Właśnie sięgnął po swoje pierwsze podium w MotoGP, a podczas kolejnej rundy dostanie do swojej dyspozycji nowy motocykl. Skąd wziął się w ogóle Danilo Petrucci? Jakim cudem finiszował na torze Silverstone na drugiej pozycji i czym jeszcze zaskoczy nas w najbliższej przyszłości?

24-latek z włoskiego Terni jest właśnie w trakcie swojego czwartego sezonu w MotoGP. Trzy poprzednie spędził jednak na kompletnie niekonkurencyjnych motocyklach zespołu Ioda Racing. Na jego talencie po raz pierwszy poznał się Giampiero Sacchi, który przez lata szefował wyścigowym programem Aprilii w mniejszych klasach 125 i 250. Gdyby wszystko wydarzyło się chociażby pięć lat wcześniej, Petrucci mógłby pojechać lewym pasem autostrady do MotoGP, ścieżką wydeptaną przez takich podopiecznych Sacchiego, jak chociażby Jorge Lorenzo.

Były już szef Aprilii porzucił jednak posadę w korporacji aby spełnić marzenie o własnym, rodzinnym zespole. Już dawno poznał się na talencie byłego wicemistrza serii Superstock 1000, ale zwyczajnie nie był w stanie dać mu konkurencyjnego motocykla. Po trzech trudnych sezonach w MotoGP Danilo z ciężkim sercem opuścił więc „rodzinne” gniazdo i w tym roku dołączył do włoskiej ekipy Pramac Ducati, w której zajął miejsce awansującego do fabrycznego zespołu Andrei Iannone.

Choć Ducati Desmosedici GP14 nie było zbyt konkurencyjne nawet rok temu, Petrucci od początku sezonu radził sobie naprawdę nieźle. Wszystkie tegoroczne wyścigi kończył w pierwszej dwunastce, z czego aż siedem w czołowej dziesiątce, a w Indianapolis zakwalifikował się nawet do startu na świetnym, piątym miejscu.

petrucci

Danilo Petrucci – foto Pramac Racing

Na Silverstone nic nie zapowiadało jednak kolejnego udanego weekendu. W sobotę Petrucci zaliczył swoje najgorsze kwalifikacje w tym sezonie, sięgając po dopiero osiemnaste pole startowe. W niedzielę rano był jednak najszczęśliwszym facetem na ziemi, bowiem przed wyścigiem Silverstone przywitało zawodników deszczem. W takich warunkach to właśnie Rossi i Petrucci zakończyli rozgrzewkę na dwóch pierwszych pozycjach, ale mało kto spodziewał się wtedy jeszcze, że tak samo zakończy się wyścig.

„Petrux” zaczynał swoją karierę od motocrossu, dlatego w deszczowych warunkach zawsze był szybki przy niskiej przyczepności. Pokazał to już w listopadzie ubiegłego roku, prezentując świetne tempo podczas swojego pierwszego testu na Ducati w Walencji. W tym sezonie nie miał jednak ku temu jednak okazji. Padało bowiem tylko jednego dnia i to przelotnie, podczas treningów przed drugim wyścigiem sezonu w Austin.

W niedzielę Petrucci czuł się jak ryba w wodzie. Podczas gdy inni popełniali błędy lub brakowało im pewności siebie, Włoch sprawnie przebijał się do przodu z odległego, osiemnastego pola. Kiedy w połowie wyścigu z torem pożegnał się Marquez, Rossi był przekonany, że zwycięstwo ma już w kieszeni. Wtedy właśnie okazało się, że jadący na drugiej pozycji Petrucci traci do niego najpierw cztery, a kółko później już tylko trzy sekundy. „Zdziwiłem się i musiałem podkręcić tempo” – przyznał „Doktor”.

Tuż za Petruccim jechał inny zawodnik Ducati, Andrea Dovizioso. Choć dysponuje nowszą i po prostu lepszą wersją Desmosedici, GP15, Dovi nie był w stanie nawiązać skutecznej walki ze swoim rodakiem i finiszował tuż za jego plecami. „W każdym zakręcie wyglądał, jakby zaraz miał się wywrócić, ale faktycznie hamował niesamowicie późno” – Andrea przyznał z uznaniem zapytany po wyścigu o swojego rodaka.

Oczywiście, pomogła nieco wywrotka Marqueza i problemy Lorenzo z kaskiem, a także fakt, że Desmosedici w wersji GP14 jest wyjątkowo dobrą maszyną w deszczowych warunkach, ale to ani trochę nie ujmuje zawodnikowi, który wykonał kawał świetnej roboty.

Co więcej, Petrucci ma już w kieszeni umowę z Pramac Racing na dwa kolejne lata. W przyszłym roku dostanie do swojej dyspozycji wersję GP15, a już od najbliższej rundy, domowego wyścigu w Misano, model GP14.2, z którego korzysta jego zespołowy kolega, Kolumbijczyk Yonny Hernandez. To poprawiona wersja maszyny sprzed roku, której od drugiej połowy poprzedniego sezonu używał Dovizioso. Petrucci testował już ten motocykl w Misano kilka tygodni temu, więc przed własnymi kibicami może być niezwykle groźny.

To, co robi na torze, to jednak dopiero połowa historii. Danilo Petrucci to także niesamowicie przezabawny gość i osobowość, której bardzo potrzebuje MotoGP. Już przed domowym wyścigiem o Grand Prix Włoch na torze Mugello organizatorzy zaprosili go na oficjalną konferencję prasową razem ze ścisłą czołówką MotoGP. „Co ja tutaj robię? Obok Valentino Rossiego i tych gości stoję tylko w takich miejscach, bo przecież nie na torze!” – podkreślał z zakłopotaniem, co przywitały salwy śmiechu ze strony dziennikarzy.

Po wyścigu na Silverstone, podczas którego na początku wyprzedził Lorenzo i Pedrosę, Danilo znów był zakłopotany i sypał złotymi myślami jak z rękawa. „Nagle zdałem sobie sprawę, że jadę obok Lorenzo i Pedrosy. Nie wiedziałem co robić, bo w takiej sytuacji do tej pory byłem tylko grając na Playstation! – podkreślał. – Bardzo uważałem podczas wyprzedzania Jorge bo bałem się, co by się wydarzyło po wyścigu gdybym zabrał go z toru.”

W nawiązaniu do pogoni za „Doktorem” Włoch, który zrzucił zimą aż osiem kilogramów, dodał: „Trenowałem ostatnio z Valentino Rossim na jego torze crossowym. Wygrałem, ale przed metą lekko w niego stuknąłem. To był pewnie ostatni raz kiedy mnie zaprosił”.

Dzięki podium w Grand Prix Wielkiej Brytanii Danilo awansował na ósme miejsce w tabeli MotoGP. „Niedawno szef Ducati Corse, Gigi Dall’Igna powiedział mi, że oczekuje, iż zakończę sezon na ósmej pozycji – wyjaśniał. – Trochę się boję, bo jak go znam, to teraz przyjdzie do mnie i powie, że mam być szósty. Nie ma jednak sprawy. Chcę walczyć o miejsca w pierwszej ósemce, choć dopiero od piątej pozycji dostaję bonus finansowy”.

Zastrzyk finansowy z pewnością przydałby się całej rodzinie. Ojciec Petrucciego wcale nie spija śmietanki imprezując za kulisami w loży dla VIP-ów, a jest… mechanikiem w ekipie Leopard Racing, w której w Moto3 startuje lider tabeli Danny Kent. Klan Petruccich spełnia jednak motocyklowy sen, a nieoczekiwana pobudka wcale im nie grozi.

„Na ostatnim okrążeniu śmiałem się pod kaskiem i nie mogłem uwierzyć, że to dzieję się naprawdę – dodał Danilo podczas konferencji prasowej po wyścigu. – Byłem przekonany, że to tylko sen i zaraz obudzę się leżąc w łóżku”.

To jednak wcale nie sen, choć faktycznie fabrycznym rywalom trudno uwierzyć w fakt, że pokonał ich chłopak jeszcze do niedawna zamykający stawkę na maszynie CRT. Brawo Danilo!