WSBK 2012: Podsumowanie Assen
Mick
23 kwietnia 2012

Dziś możemy przyznać, że w naszej zapowiedzi weekendu w Assen trafnie przewidzieliśmy wszystkie możliwe scenariusze. Nie spodziewaliśmy się jednak, że praktycznie wszystkie spełnią się… jednocześnie! Witajcie w katedrze motorsportu!

Pierwszy wyścig World Superbike: Pogodowe zamieszanie

Te zmagania przypominały zakład z matka naturą, której ktoś rzucił wyzwanie, że wygra BMW. Chyba nawet gdyby wszyscy w stawce dosiadali modelu S 1000 RR, w tym wyścigu ta maszyna i tak nie sięgnęłaby po najwyższy stopień podium.

Wyścig miał jednak wszystko, za co kochamy sporty motorowe i emocjami mógłby podzielić się jeszcze z kilkoma innymi seriami. Najpierw na czoło wystrzelił zdobywca wszystkich tegorocznych Superpole, Tom Sykes. Brytyjczyk prowadził grupę trzynastu zawodników, ale kontrolował sytuacje. Przynajmniej do momentu, w którym jego Kawasaki zaczęło dymić, zmuszając „Grinnera” do zjazdu z toru. Na swoim „kopcącym” kołku, Sykes zdążył jeszcze przyblokować kilku rywali, a pomiędzy nim a Haslamem doszło niemal do rękoczynów na tylnej prostej, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Jak się później okazało, przyczyna problemów była banalna: luźny wężyk przy pompie wody.

Sytuacje wykorzystał duet BMW, ale kiedy Marco Melandri i Leon Haslam walczyli o prowadzenie z Sylvainem Guintolim i Jakubem Smrzem (nie spodziewaliśmy się, że ci dwaj będą tak konkurencyjni w samych wyścigach), deszcz w ostatnim sektorze doprowadził do przerwania wyścigu po zbiorowej kraksie w zakręcie De Bult.

We wznowieniu na mokrym torze, na czoło stawki w ulewnym deszczu wystrzelił Haslam, narzucając tempo o trzy sekundy lepsze od rywali. Po trzech kółkach chyba nieco zbyt pewny siebie Brytyjczyk wylądował jednak w żwirze bez szans na powrót na tor. Po chwili na czele znalazł się Włoch Ayrton Badovini na prywatnym BMW ale on także upadł, na dodatek w najszybszym zakręcie toru tuż przed ostatnią szukaną. Na tym etapie malutki Melandri był już bez szans, z uwagi na swoje gabaryty nie mogąc dostarczające dociążyć tylnej opony.

W takich warunkach bezkonkurencyjne okazało się Ducati, które zdominowało podium. Swoje pierwsze zwycięstwo w serii wywalczył przesympatyczny Francuz Sylavin Guintoli, zostając jednocześnie 68 zawodnikiem na liście zwycięzców World Superbike. Podium uzupełnili koledzy z ekipy Althea Racing, ale o dziwo, debiutujący w tym roku w serii Włoch Davide Giugliano, wyprzedził swojego broniącego tytułu team-partnera i Carlos Checa musiał zadowolić się trzecim miejscem. Co ciekawe, Giugliano bardziej niż o pokonanie Hiszpana martwił się o to, „aby nie popełnić błędu, który mógłby popsuć wyścig Carlosa” – to się nazywa jazda zespołowa. Tuż za ich plecami finiszował Włoch Max Biaggi (Aprilia), który ruszał do restartu z 13 pozycji, ale utrzymał za swoimi plecami Eugene’a Laverty. Sykes, którzy wycofał się z pierwszej części na kilka okrążeń przed czerwoną flagą, nie mógł oczywiście wziąć udziału w restarcie.

Drugi wyścig World Superbike: Rea wypełnia tradycję

To już trzeci rok z rzędu, kiedy Jonathan Rea, reprezentujący lokalny zespół Ten Kate Honda, wygrywa przynajmniej jeden wyścig World Superbike w Assen. Tym razem nie było to jednak takie łatwe, jak w przeszłości.

Tor był co prawda całkowicie suchy, ale temperatura asfaltu była wyjątkowo niska, dlatego niektórzy postanowili założyć przejściową, przednią oponę typu intermedium. Zrobił tak m.in. Jakub Smrz, który prowadził niemal od startu, w pewnym momencie odskakując rywalom aż na sześć sekund.

Jonathan Rea i Sylvain Guintoli (obaj na slickach) pod koniec wyścigu, kiedy temperatura nieco wzrosła, dogonili jednak Czecha i wyprzedzili go na trzy kółka przed metą. Chwilę później Smrz upadł, rozkojarzony dublowaniem wolniejszego zawodnika w jednym z najszybszych zakrętów toru.

Ostatecznie Guintoli, zwycięzca pierwszego wyścigu, na finiszu nie mógł już dotrzymać kroku liderowi, pozwalając Rea na zwycięstwo z przewagą blisko trzech sekund. Co ciekawe, 25-latek z Irlandii sięgnął po zwycięstwo choć tak mocno uszkodził sobie serdeczny palec prawej ręki po upadku w pierwszym wyścigu, że po okrążeniu wyjazdowym przed drugim startem, musiał pobiec do centrum medycznego po zastrzyk przeciwbólowy!

Klucz do sukcesów Ten Kate i Rea w Assen? To domowy tor dla holenderskiej ekipy, stąd liczne testy. Rea testował tutaj tydzień przed rundą, dysponując dwoma motocyklami (w tym roku w World Superbike podczas rundy każdy zawodnik może używać tylko jednej maszyny). Zespół przesunął środek ciężkości i pozycję samego zawodnika, bardziej do tyłu, co poprawiło przyczepność w pełnym złożeniu i pozwoliło na wykorzystanie w wyścigu twardej, tylnej opony.

Za plecami liderów zacięty pojedynek o najniższy stopień podium wygrał Laverty, utrzymując za sobą fabryczny duet BMW (warto zaznaczyć, że Haslam korzystał z przedniej opony przejściowej, przez co przegrał walkę z Melandrim po foto-finiszu).

Zdobywca pole position, Tom Sykes, którego z pierwszego wyścigu wyeliminowała awaria, był dopiero szósty i spadł na trzecie miejsce w tabeli. Brytyjczyk nie potrafił wykorzystać zalet płynących z zastosowania twardej tylnej opony (takiej samej użył Rea) i może być chyba uznany za wielkiego przegranego weekendu. Gdyby nie awaria, „Grinner” miałby dużą szansę, aby powalczyć o zwycięstwo na mokrym torze w powtórce pierwszego wyścigu. Tymczasem zawodnik Kawasaki wciąż musi poczekać na swoje pierwsze zwycięstwo w tym roku, choć był bezkonkurencyjny we wszystkich trzech tegorocznych sesjach Superpole.

Liderem, mimo wyjątkowo przeciętnego weekendu i odpowiednio 4 i 8 miejsca na mecie, został Max Biaggi. Wszystko to dlatego, że punktów w drugim wyścigu nie zdobył Checa. Hiszpan zaryzykował i założył deszczowe opony, licząc na kolejną zmianę pogody. Co prawda tor był niemal całkowicie suchy, ale organizatorzy ogłosili „mokry wyścig”. Gdyby więc spadł deszcz, zawodnicy musieliby zjechać na aleję serwisową na zmianę opon ze slicków na wety. Nic takiego się jednak nie stało i tuż po starcie Checa wrócił na pit-lane po slicki. Choć od tego momentu był najszybszym zawodnikiem na torze, do mety dojechał ostatni z okrążeniem straty. Po wszystkim Hiszpan określił niedzielne zmagania jako „prawdopodobnie najgorsze wyścigi Superbike w jakich startował”. Biaggi wyprzedza go teraz w tabeli o jeden punkt.

Paddock World Superbike wciąż dochodzi do siebie po strasznym wypadku, jakiemu podczas niedawnych testów we Włoszech uległ zawodnik Kawasaki, Hiszpan Joan Lascorz, który w efekcie uszkodzenia rdzenia kręgowego doznał paraliżu nóg. Z tego powodu wszyscy bardzo mocno przeżyli także niedzielny wypadek Kanadyjczyka Bretta McCormicka, który doznał złamania dwóch kręgów kręgosłupa. Na szczęście zawodnik Effenbert Liberty Ducati nie doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego, ale najbliższe dni spędzi w szpitalu w Holandii, a jego start w kolejnej rundzie stoi pod dużym znakiem zapytania.

World Supersport: szokujący comeback

Jeszcze na początku siódmego okrążenia rozgrywanego w ulewnych strefach deszczu wyścigu Supersportow, po swoje pierwsze zwycięstwo w MŚ jechał reprezentujący barwy polskiej ekipy Bogdanka PTR Honda, Sam Lowes. Podobnie jak Haslam w restarcie pierwszego wyścigu Superbike, Brytyjczyk narzucił nieosiągalne dla innych tempo, ale w pewnym momencie zaliczył uślizg po wyjechaniu w kałuże i wylądował na poboczu.

Tym sposobem niespodziewanie na czele stawki znalazł się Lorenzo Lanzi, który szybko uporał się z Kenanem Sofuoglu i wygrał wyścig z przewagą dwunastu sekund nad Turkiem. Co ciekawe, Lanzi został do Assen ściągnięty w ostatniej chwili po tym, jak zespół Prorace opuścił Czech Lukas Pesek. Nie wiadomo, czy Włocha zobaczymy w akcji także podczas kolejnej rundy we Włoszech.

Podium uzupełnił Rosjanin Vladimir Leonov, zaś trzy punkty wywalczył Amerykanin PJ Jacobsen, zastępujący Pawła Szkopka w barwach Bogdanki. 18-latek startował z 24 pola ale już na pierwszym kółku przebił się ma dwunaste miejsce, ostatecznie finiszując na trzynastej pozycji.

Po problemach Lowesa i zwycięzcy z Imoli, Fabiena Foret, nowym liderem został Sofuoglu, który zrównał się punktami z Francuzem. Sam traci do nich 14 oczek.

FIM Superstock 1000: Punkty Chmielewskiego

Po drugie zwycięstwo z rzędu sięgnął dosiadający BMW Francuz Sylvain Barrier, utrzymując za sobą dwa Ducati Panigale; Lorenzo Salvadoriego i Eddiego La Marry reprezentujących ekipę wspieraną przez włoską federacją motocyklową FMI. Jedyny Polak w stawce, Andrzej Chmielewski (Red Devils Roma, Ducati 1098R) był trzynasty i niezadowolony po tym, jak dał się namówić mechanikom na opony typu intermedium na suchy tor (wyścig uznano jako mokry, więc ryzyko mogło się opłacić). Wyścig przerwano po 9 z 13 okrążeń po tym jak Panigale Federico Sandiego rozlało olej na tylnej prostej.

European Junior Cup: Dominacja Polaków

Adrian Pasek był pierwszy, a Artur Wielebski trzeci w otwierających sezon EJC wyścigu w Assen. Dziewiąty finiszował trzeci z zawodników Bogdanka Junior Team Poland, Szymon Kaczmarek. Cała trójka zwycięsko walczyła o pozycje do samej mety i wszystko wskazuje na to, że Pasek i Wielebski będą faworytami juniorskiego cyklu, w którym wszyscy dosiadają identycznych motocykli KTM 690 Duke.

Pasek i Wielebski na podium EJC - foto Kasia Skrzypek

Pasek pokazał klasę walcząc z doświadczonym, startującym z dziką kartą Robem Hartogiem, bratankiem byłej holenderskiej gwiazdy klasy 500ccm, Wila Hartoga. Na uwagę zasługuje jednak również jazda Wielebskiego, który startował z odległego, 11 pola startowego po upadku w kwalifikacji, zaś kilka dni przed weekendem cudem uszedł z życiem z groźnego wypadku samochodowego w drodze do Assen.

Kolejna runda MŚ i serii towarzyszących już za dwa tygodnie na włoskim torze Monza.

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły