Marco Melandri z wyrokiem – 1 rok i 7 miesięcy za oszustwo podatkowe
Mick
26 października 2012

Sąd we włoskiej Ravennie, rodzinnym mieście Marco Melandriego, skazał byłego mistrza świata 250ccm, wicemistrza MotoGP, a obecnie czołowego zawodnika World Superbike, na rok i siedem miesięcy więzienia w zawieszeniu. Za co?

Jak donosi włoski portal ilfattoquotidiano.it, 30-letniego Melandriego, który jeszcze kilka tygodni temu do ostatniego wyścigu sezonu walczył z Maxem Biaggim o mistrzostwo świata World Superbike, skazano za oszustwo podatkowe.

Włoch od wielu lat deklarował, iż mieszka w angielskim Derby, w swoją drogą przepięknej posiadłości tuż obok toru Donington Park, gdzie zresztą kilka lat temu jego sąsiadem był John Hopkins. Jeszcze do niedawna wyglądało na to, że „Macio” faktycznie mieszka w Anglii. Gdzieś w archiwach MotoRmanii znajduje się przywieziona z Włoch płyta DVD z filmem, w którym Melandri oprowadza ekipę telewizyjną po swoim domu i pokazuje, jak wygląda jego życie w Derby.

Włoski sąd najwyraźniej był innego zdania, twierdząc, że Melandri większość czasu spędza w słonecznej Italii, a meldunek w Anglii służy tylko uniknięciu płacenia podatku w ojczyźnie. Tym sposobem zawodnika skazano na rok i siedem miesięcy pozbawienia wolności, na szczęście w zawieszeniu.

Nie jest to pierwszy tego typu przypadek. Cztery lata temu bohaterem prawdziwego skandalu narodowego we Włoszech był Valentino Rossi, od którego fiskus domagał się zwrotu zaległego podatku w kwocie bagatela… sto milionów Euro! „Doktor” również twierdził, że mieszka w Anglii, a dokładnie w Londynie, co udokumentował nawet w swojej autobiografii. Kiedy jednak nazwisko „Valentino Rossi” pojawiło się na wniosku o podłączenie stałego łącza internetowego w domu Rossich w Tavullii, włoska skarbówka wzięła się do pracy.

Ostatecznie Rossi – swoją drogą od lat mający opinię, delikatnie mówiąc, „oszczędnego” – poszedł na ugodę i zapłacił łącznie 35 milionów Euro zaległego podatku. Jednocześnie „Doktor” musiał także na stałe ponownie zameldować się we Włoszech, gdzie od tego czasu musi rozliczać się ze skarbówką. Kilka miesięcy później wybuchła kolejna, choć już nie tak poważna afera, kiedy kancelaria, która wybroniła mistrza świata przez zapłatą stu milionów Euro (z odsetkami), poinformowała media, iż wciąż nie otrzymała od Włocha prowizji, wynoszącej jedynie 2 miliony Euro.

W przeszłości z włoską skarbówką długo walczyli także mieszkający w Monako Loris Capirossi i Max Biaggi, którzy jednak uniknęli jakichkolwiek kar. Marco miał mniej szczęścia… albo sprytu.

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się: