Pierwsza runda połączonych zmagań WMMP i Alpe Adria upłynęła pod znakiem mieszanego szczęścia Polaków na torze Slovakiaring: było podium, ale także dyskwalifikacje, widowiskowe gleby i ostra walka do ostatnich metrów.

Szkopek drugi w Supersportach

Zimą rywalizacja w kategorii Supersport zapowiadała się wyjątkowo ciekawie. Obrońca tytułu, poznaniak Daniel Bukowski, był gotowy na kolejny pojedynek z arcy-rywalem, Markiem Szkopkiem. Niestety, w połowie kwietnia zespół Suzuki Grandys Duo poinformował, że „Buła” opuści zmagania na Słowacji z powodu kontuzji miednicy, jakiej nabawił się na motocyklu crossowym podczas Wielkanocnego treningu.

Tym sposobem, reprezentujący Team Recykl, Szkopek pozostał sam na placu boju, ale na Slovakiaringu nie rozczarował, kończąc wyścig Alpe Adria na drugiej pozycji w łącznej klasyfikacji, zaledwie siedem dziesiątych sekundy za Stefanem Kerschbaumerem. Podium uzupełnił David Latr, który do liderów stracił jednak blisko dziesięć sekund.

„Do pełni szczęścia zabrakło siedmiu dziesiątych sekundy, ale i tak jestem zadowolony – powiedział MotoRmanii 26-letni Szkopek, który ma na swoim koncie szereg tytułów wicemistrzowskich, ale wciąż walczy o największe trofeum. – Muszę pogratulować mojemu konkurentowi, który przejechał świetny wyścig i był trudnym rywalem. W tym roku przesiadłem się na opony Pirelli i jestem pod wrażeniem tego, jak na Słowacji dbali o mnie technicy tej marki. Niestety, tuż przed startem dość mocno się ochłodziło i przednia opona, którą wybraliśmy, okazała się zbyt miękka, ale i tak miałem bardzo dobre tempo. Dziękuję zespołowi.”

Trzech pozostałych Polaków w klasie Supersport nie odegrało większej roli w w osiemnastoosobowej stawce, choć dwóch z nich przywiozło do mety punkty. Ubiegłoroczny triumfator pucharu Rookie 600, Szymon Strankowski był czternasty, zaś Paweł Podgórski piętnasty. Warto dodać jednak, że Strankowski, reprezentujący barwy Suzuki Grandys Duo, startował maszyną w specyfikacji Superstock 600, jako jedyny polski „junior”. Stawkę zamknął Mirosław Brożek, którego niewiele dzieliło od dubla. Wyścig Supersport był teoretycznie połączony z rywalizacją Moto2, jednak na torze nie zobaczyliśmy ani jednej maszyny z prototypowym podwoziem.

Liczna polska reprezentacja w Superstock 1000

W 33-osobowej stawce klasy Superstock 1000 podczas pierwszej rundy WMMP i Alpe Adria zobaczyliśmy na Słowacji aż dziesięciu Polaków. Faworytem był jednak startujący w polskiej serii Austriak, Andy Meklau. Zawodnik łódzkiej ekipy Suzuki Grandys Duo na start zdecydował się jednak w ostatniej chwili, wciąż dochodząc do siebie po kontuzji obojczyka. Niestety, mimo komfortowego sięgnięcia po pole position, Meklau upadł już na pierwszym okrążeniu wyścigu, co wyeliminowało go także ze startu w klasie Superbike. Warto tutaj zaznaczyć, że Meklau dokonał roku temu praktycznie niemożliwego, czyli sięgnął po mistrzostwo Polski zarówno Superstock 1000… jak i Superbike! Mimo pechowego początku sezonu nie ma wątpliwości, że austriacki weteran także w tym roku będzie rozdawał karty.

Pod nieobecność obrońcy tytułu, na czele stawki brylowali zawodnicy zagraniczni, a na podium stanęli: Czech Michał Filla, Bułgar Martin Choy i doskonale znany z WMMP, Francuz Gwen Giabbani. Z uwagi na niską temperaturę i silny wiatr, tempo czołówki było nieco wolniejsze niż w poprzednich latach.

Najszybszy z Polaków, Mariusz Kondratowicz (BMW), był czwarty, finiszując dwanaście sekund za zwycięzcą oraz pięć sekund przed Pawłem Górką (BMW) i Bartkiem Wiczyńskim wracającym w tym roku pod skrzydła Suzuki Grandys Duo. Duet ten stoczył zacięty pojedynek, którego losy rozstrzygnęły się dopiero w ostatnim zakręcie.

„Jestem zadowolony, ponieważ to dobry wynik na początek sezonu, ale z drugiej strony czuję niedosyt – mówi pochodzący z Olsztyna Kondratowicz, ubiegłoroczny wicemistrz Polski klasy Superstock 1000. – Nie miałem problemu z utrzymaniem tempa liderów i czekałem z atakiem na ostatnie okrążenia, kiedy w połowie wyścigu zacząłem odczuwać problemy z rękami. Nie mogłem do końca odwijać gazu na wyjściach z zakrętów i hamować tak, jakbym chciał, dlatego musiałem nieco odpuścić. Jestem dobrze przygotowany kondycyjnie, ale zimą zabrakło chyba treningu na motocyklu i moje ręce nie są przyzwyczajone do jazdy. Nigdy nie miałem takiego problemu.”

„Zaskoczyła mnie procedura startowa i zostałem z tyłu – wyjaśnia pochodzący z Nowego Sącza, 34-letni Paweł Górka. – Długi trzymali nas na starcie, aż wreszcie światła zgasły, zanim na dobre się zapaliły i starter musiał szybko uciekać z prostej przed motocyklem Meklaua! Udało mi się dogonić Bartka i stoczyć z nim świetną walkę. Zaatakowałem w ostatnim zakręcie i udało mi się go wyprzedzić. Jestem zadowolony w wyniku, ale zły z powodu startu. Gdybym lepiej ruszył, może powalczyłbym z Mariuszem Kondratowiczem, albo Gwenem Giabbani. Jestem jednak dobrze przygotowany do sezonu i nie mogę doczekać się Brna. Podczas ostatniej rundy rok temu przesiadłem się na opony Dunlop, dzięki czemu pod koniec wyścigu mogłem wówczas nawiązać walkę z czołówką. Wciąż uczę się opon, a pogoda nie ułatwiała w ten weekend zadania. Teraz jest to jednak zupełnie inna jazda, dlatego choć konkurencja jest bardzo mocna i nie będzie łatwo stawać na podium, liczę na udany sezon.”

„Zimą mocno trenowałem, nabrałem nieco masy i kombinezon, do którego pomiary zrobiliśmy kilka miesięcy temu, okazał się za ciasny – mówi „Wilku”, 28-latek ze Skierniewic, który w barwach Suzuki Grandys Duo sięgnął po mistrzowski Polski Superstock 1000 w roku 2005. – Po prostu spuchłem i zaczęło blokować mi ręce. Pierwsze cztery okrążenia były jednak świetne i mogłem jechać tempem Choya, Filli i Giabbaniego. Myślałem, że utrzymam się z nimi do mety, ale później musiałem zwolnić. Ostatnie okrążenie było świetne, a walka z Pawłem Górką bardzo zacięta. Opóźniłem hamowanie do ostatniego zakrętu, ale Paweł był na wewnętrznej i odebrał mi pozycję. Dobrze czuję się na Suzuki i uzyskałem w ten weekend lepsze czasy niż w poprzednich latach na Hondzie. Co prawda silnik jest nieco słabszy, ale prowadzenie jest dużo lepsze. Mam świetny zespół i mogę dużo nauczyć się od Meklaua oraz Jermana, a mój mechanik świetnie zna się na zawieszeniu. Tyle zmian, ile zrobiliśmy w ten weekend nie wprowadziłem w zawieszeniu chyba przez całą dotychczasową karierę, ale zaowocowało to świetnym prowadzeniem motocykla w niedzielę. Teraz muszę jeszcze nauczyć się wykorzystywać mocne strony motocykla.”

Ósmy, cztery sekundy później, do mety dojechał ubiegłoroczny wicemistrz juniorskiej klasy Superstock 600, debiutujący na BMW S 1000 RR, Mateusz Korobacz, który po wszystkim relacjonował: „To mój debiut w nowej klasie i na nowym motocyklu, dlatego mieliśmy w ten weekend kilka problemów technicznych „wieku dziecięcego”, ale mimo wszystko udało nam się wywalczyć siódme pole startowe i ósme miejsce na mecie w bardzo licznej stawce. Dobrze wystartowałem, ale problem ze skrzynią biegów sprawił, że wypadłem z pierwszej dziesiątki musiałem odrabiać straty. Udało mi się jednak przebić na ósmą pozycję, a po drodze wywalczyć całkiem niezły czas okrążenia, więc wracam do Poznania zadowolony i czekam na kolejną rundę w Czechach. Na Słowacji pojawiło się wielu Polaków, przede wszystkim ze ścisłej czołówki, dlatego czwarte miejsce wśród rodaków także cieszy. Co prawda wciąż nie jest jasne, kto z zagranicznych zawodników wystartuje także w mistrzostwach Polski, ale póki co mamy za sobą udany początek sezonu i przygody z moim nowym BMW S 1000 RR.”

Jedenasty był Krzysztof Kubiś (Suzuki), trzynasty Marcin Kondratowicz (ubiegłoroczny triumfator pucharu BMW), a piętnasty Jurek Berger (BMW). Jarosław Pogwizd (BMW) i ubiegłoroczny triumfator  „dużego” pucharu Suzuki, Sebastian Sosna, nie zdobyli punktów, a Marcin Dąbrowski nie dojechał do mety.

Polacy daleko w Superbike

Najbardziej prestiżowa kategoria Superbike zgodnie z oczekiwaniami zgromadziła największą liczbę startujących. W stawce pojawiło się bowiem aż 38 zawodników, w tym ośmiu Polaków, którzy jednak w tej klasie wypadli słabiej, niż w Superstock 1000.

Przerwany po dziewięciu okrążeniach wyścig z przewagą dwunastu sekund wygrał Czech, Jan Halbich na Kawasaki, wyprzedzając zwycięzcę z klasy Superstock 1000, swojego rodaka, Michala Fillę. Podium uzupełnił Słoweniec Marko Jerman, mistrz Polski klasy Supersport z sezonu 2010, który po roku startów w MŚ Supersport, powraca do WMMP pod skrzydłami Suzuki Grandys Duo.

„Ostatnio tak trudny weekend mieliśmy także na Slovakiaringu, w 2010 roku, kiedy wróciliśmy do domu bez żadnych punktów – podsumował weekend manager łódzkiego zespołu, Jacek Grandys. – Teraz było wyraźnie lepiej, ale i tak poniżej naszych oczekiwań. Zawsze celujemy w najwyższe miejsca, dlatego czuję niedosyt.”

Najszybszy z Polaków był Mariusz Kondratowicz, który ukończył wyścig na 13 miejscu, ze stratą ponad 50 sekund do zwycięzcy. Tuż za punktowaną piętnastką na metę wpadł weteran polskich wyścigów, Janusz Oskaldowicz (BMW). 13-krotny mistrz Polski może czuć się lekko rozczarowany. Wyścig przerwano bowiem z powodu upadku jednego z zawodników w momencie, w którym „Profesor” jechał już na punktowanym, czternastym miejscu, jednak w klasyfikacji uwzględniono wyniki z wcześniejszego kółka, kiedy Oskaldowicz był jeszcze tuż poza punktowaną piętnastką. Ostatecznie „Oskald” zdobył jednak jeden punkt, ale o tym w jaki sposób, za chwilę.

Drugą dwudziestkę otworzyła liczna polska grupa w składzie: Marcin Kondratowicz (BMW), Tomasz Serafin (Ducati Panigale S), Waldek Chełkowski (mimo widowiskowego wypadku w sobotniej kwalifikacji) i Hubert Tomaszewski (obaj BMW). Mariusz Durynek (Suzuki) był 31 (dojechał do mety na 22 pozycji, jednak ukarano go za falstart), a Bartłomiej Lewandowski 32 (Yamaha) wśród 36 sklasyfikowanych zawodników.

„Motocykl kupiłem dopiero niedawno i odebrałem na tyle późno, że nie mam do niego praktycznie nic – Tomasz Serafin opowiada o pierwszym polskim Ducati Panigale na torze. – Od startującego w pucharze FIM Superstock 1000 zespołu Barni Racing udało mi się ściągnąć owiewki, a sam motocykl miał na liczniku zaledwie 200 kilometrów. Na torze pojawiłem się dopiero w piątek wieczorem i w sobotę zakwalifikowałem na 33 pozycji. Motocyklem strasznie rzucało, a po pierwszej sesji okazało się, że maszyna miała fabrycznie niedokręcony wahacz! Na polach startowych byłem tak daleko, że nie widziałem pierwszego rzędu, a mimo wszystko zanim przerwano wyścig, udało mi się wyprzedzić kilkunastu zawodników, a przy tym świetnie się bawiłem. Panigale to ponadczasowa maszyna do wygrywania, ale wymaga jeszcze sporo pracy. Motocykl świetnie hamuje, ale kontrola trakcji w każdym innym trybie poza Performance Evo, mocno ogranicza, podobnie jak niskie podnóżki. Drogowe zawieszenie także wymaga sporych zmian, a choć silnik świetnie oddaje moc, wydaje mi się, że jest słabszy od tego z BMW S 1000 RR. Przed Brnem dokonamy jednak kilku zmian, a że jest to tor, który lubię, liczę na dobrą zabawę.”

Co ciekawe, pod koniec dnia okazało się, że bracia Kondratowicz zostali zdyskwalifikowani z wyścigu Superbike, ponieważ startowali w nim na tych samych motocyklach, na których jechali w klasie Superstock 1000. „Regulamin mówi podobno, że nie można jechać na tym samym motocyklu w dwóch klasach, ale podczas rejestracji przed weekendem próbowaliśmy upewnić się i skonsultować to z organizatorami – wyjaśnia Mariusz Kondratowicz. – Po konsultacji z technikami dopuszczono nas do startu i pobrano wpisowe. Kontrola techniczna także została zaliczona bez przeszkód. Również Jacek Molik sprawdzał regulamin, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Niestety, po wyścigu zostaliśmy zdyskwalifikowani. To trochę nie fair, ale tak bywa. Nie zdążyliśmy z przygotowaniem nowych motocykli, dlatego w ten weekend pojechaliśmy na starych, ale na kolejną rundę nowe maszyny będą już gotowe i zamierzamy wystartować w obu klasach, choć priorytetem będzie Superstock 1000.”

Ponad trzydziestu polskich zawodników wystartowało także w wyścigach klas Rookie 1000 i 600. W większej z nich najszybsi byli: Adam Marciniak, Jarosław Chomicz i Kamil Barański, zaś w mniejszej Marcin Sikora, Cezary Chrobot i Sławomir Maszczak.

Druga runda WMMP, także połączona z Alpe Adria, odbędzie się trzy tygodnie w czeskim Brnie.