Choć wśród innych zawodników ma opinię dusigrosza, dziennikarze uwielbiają jego pewność siebie i bezpośredniość, a kibice agresywny styl jazdy. Cal Crutchlow jest na fali, ale choć ten sezon jest dla niego bardzo udany, nie wszystko szło ostatnio zgodnie z planem. Brytyjska gwiazda MotoGP opowiada MotoRmanii, o co chodzi…

Niektórzy twierdzą, że zawodnik zespołu Monster Yamaha Tech 3 jest arogancki, ale to nieprawda. Podczas Grand Prix Niemiec czekał na mnie przez dwadzieścia minut, bo na zaplanowany kwadrans wcześniej wywiad, mocno spóźnił się Jorge Lorenzo. Wpadłem do jednostki gościnnej francuskiej ekipy mijając się w drzwiach z byłym mistrzem świata Supersportów: „Cal, wybacz, to ja jestem tym dupkiem, na którego czekałeś przez dwadzieścia minut” – rzuciłem w jego stronę.

„Nic się nie stało, ale teraz naprawdę muszę już lecieć, bo mam ważne spotkanie. Pogadaj z naszą rzeczniczką i ustalcie inną datę” – odparł wychodząc naprzeciw grupie łowców autografów. Faktycznie, dzień później siadamy naprzeciwko siebie, a wczorajszy „incydent” nie ma już znaczenia. Znam przynajmniej kilku zawodników, nie tylko z MotoGP, którzy po takiej wpadce za żadne skarby nie zgodziliby się przez resztę weekendu na kolejny wywiad, ale Cal, choć tak pewny siebie, że w wypowiedziach niemal arogancki, okazuje się całkiem spoko gościem.

Dziennikarze mieli okazje przekonać się o tym raz jeszcze w sobotę przed wyścigiem o Grand Prix Czech. Jak zwykle, konferencja prasowa z pierwszą trójką kwalifikacji MotoGP i zdobywcami pole position w Moto3 oraz Moto2, rozpoczęła się od wręczenia zegarków marki Tissot za wywalczenie pierwszych pól startowych. Kiedy jednak Jorge Lorenzo ruszyło po swoją nagrodę, okazało się, że pudełko w kształcie motocyklowego kasku jest puste. Oczywiście było to robotą Crutchlowa, który zwędził sikorkę, zakładając ją sobie na rękę.

Cal Crutchlow w akcji

Salwę śmiechu przerwał Lorenzo, żartując: „Cal, jak chcesz, mogę ci go sprzedać. Zrobię dobrą cenę, bo podobno Yamaha nie płaci ci zbyt wiele!” – Chwilę później, zapytany, czy pomoże Lorenzo w walce z Pedrosą, Crutchlow odparł: „Zależy ile mi zapłaci!”

Temat kasy nie wziął się jednak znikąd i nie chodzi tylko o słynną „oszczędność” Cala. Kiedy rozmawialiśmy na Sachsenringu, wszyscy zastanawiali się, kiedy ogłosi swoje przejście do Ducati i kiedy wreszcie pierwszy raz stanie na podium MotoGP. W Brnie sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Cal był wściekły na włoski zespół, który zwyczajnie się rozmyślił. Brytyjczyk podkreślał, że jeśli nie dostanie od ekipy Monster Yamaha Tech 3 walizki Euro, nie przedłuży umowy i wróci do Superbike’ów.

W niedzielę było już jasne: powrót do WSBK był tylko groźbą, która miała pomóc w wynegocjowaniu lepszych warunków nowej umowy z Herve Poncharalem, ale Cal mógł sobie pozwolić na taką zagrywkę: „Rok temu o tej porze byłem przekonany, że pod koniec sezonu stracę robotę” – przyznał MotoRmanii. – Ten sezon idzie nam jednak całkiem nieźle.”

Nieźle, to mało powiedziane. W Czechach Crutchlow sięgnął po swoje pierwsze podium w swoim zaledwie drugim sezonie w MotoGP i czwartym na poziomie mistrzostw świata. Faktycznie, kiedy rozmawiałem z nim w Brnie rok temu, nie był zbyt pewny siebie, a pomiędzy nim, a zespołem, robiło się bardzo gorąco. Teraz to już jednak historia, a Cal ma w kieszeni nowy kontrakt z Yamahą, choć jeszcze w Niemczech był zdecydowany, aby przyjąć ofertę Ducati. Ta ostatecznie trafiła jednak do Andrei Dovizioso.

Tak czy inaczej, Cal jest piąty w tabeli, ma na swoim koncie podium i apetyt na kolejne sukcesy. Wszystko wskazuje też na to, że powoli wyrasta na czołową gwiazdę MotoGP. Choć na torze musi pogodzić się z graniem drugich skrzypiec u boku zawodników fabrycznych, jego wybryki sprawią, że będzie główną gwiazdą niejednej konferencji prasowej królewskiej klasy.

Wrześniowa MotoRmania już w kioskach, a w niej Crutchlow i Valentino Rossi!

Jest coś jeszcze… Nie śmiejcie się zbyt głośno, kiedy podczas relacji ze zbliżającej się Grand Prix San Marino na torze Misano, zobaczycie managera Jorge Lorenzo, Wilco Zeelenberga, z sumiastym wąsem. Holender przegrał zakład z ojcem Cala, Derekiem (swoją drogą, byłym zawodnikiem World Endurance). Pierwszy twierdził, że Crutchlow nie stanie w tym roku na podium, drugi, że nie wystartuje z pierwszego rzędu. Cal startował już w tym roku z pierwszej linii, więc jego ojciec musiał – pierwszy raz od czterdziestu lat – zgolić imponujących rozmiarów wąsy. Teraz swoje zapuścić musi Zeelenberg. Wilco doskonale jednak wiedział, że chwila ta nadejdzie prędzej, niż później. To właśnie on szefował zespołem Yamahy, w którym mistrzostwo Supersportów Cal zdobył w roku 2009.

No dobrze, ale skąd w ogóle taki skok formy Crutchlowa w MotoGP po fatalnym wręcz sezonie 2011? Tego dowiecie się już z wrześniowego numeru MotoRmanii, który właśnie trafił do kiosków i w którym znajdziecie nasz wywiad z 26-latkiem z Coventry. Choć od Grand Prix Niemiec wiele się zmieniło, opinie Cała nadal są zaskakująco aktualne.