WSBK Magny Cours – Biaggi, Sykes i Melandri walczą o tytuł w wielkim finale – Analiza i Zapowiedź
Mick
4 października 2012

Podczas czternastej i ostatniej rundy motocyklowych MŚ World Superbike na francuskim torze Magny Cours, dojdzie w ten weekend do wielkiego pojedynku o mistrzostwo. Szansę na tytuł wciąż mają Max Biaggi, Tom Sykes i Marco Melandri. MotoRmania przygląda się najszybszej trójce sezonu:

Max Biaggi – Faworyt?

Jedno go lubią, inni nienawidzą, ale nie zmienia to faktu, że Max Biaggi to prawdziwa ikona wyścigów motocyklowych. Na swoim koncie ma cztery tytuły mistrza świata klasy 250ccm, mistrzostwo Superbike’ów oraz liczne wygrane w MotoGP. Odwieczny rywal Valentino Rossiego w królewskiej klasie, Biaggi od kilku lat święci triumfy w World Superbike i choć na karku ma już 41 lat, wciąż utrzymuje się w czołówce.

Tegorocznego sezonu Max nie zdominował jednak tak, jak roku 2010, kiedy w drodze po swoje pierwsze mistrzostwo World Superbike, wygrał 10 z 26 wyścigów, a w czterech kolejnych stawał na niższym stopniu podium. Rok temu aż dziewięć razy był drugi, ale triumfował już tylko dwa razy, a końcówkę sezonu przegapił z powodu kontuzji nogi.

W tym sezonie co prawda Biaggi stawał na podium już 11 razy, ale tylko pięciokrotnie na jego najwyższym stopniu. Owszem, to wynik lepszy, niż rok temu, ale już nie tak imponujący, jak w sezonie 2010.

Biaggi to bardzo specyficzny gość. Wychował się w rozbitej rodzinie, co podobno bardzo odbiło się na jego charakterze. Choć ma status celebryty i przyjaźni się z gwiazdami kina czy estrady, pilnie strzeże swojej prywatności i sekretów małżeństwa z włoską supermodelką. W kontaktach z dziennikarzami jest sztywny i zamknięty w sobie. Zawsze słynął z wyjątkowej wręcz arogancji, a niewyparzony język sprawił, że po sezonie 2005 spędzonym w MotoGP w barwach Repsol Hondy, HRC powiedziała, że ktokolwiek zatrudni Biaggiego, nigdy nie dostanie do swojego zespołu motocykli marki Honda, czy nawet zawieszenia Showa (należy do Hondy) – zresztą, zapytajcie Alstare Suzuki.

Po krótkim romansie z Ducati w WSBK, nowy dom Biaggi znalazł dla siebie w Aprilii, dla której wywalczył trzy z czterech tytułów, jakie zdobył w klasie 250ccm. W tym roku Max otrzymał jednak potężny cios. Z zespołu odeszli praktycznie wszyscy mechanicy, z ich szefem, Giovanni Sandim, na czele. Biaggi i Sandi tworzyli zgrany duet w czasach 250ccm, ale ostatniej zimy ten drugi obraził się na Aprilię, która nie chciała udostępnić jego synowi, Federico (dysponującym zresztą dość marnym CV), fabrycznego motocykla. Sytuację wykorzystał były szef grupy Piaggio, Giampiero Sacchi, ściągając Sandiego i wszystkich mechaników do ekipy Ioda w MotoGP.

Biaggi był podobno wściekły i trudno się temu dziwić, ale mimo nowej ekipy, radzi sobie w tym roku całkiem nieźle. Nie jest już tak szybki, jak dwa lata temu, ale regularnie dojeżdża do mety w czołówce, zbierając cenne punkty. Pytanie, czy to wystarczy, aby przypieczętować w niedzielę drugi tytuł World Superbike?

Marco Melandri – Wielki Przegrany?

Niestety, tego samego nie można powiedzieć o jego głównych rywalach. Ani Aprilia (nie licząc wspieranego projektu CRT), ani BMW, czy Kawasaki, nie angażują się w MotoGP, więc mogą wydać na starty w World Superbike nieporównywalnie więcej, niż Honda, Ducati czy jeszcze do niedawna Yamaha.

To właśnie z Yamahy, razem ze sporą grupą inżynierów, do BMW trafił w tym roku Marco Melandri. Niemcy są absolutnym liderem jeśli chodzi budżet wydawany w tym sezonie na starty w World Superbike i to widać. Podobno pieniądze, jakie BMW wydało w 2012 na starty Melandriego i Haslama, bez problemu wystarczyłyby na dwuosobowy zespół w MotoGP. Tym sposobem model S 1000 RR jest równie szybki, co fenomenalna Aprilia RSV4, a doświadczony Melandri w pełni wykorzystuje.

Jest o 11 lat młodszy od Biaggiego – właśnie stuknęła mu trzydziestka, ale choć na swoim koncie ma zdecydowanie mniej sukcesów: jeden tytuł 250ccm i wicemistrzostwo MotoGP, od zawsze uważany był za wielki talent.

Melandri ma jednak jeden podstawowy problem: słabą psychikę i brak umiejętności radzenia sobie z niedoskonałościami motocykla. Kiedy wszystko gra, jest nie do pokonania, tak jak w roku 2006. Kiedy maszyna pozostawia sporo do życzenia, nie potrafi się do niej przystosować – jak wtedy, kiedy Casey Stoner walczył o mistrzostwo MotoGP w roku 2008, a Melandri, jadący na siostrzanym Ducati, wysyłany był do psychiatry przez ekipę z Bolonii, a następnie zerwał kontrakt z zespołem na rok przed jego upływem.

Wygląda jednak na to, że w World Superbike „Macio” odnalazł spokój ducha, którego tak bardzo potrzebował. Imponował już rok temu na Yamasze, w swoim debiucie sięgając po wicemistrzostwo, wygrywając cztery wyścigi i aż 15 razy stając na podium.

Po przesiadce na BMW nadal jest szybki: wygrał w tym roku sześć razy, a cztery kolejne wyścigi kończył na niższych stopniach podium. Niestety, dwie ostatnie rundy, w Niemczech i Portugalii, to zerowy dorobek punktowy. Na Nurburgringu upadł dwukrotnie. Na Portimao przewrócił się w pierwszym wyścigu i tak mocno poobijał, że nie mógł wystartować w drugim.

Czyżby we znaki dawała się presja? Melandri i Biaggi nienawidzą się wzajemnie do szpiku kości. Zaczęło się jeszcze w MotoGP, od incydentu na torze w Assen w 2005 roku. Kiedy Melandri wykonywał próbny start, Biaggi przejechał obok niego z prędkością 200km/h – tak blisko, że prawie otarli się o siebie. Biaggi słynął wówczas z takiego zachowania, ale chwilę później Marco zrobił starszemu koledze takiego samego psikusa. Tuż po treningu za kulisami doszło do rękoczynów i przepychanek, po których ukochany wuj Biaggiego, dożywotnio stracił swoją wejściówkę na paddock.

Rok temu, kiedy ponownie spotkali się w World Superbike, sytuacja się powtórzyła. Zaczęło się od zajeżdżania drogi na torze Donington Park, a skończyło kompromitującym spoliczkowaniem Melandriego przez Biaggiego przed garażem na oczach kamer.

Wciąż nie wiemy, co za rok wydarzy się z Maxem Biaggim. Z pewnością chciałby zakończyć karierę z drugim tytułem, ale Melandri zrobi wszystko, aby nie dopuścić do happy endu. Niestety, we Francji czeka go niemal niemożliwe zadanie. Po czterech wyścigach bez punktów, zawodnik BMW spadł na trzecie miejsce w tabeli i do Rzymianina traci aż 38,5 punktu na 50 możliwych do zdobycia w ostatnią niedzielę.

Tom Sykes – Czarny Koń?

W nieco lepszej sytuacji jest Tom Sykes, który po wyścigach w Portugalii awansował na drugie miejsce w tabeli, ale do  Biaggiego także traci sporo: 30,5 punktu. Były wicemistrz Wielkiej Brytanii klasy Supersport ma już za sobą trzy pełne sezony w World Superbike, ale żadnego z nich nie kończył w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej.

Rok temu, po przesiadce z fabrycznej Yamahy, na fabryczne Kawasaki, odniósł swoje pierwsze zwycięstwo, na zlanym deszczem torze Nurburgring. W tym roku triumfował trzykrotnie i aż osiem razy zgarniał pole position, ale jego ZX-10R wciąż ma fundamentalny problem: podobnie jak Yamaha R1, czterocylindrowa, japońska rzędówka, jest mocna, ale niesamowicie szybko zużywa opony.

Stąd, choć do 16 tegorocznych wyścigów startował z pole position, wygrał tylko trzy z nich. Kiedy jest gorąco, jest niemal pewne, że Sykes nie będzie miał szans na wygraną. Na szczęście wygląda na to, że na Magny Cours czeka nas chłodny i być może także deszczowy weekend. W takich warunkach wiecznie uśmiechnięty Brytyjczyk (stąd pseudonim „Grinner”), któremu daleko do statusu celebryty, jakim pochwalić się może Biaggi, może okazać się czarnym koniem.

Podwójne zwycięstwo 27-letniego Sykesa wcale nie jest wykluczone, ale to i tak może być zbyt mało. Wystarczy, że Biaggi w takiej sytuacji ukończy jeden z wyścigów na czwartej pozycji i jest po zawodach. Max jest więc w bardzo komfortowej sytuacji, ale przecież w tym sporcie wszystko jeszcze może się zdarzyć. Oba wyścigi Superbike’ów na żywo pokaże w niedzielę stacja Eurosport, odpowiednio o 12:00 i 15:30.

Oczywiście we wszystkim tym nie możemy zapominać o innych zawodnikach w stawce. Carlos Checa nie ma już szans na obronę tytułu, ale może namieszać na torze. Hiszpan dosiada Ducati, które w tym sezonie organizatorzy dociążyli dodatkowym balastem (6kg). Checa stracił mnóstwo punktów z powodu serii wywrotek, ale jak sam przyznaje, były one spowodowane próbami nadrabiania podczas hamowania strat, wynikających z dodatkowej wagi. Uważajcie też na takich zawodników jak Jonathan Rea czy Leon Camier.

O pietruszkę w Supersportach?

W klasie Supersport praktycznie wszystko już jest jasne. Mistrzostwo zapewnił sobie podczas ostatniej rundy Kenan Sofuoglu, a wicemistrzostwo, debiutujący w serii Jules Cluzel. Trzeci w tabeli jest jego rodak, doświadczony Francuz Fabien Foret. Były mistrz świata nie może jednak spać spokojnie, ponieważ tylko o osiem punktów wyprzedza w generalce Sama Lowesa.

Młody Brytyjczyk jeździ w tym roku w barwach lubelskiej ekipy Bogdanka PTR Honda, ale już po zaledwie dwóch sezonach w World Supersport, ma propozycję przejścia do MotoGP (co prawda na motocyklu CRT, ale jest taką opcją bardzo zainteresowany) – podobno wszystko rozstrzygnie się właśnie w ten weekend.

Lowes twierdzi, że nie ma dla niego znaczenia, czy ukończy ten rok na trzecim, czy czwartym miejscu w tableli i chce po prostu wygrać ostatni wyścig sezonu. Z jednej strony w awansie w tabeli może pomóc mu kolega z siostrzanej ekipy PTR Honda, Jules Cluzel, odbierając cenne punkty Foretowi, ale z drugiej strony, Cluzel z pewnością nie odda Lowesowi zwycięstwa przed własną publicznością. Zapowiada się więc ciekawie, tym bardziej, że bez presji pojedzie przecież Sofuoglu i może znów pogodzić całą trójkę rywali. Wyścig Supersportów w niedzielę, w Eurosporcie, o 13:30.

Chmielewski po pierwszą dziesiątkę w Superstock 1000

Bardzo ciekawie zapowiada się walka o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej pucharu Superstock 1000, gdzie szansę na triumf wciąż ma aż trójka zawodników. W stawce zobaczymy jak zwykle Polaka, Andrzeja Chmielewskiego (Ducati, Red Devils Roma), który dwukrotnie dojeżdżał w tym roku do mety w pierwszej dziesiątce, ale po powrocie do ścigania po dwuletnie przerwie, liczył na zdecydowanie więcej, niż osiemnaste miejsce w tabeli.

Po upadku w Portugalii, Chmielewski udał się do Francji z kontuzją barku, ale podkreśla, że nie powstrzyma go do przed walką o trzeci finisz w pierwszej dziesiątce. Jeśli tak się stanie, jedyny Polak w stawce w tabeli może jeszcze awansować o kilka pozycji. Wyścig Superstock 1000 w niedzielę, o 10:30 w Eurosporcie 2.

Polacy w czołówce Pucharu Europy Juniorów

Artur Wielebski i Adrian Pasek wciąż mogą wygrać motocyklowy Puchar Europy Juniorów. Mają na to matematyczne szanse, ale nie oszukujmy się, ich strata punktowa do lidera jest spora i sukcesem byłoby ukończenie sezonu na podium. Obaj nie myślą jednak o tym i chcą przede wszystkim ukończyć na podium dwa ostatnie wyścigi.

W ten weekend czeka ich bowiem podwójna runda. Pierwszy wyścig w sobotę, drugi w niedzielę – niestety, żadnego z nich nie będzie nam dane obejrzeć w telewizji. Na finisz w pierwszej dziesiątce liczy z kolei trzeci z naszych juniorów, Szymon Kaczmarek. Jeśli tak się stanie, może skoczyć do pierwszej dziesiątki także w ostatecznej klasyfikacji sezonu.

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły