięstwa rośnie z każdym sezonem, ale zupełnie nic sobie z tego nie robi. Zresztą trudno będzie chyba przebić ubiegłoroczne zwycięstwo, w którym sięgnął po najwyższy stopień podium w dniu swoich 26-tych urodzin, jednocześnie zapewniając sobie tytuł mistrza świata.

Niemniej jednak wszyscy zastanawiają się, czy Casey będzie w stanie w niedzielę wygrać Grand Prix Australii po raz szósty z rzędu. W końcu dwukrotny mistrz świata wciąż dochodzi do siebie po kontuzji kostki, jakiej nabawił się w sierpniu, a po operacji, jakiej poddał się tuż po wypadku, lekarze zalecali półroczny odpoczynek od motocykli. Stoner jest daleki od optymalnej formy – co gorsza: stan jego kostki pogarsza się od GP Japonii – ale w swojej karierze zaskakiwał już wielokrotnie. Jeśli w niedzielę stanie na szczycie podium, przed zakończeniem kariery na zawsze zapisze się w historii MotoGP.

Mistrzowski pojedynek: Pedrosa kontra Lorenzo

Zadanie to będzie jednak bardzo trudne, ponieważ na zwycięstwo na wyspie Filipa zęby ostrzy sobie duet Hiszpanów, walczących o mistrzowski tytuł. Kolega Stonera z ekipy Respol Honda, Dani Pedrosa wygrał cztery z ostatnich pięciu wyścigów, dzięki czemu zredukował swoją stratę do prowadzącego w tabeli, Jorge Lorenzo, do zaledwie 22 punktów i jest wyraźnie na fali.

Trzykrotny mistrz świata mniejszych kategorii nie ma jednak zbyt wielu miłych wspomnień związanych z australijską trasą. W 2003 roku, kilka dni po wywalczeniu tytułu mistrza świata klasy 125ccm, Dani przewrócił się w zakręcie MG, łamiąc obie nogi i przedwcześnie kończąc sezon. W MotoGP tylko raz stał tutaj na podium, w 2009 roku, ale na mecie i tak stracił do Stonera aż bagatela, 22 sekundy! Rok temu był czwarty, 13 sekund za zwycięzcą, ale wyścig ukończyło tylko dziesięciu zawodników.

Ewidentnie więc Phillip Island nie jest ulubionym torem filigranowego Pedrosy. W długich, szybkich łukach, bardzo ważne jest odpowiednie dociążenie tylnego koła podczas przyspieszania w częściowym złożeniu – szczególnie przy słynnych już na wyspie Filipa, bardzo niskich temperaturach i silnym wietrze. To może mocno utrudnić Daniemu jazdę także w ten weekend, ale z drugiej strony musimy pamiętać, że Pedrosa jest na fali. Tydzień temu, w Malezji, odniósł swoje pierwsze w życiu – nie tylko w MotoGP – zwycięstwo na mokrym torze, więc w niedzielę także zdolny będzie do wszystkiego.

Mieszane uczucia na wspomnienie o swoich poprzednich startach w Australii ma jednak również Jorge Lorenzo. Co prawda prowadzi obecnie w klasyfikacji generalnej, ale od kiedy Pedrosa wsiadł na nową wersję Hondy RC213V podczas Grand Prix Indianapolis, zawodnik Yamahy nie jest w stanie nawiązać z nim walki.

„Por Fuera” rok temu zaliczył na Phillip Island widowiskową wywrotkę na wyjściu z przedostatniego zakrętu pod koniec sesji rozgrzewkowej. W jej efekcie nabawił się groźnej kontuzji dłoni (pamiętacie, jak wirażowi odganiali mewy i szukali na poboczu rękawicy, w której znajdowała się końcówka obciętego palca?!), z powodu której przedwcześnie zakończył sezon i musiał oddać mistrzowski tytuł praktycznie bez walki. Dwa lata temu Lorenzo był tutaj drugi, osiem sekund za Stonerem, ale w sezonie 2009 pożegnał się z wyścigiem już w pierwszym zakręcie.

Mistrzowski pojedynek: Honda kontra Yamaha

Równie istotna co forma samych zawodników, w Australii będzie w ten weekend charakterystyka ich motocykli. Tydzień temu Casey Stoner raz jeszcze powtórzył słowa, które wypowiedział na początku sezonu: „Honda RC213V to najlepszy motocykl, jakim jeździłem, ale wibracje, z jakimi zmagamy się w tym roku sprawiły, że stał się najgorszą maszyną, jakiej dosiadałem”.

Problemy z wibracjami spotęgowała zmiana przednich opon, na jaką Bridgestone zdecydował się na początku tego sezonu. Inna sztywność konstrukcji opony sprawiła, że kierowcy Hondy muszą walczyć z potężnymi – widzialnymi gołym okiem – wibracjami. Narzekają na to nie tylko Stoner i Pedrosa, ale także Stefan Bradl i Alvaro Bautista.

W Malezji wibracje widać było gołym okiem podczas rozgrywanej przy potężnym upale, sesji kwalifikacyjnej, a Pedrosa narzekał, że motocykl wibrował nie tylko w zakrętach, ale nawet… na prostych!

Ten sezon pokazał, że w pewnych okolicznościach wibracje są mniejsze, albo całkowicie znikają: po pierwsze dla Hondy jest lepiej, kiedy jest chłodno, a przyczepność asfaltu jest niewielka. Po drugie, wibracje praktycznie w ogóle nie pojawiają się w lewych zakrętach. To właśnie z tych dwóch rzeczy słynie wyspa Filipa: dominacji lewych zakrętów i niskiej temperatury. Wygląda więc na to, że wibracje nie powinny trapić w ten weekend Stonera i Pedrosy, a to bardzo zła wiadomość dla Jorge Lorenzo.

Yamaha także ma jednak asa w rękawie. Lorenzo i Spies często narzekali w tym roku na niedobory mocy – co w MotoGP jest od lat słabym punktem Yamahy w porównaniu do Hondy. Widzieliśmy to dokładnie dwa tygodnie temu, na pełnym wolnych zakrętów i ostrych przyspieszeń, torze Motegi w Japonii. Lorenzo po prostu nie był w stanie dotrzymać kroku Pedrosie i na każdej dłuższej prostej tracił do 6km/h na prędkości maksymalnej.

Phillip Island to jednak tor pełen długich i szybkich zakrętów. Z wyjątkiem nawrotu Hondy i w nieco mniejszym stopniu, zakrętów Syberia oraz MG, przyspieszenie nie jest tutaj aż tak ważne. Kluczowa jest stabilność w szybkich łukach, a to jest przecież mocną stroną Yamahy M1. Niestety, z drugiej strony motocykl wciąż zachowuje się dość nerwowo na wyjściach z długich zakrętów, szczególnie przy niskiej przyczepności (a co za tym idzie, temperaturze). Takich zakrętów jest w Australii mnóstwo, a to może oznaczać spore problemy. O ile więc Stoner i Pedrosa będą liczyć na niskie temperatury, Lorenzo z pewnością wolałby upalny weekend – na to jednak nie ma szans.

Pod uwagę musimy także wziąć jeszcze jeden aspekt, a mianowicie zużycie ograniczonych do sześciu na zawodnika silników, które może być nieco większym problemem dla Lorenzo i jego Yamahy (stracił nowy silnik po zabraniu z toru przez Bautistę w Holandii), niż dla Pedrosy i Stonera. Jeśli jednak żaden nie zaliczy poważnej wywrotki i nie uszkodzi jednostki napędowej, wszystko powinno być w porządku.

Kto za liderami?

Jeszcze zanim w MotoGP pojawił się Casey Stoner, sukces za sukcesem odnosił na Phillip Island Valentino Rossi. To właśnie tutaj „Doktor” wielokrotnie sięgał po mistrzowskie tytuły, wygrywając pięć wyścigów królewskiej klasy i po pięknych pojedynkach objeżdżając swoich rywali: Maxa Biaggi, czy Sete Gibernau. To także tutaj Rossi wywalczył jedno ze swoich najgłośniejszych zwycięstw, kiedy w 2003 roku ukarano go za wyprzedzanie na żółtej fladze dodaniem dziesięciu sekund do czasu wyścigu.

Rossi jechał wówczas na czele, tuż przed Lorisem Capirossim, kiedy mechanicy poinformowali go, że musi powiększyć swoją przewagę o ponad dziesięć sekund – w przeciwnym razie spadnie na drugie miejsce. Co zrobił „Doktor”? Narzucił niesamowite tempo, finiszując aż 15 sekund przed zawodnikiem Ducati i sięgając po jedno ze swoich najgłośniejszych zwycięstw.

Niestety, nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała się powtórzyć, nawet w przypadku mokrego wyścigu (bo w takich warunkach Ducati czuje się na torze zdecydowanie lepiej, niż na suchym). Zmagania w Malezji pokazały, jak przyznał sam 33-latek, że w długich zakrętach Ducati na mokrym nie ma już takiej przewagi jak np. na francuskim Le Mans. Z kolei na suchym torze Rossi celuje w niedzielę góra w szóste miejsce, a i to wydaje się dość optymistycznym założeniem.

Bardzo ciekawe, jak poradzą sobie w Australii zawodnicy ekipy Monster Yamaha Tech 3. Andrea Dovizioso był tutaj przed rokiem trzeci (na Hondzie), podczas gdy Cal Crutchlow (który od kilku dni walczy z zapaleniem oskrzeli i wysoką gorączką) nie dojechał do mety. Obaj doskonale znają jednak tor, a w tabeli walczą o wysokie pozycje, więc potrzebują dobrego wyniku po pechowej rundzie w Malezji.

Bradl do Ducati? Spies wyeliminowany!

Ich plany spróbuje pokrzyżować Stefan Bradl. Zawodnik satelickiej ekipy LCR Honda potwierdził niedawno, że otrzymał propozycję startów w… fabrycznym zespole Ducati w sezonie 2014. Wszystko to przez nowego, niemieckiego właściciela włoskiej stajni, Audi. Jak myślicie, czy przejście do Ducati byłoby dobrą decyzją dla Niemca, który za rok ma przecież podobno dosiąść Hondy w fabrycznej specyfikacji?

Czytaj także: Kontuzja Spiesa i kolejne napięcia w zespole Yamahy

Takich dylematów nie ma już Ben Spies, którego za rok zobaczymy w juniorskiej ekipie Ducati. Niestety, zła wiadomość dla Teksańczyka jest taka, że z powodu kontuzji prawego barku z Malezji, nie tylko nie wystartuje w dwóch ostatnich wyścigach sezonu 2012, ale też na pierwsze testy na Ducati będzie musiał poczekać aż do lutego 2013! Swoją drogą może to i dobrze, że ten szalenie pechowy sezon w barwach Yamahy, już się dla Spiesa zakończył?

Vinales wraca do Moto3, Marquez po tytuł w Moto2?

Do najmniejszej kategorii MŚ, Moto3, na ostatnie dwie rundy wraca jednak Maverick Vinales, o którym sporo pisaliśmy w ostatnich dniach. Czy na płynnym torze Phillip Island jego Honda dotrzyma kroku maszynom z mocniejszymi silnikami KTM? Tutaj przecież moc maksymalna nie jest priorytetem. Potwierdza to chociażby fakt, że w roku 2000 pole position do wyścigu klasy 500ccm wywalczył tutaj Jeremy McWilliams, dosiadający świetnie prowadzącej się, ale dużo słabszej, dwucylindrowej Aprilii. Vinales może więc w niedzielę nieźle namieszać!

W kategorii Moto2 po mistrzowski tytuł sięgnąć może już w niedzielę Marc Marquez. Hiszpanowi, mimo wywrotki z Malezji, wystarczy wywalczenie jedynie… dwóch punktów, a więc czternasta pozycja na mecie. Wszystko to przy założeniu, że jego główny rywal, Pol Espargaro, wygra wyścig. Jeśli Espargaro będzie drugi, Marquez w ogóle nie musi meldować się na mecie. W Australii uważajcie też na nadwornego giganta Moto2, Scotta Reddinga. Mamy przeczucie, że będzie szybki.

GP Australii w Polsacie Sport News

Zmagania na torze Phillip Island, podobnie jak dwie poprzednie „nocne” rundy, obejrzeć będzie można na antenie Polsatu Sport News. Piątkowe, drugie treningi, ruszają na żywo o godzinie 5:15. Sobotnie kwalifikacje, także „live”, rozpoczną się o 5:00. W niedzielę rano na żywo obejrzymy wyścig MotoGP – o godzinie 6:00. Po nim z odtworzenia wyścigi Moto3 – o 7:05, oraz wyścig Moto2 – o 8:05.

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły