MotoGP – Zapowiedź GP Australii
Mick
15 października 2014

Znamy już co prawda mistrza MotoGP, ale to jeszcze nie koniec tegorocznych zmagań najszybszych motocyklistów świata. W ten weekend w Australii czeka ich szesnasta runda sezonu, Grand Prix Australii na jednym z najbardziej ekscytujących torów na świecie, Phillip Island. Czy rywale powstrzymają tam startującego już bez mistrzowskiej presji Marca Marqueza przed wyrównaniem rachunków sprzed roku?

Ubiegłoroczny wyścig o Grand Prix Australii upłynął w atmosferze prawdziwego skandalu. Po tym jak zimą organizatorzy wymienili nawierzchnię najszybszego toru w kalendarzu, podczas weekendu okazało się, że na nowe wyzwanie kompletnie nieprzygotowani są dostawcy ogumienia, które zużywało się w niebezpiecznym wręcz tempie. W efekcie wyścigi klas Moto2 i MotoGP zostały skrócone o blisko jedną trzecią. Podczas zmagań królewskiej klasy po raz pierwszy w historii wprowadzono także obowiązkowe pit-stopy, podczas których zawodnicy musieli zmienić opony po maksymalnie dziesięciu okrążeniach. Pozostanie na torze dłużej oznaczało dyskwalifikację i tak właśnie stało się z Marquezem, którego ekipa źle policzyła ilość kółek i nie ściągnęła go do alei serwisowej na czas. Mistrzowskie celebracje musiały wówczas poczekać do ostatniej rundy w Walencji.

Tydzień temu Hiszpan i zespół Repsol Honda nie popełnili jednak najmniejszego błędu, a Marquez przypieczętował drugi tytuł kończąc Grand Prix Japonii na drugiej pozycji, tuż za triumfującym Jorge Lorenzo, ale przed swoimi głównymi rywalami w tabeli, Valentino Rossim i Danim Pedrosą. 21-latek nie musi już teraz martwić się mistrzowską matematyką, dlatego w trzech ostatnich wyścigach sezonu; w Australii, Malezji i Walencji, będzie mógł wystartować bez presji i skupić się na walce o zwycięstwa. Hiszpan wygrał jedenaście z pierwszych dwunastu wyścigów tego sezonu, ale na szczycie podium nie stał od blisko dwóch miesięcy, kiedy pokonał Lorenzo w dramatycznym Grand Prix Wielkiej Brytanii na torze Silverstone. Czas wygrać ponownie?

O ile Marquez nie musi martwić się pozycją w tabeli, jego rywale są w zupełnie innej sytuacji. Pedrosa i Rossi zrównali się punktami na drugim miejscu, a po dwóch zwycięstwach z rzędu tylko trzy oczka traci do nich Lorenzo. Walka o tytuł wicemistrza świata zapowiada się więc wyjątkowo ekscytująco. Tym bardziej, że cała czwórka przez trzy dni testowała w marcu specjalnie przygotowane na ten wyścig opony Bridgestone.

Wyjątkowy i wymagający tor

Phillip Island to nie tylko najszybszy tor w kalendarzu MotoGP, ale także jeden z najbardziej ekscytujących obiektów wyścigowych na świecie. Jazdę po nim często utrudniają co prawda niskie temperatury, bardzo silny wiatr i opady zimnego deszczu, ale australijska trasa i tak jest jednym z absolutnych ulubieńców motocyklistów Grand Prix.

Jest jednak nie tylko szybka, ale także zdominowana przez lewe łuki. To właśnie tutaj zrodziła się konieczność używania przez zawodników asymetrycznych opon; w tym przypadku twardszych i bardziej wytrzymałych po lewej stronie, ale jednocześnie miękkich i dłużej utrzymujących temperaturę po mniej używanej, prawej. To jeden z wielu aspektów, który z wyścigów trafił następnie do codziennego użytku. Co ciekawe w ten weekend motocykliści MotoGP będą po raz pierwszy korzystać nie tylko z tylnych, ale również z przednich opon tego typu.

Marquez z rachunkami do wyrównania

Marc ma już tytuł w kieszeni

Po ubiegłorocznej, kompromitującej wręcz wpadce, Marquez i jego ekipa mają w ten weekend rachunki do wyrównania. Po zdobyciu mistrzostwa w Japonii, Hiszpan razem ze swoimi mechanikami do wczesnego ranka świętował przypieczętowanie tytułu w barze karaoke w Tokio, ale doszedł już do siebie i jest gotowy do walki o kolejne zwycięstwo. Jeśli po nie sięgnie, wyrówna rekord zwycięstw zdobytych w jednym sezonie – wynoszący 12 i wywalczony w 1997 roku przez innego asa Repsol Hondy, pięciokrotnego mistrza królewskiej klasy, Australijczyka Micka Doohana.

Marquez w przeszłości radził sobie w Australii w kratkę. Wygrał tutaj tylko raz, jeszcze w klasie 125ccm, a od tego czasu dwukrotnie stawał na podium w Moto2. Trzecie miejsce zdobyte w 2011 roku było jednak wyjątkowe. Z powodu problemów technicznych Marquez stracił sporo czasu podczas pierwszego treningu wolnego i po zakończeniu sesji chciał odrobić zaległości, przejeżdżając jeszcze jedno szybkie kółko, już po minięciu szachownicy.

Z pełną prędkością uderzył wówczas w jadącego bardzo wolno w najszybszym, trzecim zakręcie, Ratthaparka Wilairota, co dla zawodnika z Tajlandii zakończyło się kontuzją eliminującą go z wyścigu. Marquez za karę został przesunięty na koniec pól startowych, ale mimo wszystko przebił się na podium z trzydziestej ósmej pozycji, dając kibicom na całym świecie jedną z pierwszych zapowiedzi swojego geniuszu. Czy w niedzielę zafunduje nam kolejny popis i wróci wreszcie na szczyt podium?

Australijska miłość i nienawiść Pedrosy

Pedrosa i potencjalni mistrzowie; Rabat i Alex Marquez

Drugi w tabeli Dani Pedrosa z Australią wiąże mieszane wspomnienia. Wygrał tutaj co prawda jeden wyścig klasy 250ccm, w 2005 roku, ale w MotoGP tylko dwukrotnie stał tutaj na podium. Co więcej, w 2003 roku, tydzień po wywalczeniu w Malezji tytułu mistrza świata klasy 125ccm, Hiszpan przewrócił się podczas treningów w zakręcie MG i złamał obie kostki, co oznaczało dla niego przedwczesny koniec sezonu. W historii – z uwagi na widowiskowe nagranie wideo – zapisała się także przygoda Pedrosy z 2006 roku, kiedy po rozgrzewce Hiszpan zapomniał aktywować systemu 'launch control’ i zakończył próby start lądowaniem na plecach.

Także ten weekend nie rozpoczął się dla Daniego najlepiej. Zawodnik Repsol Hondy wziął udział w promocyjnej przejażdżce w centrum Melbourne u boku wicelidera Moto3, Australijczyka Jacka Millera, ale przewrócił swoją Hondę RC213V w zakręcie; przy bardzo niskiej prędkości. Hiszpanowi na szczęście nic się nie stało. Mniej szczęścia miał po podobnym incydencie Alex Hoffman. W 2005 roku Niemiec, reprezentujący wówczas fabryczny zespół Kawasaki, przewrócił się podczas promocyjnej przejażdżki w centrum Estoril i złamał nadgarstek.

Bardziej niż tego typu historie, Pedrosę martwi coś innego. 29-latek od kilku wyścigów ma spore problemy z utrzymaniem tempa na początku wyścigu, co już kilka razy kosztowało go utratę szansy walki o zwycięstwo, a w Japonii o podium. Jeszcze kilka lat temu Pedrosa słynął ze świetnych startów i szybkiego tempa zaraz po nich, ale w poprzednim sezonie bardzo narzekał na brak przyczepności tylnego koła na końcowych kółkach. Zimną jego mechanicy zmienili balans motocykla, poprawiając tempo na finiszu, ale wyraźnie odbiło się to na początkach wyścigów. Czy w Australii uda im się znaleźć odpowiedni kompromis?

Co ciekawe, Marquez zasugerował w jednym z wywiadów po wywalczeniu mistrzowskiego tytułu, że w ostatnich trzech wyścigach nie zamierza myśleć o staraniach swoich rywali o wicemistrzostwo i będzie chciał po prostu powalczyć o jak najlepszy wynik. Czy to sugestia, że nie zamierza pomagać zespołowemu koledze? Z pewnością nie ułatwi mu zadania.

Rossi i australijska magia

Duet Yamahy będzie groźny!

Co prawda pomiędzy 2007 a 2012 rokiem w Australii nieprzerwanie rządził Casey Stoner, wygrywając sześć wyścigów MotoGP z rzędu, ale Valentino Rossi może pochwalić się równie imponującą serią. Wcześniej – nie licząc roku 2006, w którym deszczowy wyścig flag-to-flag wygrał Marco Melandri – „Doktor” triumfował na wyspie Filipa pięć razy z rzędu, a następnie sięgnął po cztery kolejne podia.

35-latek dwukrotnie sięgał w Australii po mistrzowski tytuł w królewskiej klasie, po arcy-widowiskowych pojedynkach pokonując takich rywali jak Max Biaggi czy Sete Gibernau, ale swój najbardziej spektakularny sukces wywalczył chyba w 2003 roku. Po tym, jak na początku wyścigu wyprzedził rywala w czwartym zakręcie, w którym wywieszona była zabraniająca wyprzedzania żółta flaga, Rossi otrzymał od organizatorów dziesięciosekundową karę.

Była to już druga tego typu sytuacja w tamtym sezonie. Wcześniej Włoch popełnił podobny błąd na brytyjskim torze Donington Park, ale zrobił to pod koniec wyścigu. Na mecie do jego czasu doliczono dziesięć sekund, przez co zamiast na najwyższym stopniu podium, Rossi stanął na najniższym.

W Australii zamieszanie miało miejsce tuż po starcie, dlatego mechanicy byli w stanie – przy pomocy wystawianej na prostej startowej tablicy – poinformować zawodnika o jego sytuacji. Na torze Rossi jechał tuż przed Lorisem Capirossim na Ducati, ale otrzymał wówczas informację, że znajduje się dziesięć sekund za nim. „Doktor” natychmiast zrozumiał komunikat i narzucił mordercze tempo. W efekcie odskoczył swojemu rodakowi aż na piętnaście sekund, w oficjalnych wynikach figurując jako zwycięzca z pięciosekundową przewagą.

Ubiegłoroczna dyskwalifikacja Marquez awansowała Włocha na trzecie miejsce i dała mu kolejne podium w Australii. W tym sezonie Rossi radzi sobie jednak zdecydowanie lepiej niż w poprzednim, dlatego w niedzielę ma sporą szansę na walkę o kolejne zwycięstwo. Tym bardziej, że czeka go jubileuszowy, 250. start w MotoGP, a charakterystyka toru w Australii powinna mocno sprzyjać Yamasze. Na tym obiekcie w praktyce są tylko dwa wolne łuki, w których model M1 może tracić podczas hamowania i przyspieszania. W pozostałych fragmentach kluczowe jest prowadzenie, a to mocna strona Yamahy, która wygrała przecież trzy ostatnie wyścigi tego sezonu i wydaje się zbliżać do dominującej na początku roku Hondy.

Lorenzo czarnym koniem?

Równie imponujących sukcesów w Australii nie ma co prawda na swoim koncie Jorge Lorenzo, który na torze Phillip Island triumfował w MotoGP tylko raz, rok temu, ale jest jednocześnie właścicielem rekordu okrążenia i po prostu uwielbia wyspę Filipa. Lorenzo też jednak wiąże z tym obiektem mieszane wspomnienia. W 2011 roku to właśnie tutaj końca dobiegł jego sezon i walka o mistrzostwo, kiedy podczas upadku w trakcie sesji rozgrzewkowej Hiszpan praktycznie odciął sobie końcówkę serdecznego palca lewej dłoni przygniecionej przez motocykl (lekarzom udało się go ponownie zszyć).

Po katastrofalnym początku sezonu Lorenzo jest ostatnio zdecydowanie najszybszym zawodnikiem w stawce; przynajmniej jeśli spojrzymy na klasyfikację generalną. W ostatnich sześciu rundach zawodnik Movistar Yamahy zdobył więcej punktów niż jego rywale, a dwa ostatnie wyścigi kończył na szczycie podium. Dzięki temu ma realną szansę na do niedawna jeszcze będące poza zasięgiem wicemistrzostwo. Lorenzo nie ma nic do stracenia, więc z pewnością postawi wszystko na jedną kartę, choć sam podkreśla, że kluczem do sukcesu będzie unikanie błędów.

Ciasno za liderami, sensacja w sobotę?

Za plecami pierwszej czwórki czekać nas może walka jeszcze bardziej zacięta niż zwykle. Z jednej strony coraz większe postępy robi ostatnio Ducati, dla którego pierwsze od czterech lat pole position wywalczył w Japonii Andrea Dovizioso, ale z drugiej strony Phillip Island jest torem, na którym moc włoskich motocykli wcale nie musi dawać im przewagi. Wręcz przeciwnie.

Kolejne po Assen pole position dla Aleixa Espargaro?

Tutaj liczy się prowadzenie, dlatego zaskakująco wysoko mogą znaleźć się w niedzielę zawodnicy na dużo słabszych motocyklach kategorii Open, jak Nicky Hayden, Scott Redding, czy przede wszystkim szósty w tabeli Aleix Espargaro, który w generalce wyprzedza swojego młodszego brata o zaledwie jedno oczko. Oczywiście cała ta grupa musi najpierw pokonać takich zawodników na fabrycznych maszynach jak Pol Espargaro, Bradley Smith, Stefan Bradl i Alvaro Bautista. Ich szanse są jednak większe niż zwykle, więc będzie więc ciekawie. Tym bardziej, że Ducati spodziewa się nierównej walki z podsterownością w długich zakrętach.

Na zawodników Open, którzy dysponują przecież bardzo pomagającymi w kwalifikacjach, miękkimi oponami, uważać trzeba szczególnie w sobotę. Na pole position czekać nas może bowiem ogromna niespodzianka. 50-letni dziś Jeremy McMwilliams, który w sierpniu startował z dziką kartą w wyścigu Moto2 w Wielkiej Brytanii, na zawsze zapisał się na kartach historii, dwukrotnie sięgając w Australii po sensacyjne wręcz pole position.

W 2000 roku zrobił to jeszcze w kategorii 500ccm – wówczas zdominowanej przez maszyny czterocylindrowe – na piekielnie wolnej na prostych, dwucylindrowej Aprilii. Dwa lata później, już w MotoGP, gdzie tempo narzucały wówczas czterosuwowe maszyny o pojemności 990ccm, zawodnik z Irlandii Północnej wywalczył pole position na dwusuwowym, trzycylindrowym Protonie o pojemności 500ccm. To dokładnie tak, jakby pierwsze pole startowe wywalczył w najbliższą niedzielę np. jego rodak, Michael Laverty.

W niedzielę poznamy mistrza Moto2?

Po tym, jak w ostatni weekend tytuł mistrzowski przypieczętował Marc Marquez, w niedzielę w jego ślady pójść może jego dobry przyjaciel, Esteve Rabat, który musi „jedynie” o dwanaście punktów powiększyć swoją przewagę nad drugim w tabeli Miką Kallio, aby już w Australii świętować mistrzostwo kategorii Moto2.

Hiszpan ma na to sporą szansę. Rabat, Kallio, Jordi Torres i Nico Terol na torze Phillip Island przez trzy dni testowali w marcu opony Dunlopa. Obecny lider tabeli popisywał się wówczas niesamowitym wręcz tempem. W środkowym sektorze „Tito” był szybszy niż większość zawodników MotoGP! Mika Kallio ma przed sobą trudne zadanie, tym bardziej, że w ostatnich wyścigach zmagał się z dużymi problemami z przyczepnością zużytych opon. Strata Fina do Rabata jest już teraz większa niż przewaga nad trzecim w tabeli Maverickiem Vinalesem, dlatego Kallio musi w niedzielę zabrać się do pracy.

Odkupienie Millera?

W Australii teoretycznie poznać też możemy mistrza najmniejszej kategorii Moto3. Alex Marquez musiałby jednak wygrać wyścig i liczyć, że wszyscy rywale, którzy mają jeszcze matematyczne szanse na tytuł, nie dojadą do mety, a to wydaje się jednak mało prawdopodobne. Duża bardziej możliwy jest za to rewanż ze strony drugiego w tabeli Jacka Millera, który ma za sobą serię wyścigów w kratkę, ale w niedzielę wystartuje przed własnymi kibicami.

Apetyt na tytuł ma także trzeci w tabeli Alex Rins, który w ostatnim wyścigu w Japonii został wypchnięty poza tor tuż po starcie i nie był w stanie nawiązać walki o zwycięstwo. Jak będzie tym razem? Jedno jest pewne; w Moto3 czeka nas kolejny w tym roku thriller, a stawka z wyścigu na wyścig jest coraz wyższa.

Wszystkie sesje treningowe, kwalifikacje, rozgrzewki i wyścigi o Grand Prix Australii na żywo w Polsacie Sport News. Pierwsze sesje treningowe ruszają już w piątek o godzinie pierwszej w nocy polskiego czasu. Niedzielny wyścig MotoGP o siódmej rano.

Zdjęcia: Waldemar Walerczuk www.photosportagency.com

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły