Aż trudno uwierzyć, że gość, który dzisiaj kończy 41 lat, kilka dni temu wykręcił swoją życiówkę na motocyklu #MotoGP na torze Sepang, jednym z najbardziej wymagających na świecie. I choć poprzedni sezon nie był jego najlepszym, to jednak Włoch nadal jest w grze, walcząc z rywalami, którzy – jak jego przyszłoroczny następca – są od niego dwa razy młodsi!


Mówcie co chcecie, ale Valentino Rossi to absolutna legenda i człowiek, którzy jak Michael Jordan w NBA czy Ayrton Senna w F1, przerósł dyscyplinę, w której rywalizuje. A do tego robi to już od ponad dwóch dekad i choć może najlepsze lata ma już za sobą, to jednak nadal jest w czołówce.

18445_327249051264_5512171_n

Zdjęcie powyżej pochodzi z 2004 roku i mojego pierwszego zawodowego wyjazdu jako „dziennikarz MotoGP”. Najwięksi rywale Valentino Rossiego z ostatnich lat; Casey Stoner, Jorge Lorenzo i Andrea Dovizoso, rywalizowali wtedy jeszcze w klasie 125. Dzisiaj dwóch z nich jest już na emeryturze. Podobnie jak niemal wszyscy, którzy ścigali się w cyklu Grand Prix w 2004 roku, niezależnie od klasy. Na placu boju pozostało ich już tylko kilku, głównie klasy 125 i Chaz Davies, który wtedy zaczynał przygodę z kategorią 250.

Zresztą nawet ja; w 2004 roku młody dziennikarz marzący by kiedyś komentować MotoGP w telewizji, dzisiaj od dawna jestem już na komentatorskiej emeryturze, a Vale nadal w formie. Wygląda na to, że „Doktor” jak nie przeżyje, to przynajmniej przejeździ nas wszystkich!

A mówiąc już zupełnie poważnie, zakończenie kariery przez Valentino Rossiego mocno odmieni oblicze MotoGP. Przedsmak mieliśmy w 2010 roku, gdy Włoch opuścił trzy rundy z powodu kontuzji nogi, a podczas jego nieobecności padok i trybuny… świeciły pustkami to za dużo powiedziane, ale różnica była mocno odczuwalna. Cieszmy się nim więc, póki możemy.

Nie muszę chyba dodawać, że umówienie wywiadu z Valentino Rossim to dziennikarsko najtrudniejsze zadanie w MotoGP. Nawet dzisiaj, gdy „Doktor” nie jest już rozdającym karty. Mimo wszystko gówniarzowi z Polski udało się to już podczas swojego pierwszego Grand Prix. Przez lata takich wywiadów nazbierało się więcej. Na pewno trochę łatwiej było za czasów wywiadów telewizyjnych, choć nadal nie było to łatwe, a same rozmowy były znacznie krótsze niż prasowe jeden-na-jeden.10496991_10152596823786265_5027835410986912795_o

Do tego dochodzą jeszcze pewnie liczone w setkach pytania zadane przeze mnie przez te szesnaście lat podczas codziennych briefingów prasowych i konferencji podczas rund czy zespołowych prezentacji, także w latach jego całkowitej dominacji w MotoGP.

I wiecie co; to zawsze była czysta przyjemność. Nigdy przenigdy Vale nie potraktował ani mnie, ani żadnego innego rozmówcy z góry czy z lekceważeniem, choć jako gwiazda miałby do tego „pełne prawo”.

Przy takiej popularności Rossi nie może pozwolić sobie często – i pewnie sam tego nie chce – na przesadną otwartość i szczerość, która cechuje innych, na pewno dużo mniej „popularnych” zawodników, ale jest kulturalnym, elokwentnym i zabawnym, całkowitym profesjonalną, a przy tym po prostu miłym gościem.

Tak tak, zaraz ktoś powie, że to płaszczyk, ale w motorsporcie nie brakuje i takich, którzy ten płaszczyk często zostawiają w domu, choć ich sportowe CV wypada blado w porównaniu do listy osiągnięć Vale.

Nie przedłużając; stówka Doktorku!

Historię kariery Valentino Rossiego możecie poznać bliżej w poniższym odcinku podcastu Mick o Moto poświęconym właśnie „Doktorowi”: