Pomysł, spotkanie, ustalenie szczegółów. Efekt? Szybki, 4-dniowy wypad ze znajomymi w Alpy!

Od redakcji: Całkiem niedawno na naszej skrzynce pocztowej znaleźliśmy wiadomość od Krzyśka. Opisał dwie wyprawy motocyklowe ze znajomymi. Relację z podróży do Albanii w 2015 już mieliście okazję przeczytać, a teraz zapraszamy Was na film i krótkie wrażenia z szybkiego wypadu w Alpy w 2016.

Zimowe zapotrzebowanie na jazdę zrodziło pomysł na wypad gdzieś dalej, nie kolejny raz Słowacja, a w Alpy… Post na naszej małej Faceebokowej grupie MotoKos i 5 głodnych wycieczki osób zgłosiło swoją chęć wzięcia udziału. Czerwiec przyniósł spotkanie przy gorzkim napoju i ustalenie szczegółów. Start czwartek rano, szybki dojazd nudnymi autostradami do Austrii. Cel podróży: szybko dojechać na miejsce, powić się po zakrętach Austriackich Alp i szybki powrót do domu.


Meldujemy się na polu namiotowym nad jeziorem w Zell Am See (polecamy), nocka i rano startujemy na Grossglockner…. Po drodze dziesiątki jak nie setki zakrętów między śniegiem w temperaturze +25 st. C, wspaniałe zakręty, piękne widoki, tunele – bajka. Wspinamy się na szczyt, Mmtocykle tracą zapęd do górskiej wspinaczki już po przekroczeniu 2000 m n.p.m., po prostu nie miały czym oddychać. Po czym powrót do podnóża „Grossa” na obiad i znów wracamy do zabawy na alpejskich zakrętach. Wyjazd do punktu widokowego Edelweisshutte… Stamtąd wracamy na odpoczynek do malowniczego Zell Am See.

Kolejny cel dnia następnego to zapora zwana Malta, Hochalpenstraße. Znów niezliczone zakręty, wodospady… Sama zapora też warta zobaczenia, jej usytuowanie i wysokość robi wrażenie. Droga powrotna z zapory przyniosła małe wyścigi z Emerytami, nieźle ogarniającymi swoje „Prosiaki”, które na tablicy miały nielubiane D. Obiadek, szybkie ustalenia dalszego przejazdu i ruszamy na Nockalmstrasse… Po przekroczeniu bramek naszym oczom ukazuje się znak informujący o zakrętach ciągnących się przez ok. 40 km, okolica już nie tak malownicza jak Alpy, ale za to sama trasa nie odbiegała tym alpejskim… Wieczorem docieramy do Villach i tam znajdujemy nocleg na świetnym polu namiotowym Seecamping Berghof (też polecamy).

Na niedzielę został szybki powrót do domu, znów nudne autostrady, ale w poprzednie dwa dni mało nie wykończyliśmy łożysk główki ramy na zakrętach, więc teraz pora troszkę odpocząć… Na pewno jeszcze wrócimy w tamte okolice!