Co zrobić kiedy jesteś na Bali gdzie jedyny rzetelny środek transportu to skuter? Nauczyć się jazdy na skuterze!

Autor: Laura Czebotar jest pisarką i podróżnikiem.
Prowadzi bloga Lost Is The New Found.

Kiedy kilka miesięcy temu zdecydowałam się zanurzyć w głąb Azji, przez głowę przeleciało mi, że to będzie dobra okazja, aby nauczyć się jazdy na skuterze.

Do nauki jazdy na motorze szykuję się od lat.

Kiedy powiedziałam o tym mojemu byłemu chłopakowi, jeszcze za czasów kiedy “byłym” nie był, podjarał się tym pomysłem tak bardzo, że zaoferował sfinansowanie mojej nauki jazdy.

Jego zapał okazał się jeszcze bardziej słomiany niż mój. Nie tylko do mojej nauki, ale i do mnie i z jednego i drugiego nic nie wyszło.

Pomimo tego, moja miłość do dwóch kółek niewiele się zmieniła i jak kot zastygły w ruchu kiedy polując czeka na mysz, ptaka lub żuka, czekałam na odpowiednią chwilę.

Chwila nadeszła w formie konieczności.

Nie ma szans, żeby mieszkać na Bali i nie umieć jeździć na zmotoryzowanych dwóch kółkach!

Kiedy pierwsza euforia po dotarciu do Azji opadała, poprosiłam mojego przyjaciela Tommego (znany z Aniołków Tommego, Playboya oraz Huna Mana) o kilka wskazówek co, jak i kiedy mam robić, żeby chwilę niechybnej śmierci od siebie oddalić, kiedy to dosiądę mojego rumaka.

Albo raczej źrebaka.

Jedziesz, Mała, jedziesz!

Jedziesz, Mała, jedziesz!

Tommy owszem zgodził się na naukę, ale nieszczególnie się do niej palił. Na szczęście jakość życia osoby niezmotoryzowanej bardzo mnie kłuła, więc nie poddawałam się szybko. W końcu Tommy się zebrał. Nałożył swoją czapkę bejsbolową, wziął książkę, kiwnął na mnie głową i powiedział: Dawaj, Mała.

Do dawania skora nie jestem, ale zorientowałam się, że mam po prostu nałożyć buty, tudzież japonki, i zasuwać za nim.

To akurat nie było trudne.

Wskoczyłam na jego źrebaka i ruszyliśmy w siną dal. Pięćset metrów później, Tommy skręcił w lewo (no przecież wiadomo, że nie w prawo – lubimy żyć na krawędzi). Zatrzymał skuter, wyłączył zapłon i wcisnął mi kask w ręce. Nakładaj.

Laura nałożyła kask z kwaśną miną, mogłabym napisać i byłaby to prawda. Ale cóż – bezpieczeństwo najważniejsze! Poza tym, skoro obiecałam mojej mamie, że nie będę jeździć na skuterze, to chociaż mogę dla niej ten kask nałożyć.

Tommy pokazał co i jak. Gdzie odpalać, gdzie hamować, gdzie przyspieszać, gdzie trąbić. No, jedź! To pojechałam.

Tam i z powrotem wzdłuż spokojnej drogi ze sto razy.

Świadków moich nauk nie było zbyt wielu, ale mieszkając w wiosce surferskiej, spotkasz dużo gorących surferów… Nawet kiedy jedziesz koślawo na skutrze, bo pierwszy raz w życiu ogarniasz ten sprzęt.

Podróże małe i duże: nauka jazdy na dwóch kółkach na Bali.

Sa surferzy, są i pozowane foty!

Jedyne co mogłam zrobić to skupić się tym, żeby się nie wywalić i chociaż w ten mały sposób pokazać sobie jaka jestem zajebista.

Prawie się udało. Co prawda gleby nie było (przepraszam, że rozczarowałam), ale było chybotliwie i ruch uliczny nie raz, nie dwa wstrzymałam. Na tyle na ile można wstrzymać ruch uliczny i pęd życia na Bali.

Rób kółka, rób ósemki.

Robię. I robię. I w końcu znaczynam ogarniać o co chodzi w tym skutrze… Kilka dni wcześniej spotkałam Jawajczyka na wypasionym customie, którego sam zrobił. Motocykl na tyle oryginalny, że zaczęliśmy rozmawiać. Wtedy usłyszałam, Umiesz jeździć na rowerze? No umiem. To na motocyklu też umiesz.

Przypomniałam sobie te słowa i wzruszyłam ramionami. No, faktycznie coś w tym jest. Szybciej, mocniej, piękniej. Tak jak lubię.

Od tego momentu wszędzie jeżdżę na skuterze. Nawet do salonu piękności sto metrów dalej. A jakże! Muszę szkolić swoje umiejętności. Tym bardziej, że chcę się przesiąść na motocykl.

Na motocykl??? Widzę moją mamę jak łapie się za serce i mdleje. Pada na podłogę, otwiera jedno oko i sprawdza czy aby na pewno widziałam. Nie, nie widziałam. Na motocykl.

Na Bali mieszkam obok Deus Ex Machina… Słów brakuje na to miejsce, ale jeżeli ktoś lubi customy, to jest to swojego rodzaju świątynia.

Podróże małe i duże: nauka jazdy na dwóch kółkach na Bali.

Do tylko mały smaczek tego co dzieje się w Deusie…

Niesamowite motocykle, stojące dumnie w rzędzie, spogladają niedbale na przechodniów. Nie biorą gapiów takich jak ja na poważnie. Czekają na prawdziewego Zdobywcę. Czasami tam idę wchłaniać ich piękno. Zgrabną sylwetkę, masywny kształt, gładkie linie i dopracowane profile.

O, tak, mamo. Przesiadam się na motocykl.

Ale jeszcze nie teraz.

Teraz ograniam skuter. Jeżdżę po Bali, wciskam się do stolicy, Denpasar, i czasami manewrując pomiędzy samochodami i innymi skuterami czuję się jak gierce. O to chodzi, tak? Mam bujną wyobraźnię i czuję, że właśnie z powodu tej gierki na motocykl dla mnie może być za wcześnie.

Zatem dosiadam mojego źrebaka. Obecnie zielonego jak trawa wiosną. I pędzę uliczkami, odkrywam czym jest silnik pomiędzy nogami. No prawie. W tym wypadku pod pośladkami, ale niewiele brakuje.

Dzień po dniu idzie mi coraz lepiej.

Tym można kierować biodrami???

No to kieruję biodrami każdego dnia. Czasami lepiej, czasami gorzej. Zawsze z uśmiechem. Bywa, że jadąc po prostej drodze ćwiczę ten ruch i rytm. Mój kolega się śmieje, Widziałem jak tańczysz na skuterze!

To właśnie w jeździe na skuterze jest piękne. Wystarczy, że siadam na tę maszynę i uśmiech sam pcha mi się na usta. Odpalam. Silnik trochę kaszle. Dodaję gazu. Ok, działa.

Przedostaję się na główną drogę i ruszam do przodu. Mijam domy, świątynie, uliczki, palmy i bananowce. Wszystko skąpane w zapachu kadzidełek palących się na ulicach. Sklepy, bary, psy, a uśmiech cały czas na twarzy.

Wchodzę w zakręt. BIODRAMI. I jadę dalej. Zaczynam jeździć całkiem nieźle, ale może to ułuda? Zwalniam więc trochę.

Lost Is The New Found w trasie

Za każdym razem…

Chcę, żeby to motocykl mnie niósł do przodu, a nie moje Ego.

Dzień po dniu czuję coraz mocniej jakie to jest właściwe. Rozumiem, że motocykl już zawsze musi u mnie być pod ręką… A raczej pod nogami, pośladkami, …  Ach, nieważne. Przyjdzie samo.

I to by było na tyle! Wyraźnie widać tendencję rozwojową w mojej miłości do dwóch kółek. Chcesz wiedzieć co dalej? Jak idzie moje przesiadanie się na motocykl? Daj znać w kometarzu!

Wielkie dzięki dla Nemanja Saric za zdjęcia!