Kiedy mój przyjaciel, Piotr, dowiedział się, że będę w Kerali w Indiach, powiedział, żebym koniecznie pojechała zobaczyć drogę, która wije się pomiędzy plantacjami herbaty i jest jedną z najpiękniejszych jakimi w życiu jechał.

Autor: Laura Czebotar jest pisarką i podróżnikiem.
Prowadzi bloga Lost Is The New Found.
Pamiętacie, jak uczyła się jeździć skuterem na Bali?

Idziemy za ciosem

Royal Enfield w Kerali, Indie

Nasze Bestie: Royal Enfield.

Pierwsze co zrobiliśmy po dotarciu do Fortu Kochi w Kerali, to wyruszyliśmy na poszukiwania wypożyczalni motocykli i-One Two Wheelers. Znalezienie tego miejsca nie było trudne, gdyż chodnik przed ich dobytkiem był zastawiony motocyklami oraz częściami do nich, więc już z daleka można było się domyślić gdzie jest wypożyczalnia.

Kiedy właściciel usłyszał, że chcemy sprzęt na wycieczkę, od razu poprowadził nas w boczną uliczkę, w której zatrzymał się przy małej szopie. Nonszalanckim gestem wskazał stojące w niej motocykle. Trzydzieści Royal Enfieldów, stojących w dwóch równych rzędach, wszystkie zrobione na igłę.

Z wrażenia opadła mi szczęka. Poczułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.

W ten własnie sposób przypieczętowało się moje przeznaczenie: w dwa miesiące po tym jak nauczyłam się jeździć na motocyklu, wyruszyłam na wycieczkę przez Indie na potężnym Royal Enfieldzie.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Podróż po Kerali

Obliczyliśmy, że będziemy potrzebować jeden dzień, żeby pojechać do Munnaru, tam zostaniemy na noc, a następnego dnia zobaczymy plantacje herbaty oraz wrócimy do Kochi.

Intensywnie, ale nie mieliśmy więcej czasu, ponieważ czekał nas rejs łodzią po rozlewiskach Kerali. (Piotr zrobił tę trasę w trzy dni i czułam, że ten dodatkowy dzień przydałby się też nam.)

Royal Enfield w Kerali, Indie

Podróż do Munnaru zaczęliśmy drogą numer 49, ale szybko okazało się, że jazda w takich warunkach nie jest zbyt zabawna. Tłok, hałas, zanieczyszczenie.

Wszystkie mrożące krew w żyłach historie, które słyszeliście o ruchu ulicznym w Indiach… są prawdziwe. Ciężarówki mijały nas na pełnej parze nie robiąc sobie nic z tego, że ktoś inny jest też na drodze. Zdałam sobie sprawę, że wcale nie tak trudno byłoby wylądować pod czyimiś kołami.

Boczne drogi

Kiedy dotarliśmy do pierwszego większego miasta, Muvattupuzha, otworzyłam mapę, żeby poszukać bocznej drogi, która zbliży nas do celu podróży.

Wśród gąszczu różnego rodzaju arterii, znalazłam cienką, białą żyłkę bez żadnego numeru, która nazywała się Neriamangalam Painavu Road. Odetchnęłam z ulgą. Wszystko lepsze niż drogi “ekspresowe”.

Rozjazd na drogę Neriamangalam Painavu był tak skromny, że prawie go minęliśmy, a skręcając nie byliśmy pewni, czy to właściwa trasa. Ale już po chwili śmigaliśmy wśród zielonych wzgórz z wysokimi drzewami rosnącymi po obu stronach drogi, na której byliśmy tylko my i nikt więcej. No, może okazyjny tuktuk.

Royal Enfield w Kerali, Indie

O takich drogach można sobie tylko pomarzyć. Cała trasa była w bardzo dobrym lub dobrym stanie.

Z lewej strony rozciągała się dolina, a w niej płynęła rzeka Periyar. Po drugiej stronie wody, nasze oczy zachwycały niesamowite góry. Cień drzew dawał nam przyjemne wytchnienie, a brak innych pojazdów oznaczał, że byliśmy w stanie czuć zapach otaczającej nas natury.

W ten sposób, poprzez lasy, wzgórza i mosty, dotarliśmy do drogi numer 185, która zabrała nas z powrotem na drogę numer 49. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Munnar, zadowoleni, że udało nam się odkryć trasę-perełkę z dala od utartego szlaku.

Noc w Munnarze

Do Munnaru dotarliśmy po zachodzie słońca. Na miejscu czekała nas niespodzianka. Okazało się, że znalezienie noclegu, który by w miarę wyglądał i jednocześnie miał przystępną cenę, wcale nie jest takie łatwe. Wszystkie hotele były albo pełne, albo zniszczone, albo 5* ze zwariowanymi cenami.

W końcu, szczęście się do nas uśmiechnęło i znaleźliśmy czysty, przyjemny hotel po niedawnym remoncie, który miał właściciela skorego do negocjacji ceny.

Zakwaterowaliśmy się w SN Hotel i poszliśmy odkrywać kuchnię lokalną w jednej z licznych restauracji przy drodze Kochi – Dhenushkodi.

Ostateczny cel: Droga numer 19

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano. Po wspaniałym Masala Dosa na śniadanie, wskoczyliśmy na nasze motocykle. Trasę, która była celem całej tej wyprawy, znaleźliśmy bardzo szybko.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Droga numer 19 ma idealną strukturę. Jest ułożona jak najlepsze opowiadanie, ponieważ ma początek, środek i zakończenie. Posiada również swój własny punkt kulminacyjny. Jak tylko w nią skręcisz, wciąga całą Twoją uwagę i wabi niespotykanym pięknem poprzez całą swoją długość.

Trasa zaczyna się sielankową scenerią, w której główną rolę gra rzeka oraz małe domki stojące przy wolno płynącej wodzie. Brzegi rzeki są porośnięte wysoką trawą, kolorowymi kwiatami oraz kwitnącymi drzewami, które powoli zamieniają się w pokryte lasami oraz krzewami wzgórza.

Niedługo później, wszystko to ustępuje miejsca plantacjom herbaty.

W tym momencie byliśmy już pełni achów i ochów, ponieważ z lewej i z prawej strony mieliśmy wielkie pola uprawne herbaty, gdzie wszystkie krzewy były soczyście zielone, wszystkie przycięte do tej samej wysokości.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Kiedy pomyślałam, że to miejsce nie może być bardziej cudowne, wydarzyło się coś niesamowitego: otoczenie stało się jeszcze piękniejsze.

Baśniowy świat

Kiedy wjechaliśmy w serce plantacji herbaty, wzgórza ukazały nam się w całym swoim majestacie. Nie było innej możliwości niż zatrzymać się i zsiąść z Royal Enfieldów.

Stojąc pośrodku zielonego patchworku, patrzyliśmy na hektary bujnych krzewów. Byliśmy w oceanie świeżej, rosnącej herbaty!

Praca ludzkich rąk w połączeniu z naturalnym otoczeniem stworzyła perfekcyjne dzieło sztuki.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Usiedliśmy na murku, krzewy herbaty zaczynały się zaraz przy naszych stopach, i straciliśmy poczucie czasu. To co działo się wokół nas przykleiło naszą uwagę na dobre.

W końcu jednak trzeba było otrząsnąć się z zadumy. Czas nieubłaganie pchał nas do przodu.

Z powrotem do Fort Kochi

Royal Enfield w Kerali, Indie

Świeże kokosy z takim widokiem? Poproszę!

Kiedy opuściliśmy plantacje herbaty, wjechaliśmy w wyższe góry, z których roznosił się wspaniały widok. Góry i lasy ciągnęły się poza linię horyzontu, a nad nimi unosiła się delikatna mgła, nadając mistycznej głębi widokowi, który rozciągał się u naszych stóp.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Trasa w przybliżeniu.

Podążając drogami numer 40 oraz 43, dostaliśmy się na drogę numer 49 po raz kolejny. Słońce chyliło się ku zachodowi i perspektywa nocnej jazdy wśród szalonych kierowców ciężarówek sprawiła, że przyspieszyliśmy nasze motocykle, aby zdążyć do Kochi przed nocą.

Royal Enfield w Kerali, Indie

Położenie Kerali.

Kiedy wjechaliśmy do miasta, udaliśmy się od razu do Oceanos, restauracji, którą odkryliśmy kilka dni wcześniej. Jedzenie tam podawane jest tak wyśmienite, że nie mieliśmy potrzeby odkrywać żadnego innego. Chcieliśmy to samo jedzenie, jeszcze raz.

Czuję się teraz podobnie odnośnie drogi numer 19 w Kerali. Spróbowałam czegoś wyjątkowego i teraz wyglądam kolejnej okazji, kiedy będę mogła doświadczyć drogi o takim poziomie piękna. Marzenia?

Być może.

A jak z Wami? Jakie trasy są waszymi Top 1? Jaką drogę moglibyście polecić jako doświadczanie życiowe?