Archiwum MotoGP: Team Teksas
Mick
1 września 2010

Dwóch Teksańczyków we francuskim zespole, sponsorowanym przez amerykańskiego producenta napojów energetycznych to dla MotoGP prawdziwie wybuchowa mieszanka. Poznajcie Team Teksas!

 

Partnerstwo

„Kto by pomyślał.” – Colin Edwards, dwukrotny Mistrz Świata serii Superbike, uśmiecha się szeroko. „Francuzi zawsze nienawidzili Busha, a teraz dwóch Teksańczyków jeździ we francuskim zespole. Świetnie się bawimy, Ben jeździ fenomenalnie, ale wiedziałem, że tak będzie i nie zostanie drugim Toselandem. Ten dzieciak to nie żarty.”

„Kiedy trzeba, jesteśmy poważni, ale nie uwierzyłbyś, jakie dyskusje mają miejsce w ciężarówce na pięć minut przed startem wyścigu.” – podkreśla Spies, który po latach mentalnej wojny z Matem Mladinem w amerykańskich Superbike’ach, w końcu ma prawdziwego, zespołowego kolegę.

Edwards nie ma nic przeciwko dostawaniu łomotu od Spiesa, ale gigantyczne niedobory mocy maszyn Tech3 w porównaniu do motocykli fabrycznych i reszty stawki, są dla niego dużym problemem.

„Ten sezon to gówno, jedno wielkie, p*******e gówno.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

– przyznaje z rozbrajającą szczerością.

„Jestem szybszy niż rok temu na takim samym motocyklu z wolniejszym silnikiem i choć moje czasy są lepsze, pozycje tego nie odzwierciedlają, bo rywale są szybsi niż rok temu. Wystawiam jaja na ostrze noża, żeby finiszować na dziesiątej pozycji. To bez sensu.”

Choć ci, którzy po ubiegłorocznych wyczynach Spiesa w World Superbike spodziewali się, że w tym roku także będzie regularnie stawał na podium, mogą czuć się zawiedzeni, on sam jest z siebie zadowolony. „Nie mówiłem, że będę wygrywał, bo wiedziałem, na co mnie stać.” – wyjaśnia otwarcie. „Nie liczyłem na podium, ale cała reszta jest tym, czego oczekiwałem. Chciałbym być trochę wyżej w tabeli, ale dysponując tym co mamy, nie da się zrobić wiele więcej.”

Trzeba przyznać, że teksański duet świetnie bawi się pod skrzydłami Tech3. „Colin akceptuje fakt, że Ben jest od niego szybszy i przyjął bardziej rolę starszego brata.” – wyjaśnia szef zespołu, Herve Poncharal. „Ich współpraca układa się rewelacyjnie, ale po wyścigach także spędzają ze sobą mnóstwo czasu w swoich motorhome’ach i świetnie się dogadują. Kiedy widzicie Bena na torze, zawsze jest bardzo poważny, ale gwarantuję, że ma też drugie oblicze i prywatnie jest zupełnie inny.”

Poncharal ma powody do radości, bo poprzedni sezon był dla jego ekipy zupełnym przeciwieństwem tego. Dlaczego? „James Toseland  zrobił zły ruch, pod koniec 2008 roku prosząc nas o zmianę szefów mechaników.” – wyjaśnia Francuz. „Nie podobało mi się to, ale nie było też dla mnie wielkim problemem, natomiast musiałem go wspierać, więc się zgodziłem. Dałem Jamesowi wszystko, czego chciał i powiedziałem: „Teraz pokaż mi, na to cię stać.” Colin był wściekły i nie chodziło tylko o zmiany personalne. Był wściekły, że wszystko rozegrało się za jego plecami i został potraktowany jak nikt. Postawił sobie więc dwa cele: po pierwsze, nie odzywać się do Jamesa, a po drugie zniszczyć go na torze i dokładnie tak zrobił. Colin i James byli wystarczająco rozsądni, aby nie robić z tego dużej afery, ale nie da się ukryć, że atmosfera w garażu nie była najlepsza.”

W tym roku wszystko wróciło do normy, ale MotoGP to jednak nie tylko zabawa, a przede wszystkim ciężka praca. Choć obaj zawodnicy otwarcie wymieniają się danymi i często rozmawiają o ustawieniach czy stylach jazdy, w ich przypadku nie jest to kluczowe. „Nawet jeżeli przejedziesz okrążenie drastycznie inaczej, zaowocuje to może jedną dziesiątą sekundy różnicy.” – tłumaczy Spies. „Nie ma jednego, idealnego stylu jazdy. Colin jest bardziej płynny, a ja często kombinuję na hamowaniach, ale nie ma to większego znaczenia. Możemy porównywać swoje dane, kiedy jeden z nas ma naprawdę duży problem w jakimś konkretnym zakręcie, ale robienie tego co okrążenie nie ma większego sensu.”

Skrzydłowy Spiesa

Kluczem do sukcesów Spiesa jest w dużej mierze jego szef mechaników, Tom Houseworth, który pracuje z Teksańczykiem od ośmiu lat i wspólnie sięgał nie tylko po cztery tytuły w USA, ale także ubiegłoroczne mistrzostwo w World Superbike. „Ben nadal ma pewne nawyki z Superbike’ów, które chcemy wyeliminować.” – mówi „House”. „Nie chodzi o to, że są złe, ale Ben musi nauczyć się hamować równie późno, a jednocześnie utrzymywać wysoką prędkość w zakręcie. Tego typu rzeczy.”

Jednak awans to MotoGP był dużą zmianą także dla samego Toma. „Ten motocykl to typowa wyścigówka, która wymaga znacznie mniejszych zmian.” – podkreśla. „Zmiana wysokości zawieszenia o 5 mm to już gruba przesada, więc trzeba pracować nieco inaczej. Wszystko kręci się wokół szukania odpowiedniego balansu pomiędzy prowadzeniem a przyczepnością i to jest dla mnie najtrudniejsze do opanowania.”

„Nie byłem zbyt zadowolony z dołączenia dwóch mechaników Bena do naszego zespołu, ale muszę przyznać, że wkomponowali się do ekipy wyśmienicie i teraz są integralną częścią Tech3.” – mówi Poncharal. Co ciekawe, „House” i mechanik Bena z czasów AMA, „Woody”, nie są zatrudnieni przez Tech3, a firmę Spiesa, a więc samego Teksańczyka, który płaci im z własnej kieszeni i zamierza zabrać ze sobą do fabrycznego składu.

MotoGP kontra World Superbike

Siedząc na przeciwko dwóch Mistrzów Świata World Superbike nie sposób nie zapytać ich o różnice pomiędzy drogowymi wyścigówkami, a prototypami MotoGP.

„Superbike to ta kanapa, a motocykl MotoGP to ten stoliczek.”

 

 

 

– mówi Edwards, dla którego jest to siódmy sezon w królewskiej klasie. „Reaguje o wiele lepiej, jest o wiele lżejszy, a siły, przeciążenia i prędkości w zakrętach są dużo większe.”

„Jazda w World Superbike to jak wożenie się Cadillac’iem.” – żartuje Spies. „Nie powiedziałbym, że w tej serii motocykl to 80% a zawodnik 20%, ale na Superbike’u możesz zrobić większą różnice zmieniając pozycję na siedzeniu o 10 milimetrów czy hamując nieco później. Możesz po prostu lepiej radzić sobie z problemami. Jeśli nie czujesz się komfortowo na motocyklu MotoGP na pierwszym kółku wyścigu, to tak już zostanie do mety. Nic z tym nie zrobisz, ponieważ limity są tutaj dużo wyżej.”

Przyszłość

Niestety, sezon coraz szybciej zbliża się ku końcowi i już niedługo Team Teksas przejdzie do historii. Podczas gdy Spies zastąpi Rossiego w fabrycznej ekipie Yamahy, Edwards wciąż rozważa pozostanie w zespole lub przejście do Ducati w World Superbike. „Nie powiem, że będę walczył o mistrzostwo, ale chcę regularnie finiszować w pierwszej piątce i częściej stawać na podium.” – wyjaśnia Spies.

Colin wie, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z jazdą u boku obrońcy tytułu, ale nie boi się w przypadku Bena powtórki swojej sytuacji, gdy jeździł w jednym zespole z Rossim. „Moje zadanie było zupełnie inne, bo to Valentino chciał mnie w teamie.” – wspomina 36’latek. „Wszyscy chcieli, aby był szczęśliwy, dlatego po wyścigu to przy nim było dwudziestu inżynierów Yamahy, a przy mnie jeden. Podpisując kontrakt wiedziałem, na czym będzie polegało moje zadanie i że nie zawsze będę miał fabryczny sprzęt, albo to, czym dysponował on. Nie do końca mi się to podobało, ale nie żałuję tych trzech lat. Ben idzie tam jednak na zupełnie innych zasadach i mam nadzieję, że nie będzie miał tego problemu.”

Dlaczego w ogóle Edwards rozważa powrót do World Superbike? „Oferta Ducati jest kusząca, ponieważ chciałbym skończyć swoją karierę dobrze się bawiąc, a jazda tutaj jest frustrująca.” – wyjaśnia. „Zobaczymy jak sprawy się potoczą, ale ten sezon jest dla mnie demoralizujący, bo daję z siebie wszystko, by dojechać do mety na dziesiątej pozycji. Stary, to nie jest styl, w jakim się wożę!”

Gdyby faktycznie miał odejść z MotoGP, Colin dokładnie wypytał już Bena o to, co zmieniło się w World Superbike w ostatnich latach. „Tą rozmowę mamy już za sobą.” – przyznaje „Elbowz”. „W World Superbike jest teraz dużo więcej młodych dzieciaków, którzy są bardzo zdesperowani i o dziesiąte miejsce walczą tak, jakby chodziło o zwycięstwo. Jest agresywnie. Bardzo agresywnie. Nie powiem, że jest szybciej niż kiedyś, ale dużo bardziej ostro także w głębi stawki. W MotoGP jedzie się dużo spokojniej na początkowych kółkach, podczas gdy tam idzie się na pełne kotły od pierwszego okrążenia. To w dużej mierze wynika od charakterystyki drogowych motocykli i znacznie mniejszych różnic pomiędzy maszynami, niż w MotoGP.”

Zanim jednak do tego dojdzie, w tym roku Team Teksas czeka jeszcze kilka wyścigów, a Colin, który ostatnio po raz pierwszy w swoim życiu zaczął trenować, ma plan.

„Gdy zakładasz kask, chcesz urywać wszystkim rywalom głowy i nasrać im do szyi.”

– podkreśla w typowy dla siebie sposób. „To proste.” I niech tylko ktoś powie, że Tornado straciło motywację. Jeśli chodzi o Spiesa, to nie ma wątpliwości, że ten gość jest tutaj po to, aby mocno namieszać. Ciekawe, czy zrobi z Lorenzo to, co Hiszpan zrobił z Valentino Rossim. Czas pokaże, a póki co wyciągajcie swoje drinki, broń oraz amunicję i dopingujcie Team Teksas.

Zdjęcia: Waldemar Walerczuk

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły