MotoGP – Z dziennika Micka – piątkowy dramat Lorenzo i seria wywrotek na Sachsenringu
Mick
12 lipca 2013

Jorge Lorenzo jeszcze nigdy nie wygrał na Sachsenringu i z całą pewnością nie zrobi tego w niedzielę. Obrońca tytułu nabawił się dzisiaj kontuzji, która wyeliminuje go najprawdopodobniej nie tylko z Grand Prix Niemiec, ale również z US GP. Nie tylko on miał jednak dzisiaj problemy…

Sachsenring słynie ze swojej asymetryczności. Dziesięć lewych zakrętów i tylko trzy prawe sprawiają, że bardzo trudno jest utrzymać opony w odpowiednim stanie. Prawa strona jest bardzo trudna do dogrzania, a lewa bardzo szybko się zużywa.

To, w połączeniu z jednym z najszybszych zakrętów na świecie, owianej złą sławą jedenastką, jest starym i sprawdzonym przepisem na widowiskowe upadki i tak samo było dzisiaj. Najpierw swoje Desmosedici zniszczyli Włosi, Andrea Iannone i Andrea Dovizioso. Ten drugi dosiadał rano jedynego Ducati z nową wersją ramy, która oczywiście podczas spektakularnego upadku – swoją drogą uchwyconego przez naszego niezawodnego Waldka – połamała się w drobny mak. „Dovi” przez resztę weekendu korzystał więc będzie z dwóch dotychczasowych ram.

Nie tylko Włosi lądowali jednak w żwirze. Rano w pierwszym zakręcie upadł Cal Crutchlow, który popełnił błąd podczas hamowania i po podbiciu tylnego koła musiał odpuścić hamulec. Wyjazd na pobocze zakończył się wywrotką, która jeszcze bardziej nakręciła Brytyjczyka. Niestety, dodatkowa motywacja zadziałała na jego niekorzyść. Cal przewrócił się bowiem w słynnym „wodospadzie” po uślizgu przedniego koła i tak mocno poobcierał ramiona i nogi, że trafił do centrum medycznego, ale jutro wróci na tor.

Valentino Rossi twierdzi, że Cal i tak miał szczęście: „Jeśli w tym momencie upadniesz na wewnętrzny krawężnik, to rozrywa ci kombinezon na łokciu” – powiedział nam Włoch jeszcze przed rozpoczęciem swojej odprawy z dziennikarzami. – „Przytrafiło mi się to w 2011 roku i do dzisiaj mam na łokciu bliznę.”

Mniej szczęścia miał dzisiaj zespołowy kolega „Doktora”. Broniący tytułu Jorge Lorenzo był najszybszy w pierwszej sesji treningowej i popołudniu także chciał pokazać, jak bardzo jest zmotywowany, by po raz pierwszy wygrać Grand Prix Niemiec. Lorenzo jako pierwszy wystrzelił z alei serwisowej po rozpoczęciu drugiego treningu, ale chwilę później wystrzelił siebie samego z pokładu Yamahy z numerem 99.

Na swoim trzecim kółku „Por Fuera” uzyskał czas, który tylko trzech zawodników pobiło pod koniec sesji, ale na czwartym okrążeniu zaliczył uślizg tylnego koła na wyjściu z dziesiątego zakrętu i po przeleceniu przez kierownicę bardzo mocno upadł na lewe ramie; to samo, w którym dwa tygodnie temu złamał obojczyk. Co prawda kość nie uległa ponownemu złamaniu, ale wygięła się tytanowa płytka, która ją podtrzymuje. To po prostu pech, ponieważ wydaje się, że „świeżość” kontuzji nie ma tutaj znaczenia. Wielu zawodników jeździ z podobnymi płytkami w obojczykach czy piszczelach; bardzo rzadko, ale czasami dochodzi do ich uszkodzenia i tak stało się tym razem.

Lorenzo poleciał już do Barcelony i nic nie wskazuje na to, aby tym razem miał wrócić na wyścig. Co więcej, Hiszpan opuści chyba również Grand Prix USA na torze Laguna Seca za tydzień. Jego nieobecność to fatalna wiadomość dla kibiców, ale i woda na młyn dla rywali.

Pedrosa i Marquez z innymi strategiami

Najszybszy w dzisiejszych treningach był faworyt niemieckiej publiczności, Stefan Bradl, ale oczy wszystkich skupione są na duecie Repsol Hondy. Prowadzący w tabeli Dani Pedrosa wygrywał na Sachsenringu w trzech ostatnich edycjach Grand Prix Niemiec i bardzo szybki był również dzisiaj, podobnie jak jego zespołowy kolega, Marc Marquez.

Hiszpanie zastosowali jednak zupełnie inne strategie. Podczas gdy Marquez skupił się na pracy nad ustawieniami i jeździł tylko na miękkich oponach, Pedrosa przetestował obie mieszanki, a jutro zajmie się setupem motocykla.

„Na nowych oponach nie byłem zbyt szybki, ale na zużytych miałem niezłe tempo, więc jest szansa, że użyje ich w wyścigu, szczególnie jeśli będzie chłodno” – powiedział dzisiaj w odpowiedni na moje pytanie o ogumienie.

Marc, który przez weekendem zdradził, że nie wie jak poradzi sobie w MotoGP na torze, który wydaje się za mały nawet na maszynę Moto2, dzisiaj jednak zaskoczył: „Na motocyklu MotoGP jeździ mi się tutaj dużo lepiej”.

Wtórował mu Bradley Smith: „Obawiałem się, że jazda w MotoGP tutaj będzie jak ściganie się bolidem F1 po torze kartingowym, ale tak nie jest. Motocykl MotoGP szybciej skręca i można przejeżdżać nim różnymi liniami, więc paradoksalnie jeździ się nim tutaj dużo lepiej niż maszyną Moto2” – powiedział Brytyjczyk. – „Hondy mają tutaj jednak przewagę, ponieważ szybciej skręcają.”

Co prawda Dani Pedrosa wydaje się niemal murowanym faworytem, ale i tak czeka go w niedzielę trudne zadanie.

Rossi pewny siebie

Wszystko to przez Valentino Rossiego, który powiedział dzisiaj wprost, że jest przekonany, że od teraz może już regularnie walczyć nie tylko o podia, ale i zwycięstwa. Włoch był dziś spokojny, ale też bardzo pewny siebie i przynajmniej on sam nie ma wątpliwości, że wygrana w Assen nie była wypadkiem przy pracy. Spodziewajcie się w niedzielę niezłego widowiska.

Rossi ma jednak mały problem z oponami: „Popołudniu zrobiło się gorąco i twarda opona za bardzo się ślizgała. Miękka z kolei nie wytrzyma zbyt długo. Jutro skupię się na pracy nad oponami po 15 okrążeniach wyścigu.”

Ducati bliżej? 

Pewniejszy siebie był dzisiaj również Nicky Hayden, który zaznaczał, że Ducati spisuje się na Sachsenringu dużo lepiej, niż w Assen, choć rano miał problem z dogrzaniem przodu: „Przydałaby się nie tylko tylna, ale również przednia opona asymetryczna, a takie mieliśmy już w przeszłości” – powiedział „Kentucky Kid” któremu wtórował także Bradley Smith.

Hayden miał jednak dziwny problem z kontrolą trakcji, która doprowadzała do groźnych uślizgów na wyjściach z zakrętów. Po jednej z takich przygód Nicky wyjechał z toru, ale doświadczenie z wyścigów dirt-trackowych pomogło mu utrzymać się w siodle: „To, że nie upadłem na asfalcie po samym uślizgu, było głównie kwestią szczęścia, ale utrzymanie się na poboczu to już kwestia umiejętności” – przyznał Nicky, który później i tak, na szczęście niegroźnie, przyziemił. Hayden jest także zdania, że Ducati może w niedzielę użyć tylko miękkiej tylnej opony.

W miarę zadowolony mimo wywrotki był także Andrea Dovizioso. „Co prawda mamy problem ze skręcaniem i musimy się przez to mocniej składać, a w większym złożeniu jest mniej przyczepności, ale ogólnie jest nieźle. Niestabilność jest mniejsza i jesteśmy bliżej niż zwykle.”

O co chodzi z „wodospadem”?

„Jeśli jeździsz na Ducati, w pierwszym sezonie po prostu nie ma innej opcji; wywrotka tam to obowiązkowy punkt programu” – żartował dzisiaj Nicky Hayden.

„Trudno jest tam pojechać na sto procent i potrzeba wielu okrążeń, aby rozgryźć to miejsce” – dodał Valentino, a Bradley Smith poszedł jeszcze dalej: „Nigdy nie jeżdżę tam na sto procent! Jadę tam ostrożnie i wiem, że stracę czas, ale nie wiem, czy warto ryzykować.”

Znów Hayden: „Jedziesz z górki, a zakręt jest dziwnie wyprofilowany i przód jest odciążony. Sęk w tym, że jeśli trochę tam zwolnisz, stracisz aż trzy dziesiąte sekundy na okrążeniu.”

Przebiegłem dzisiaj dwa kółka po torze i byłem pod sporym wrażeniem tego, czego doświadczyłem w zakręcie numer 11. Nawet biegnąc ma się wrażenie, że ewentualna wywrotka zakończy się turlaniem w żwirze aż do kolejnego zakrętu, więc co czuli dzisiaj po swoich bombach zawodnicy, musi mrozić krew w żyłach.

Chwilę grozy przeżył dziś także Valentino Rossi. Za wyjściem z dziesiątego zakrętu jest delikatna górka przez którą do ostatniej chwili nie widać wierzchołka słynnego „wodospadu”. Kiedy przewrócił się tam Lorenzo, maszyna zatrzymała się na środku toru właśnie w jedenastce. „Kątem oka zauważyłem czerwoną flagę i zwolniłem” – powiedział „Doktor”. – „Miałem sporo szczęścia bo to bardzo szybkie miejsce i gdybym wjechał tam z pełną prędkością, miałbym problem z ominięciem motocykla Jorge.”

Dzisiejsze wypadki pokazały, że na Sachsenringu stracić można dużo więcej niż trzy dziesiąte sekundy. Czy Jorge Lorenzo przegrał dzisiaj mistrzowski tytuł? Czy Dani Pedrosa tym razem wykorzysta szansę, którą zmarnował w Assen. Czy Valentino Rossi znów namiesza? Co zrobi nieobliczalny Marquez? A może zaskoczy faworyt lokalnej publiczności, albo nakręcony Cal Crutchlow?

Jutro kwalifikacje, a w niedzielę wyścig. Nie wypatrujcie jednak w niebo w nadziei, że zobaczycie Jorge Lorenzo wracającego prywatnym jetem z Barcelony. „Dla jego własnego dobra będzie lepiej, jeśli tym razem zostanie w domu” – powiedział mi dzisiaj stary znajomy z padoku. Dla kibiców najlepiej będzie, jeśli stawią się na trybunach, lub przed telewizorami, bo mimo nieobecności Lorenzo, szykuje się świetny wyścig!

Zdjęcia: Michał Fiałkowski i Waldemar Walerczuk ( www.photosportagency.com )

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły