Co motocykliści mają robić w zimę? Gdy motocyklami nie da się jeździć, sporą dawkę adrenaliny zapewnić mogą snowboard lub narty. Ale czy da się wpaść na stok bez konieczności zakupu konkretnych, snowboardowo-narciarskich ciuchów? Jędrzejak to sprawdził.

Wiele lat temu nauczyłem się jeździć na nartach oraz snowboardzie. Jestem zwolennikiem tej drugiej opcji i mimo, że lubię ten sport, to z wielu różnych przyczyn przez wiele lat nie jeździłem na desce. W (niestety) mijającym sezonie zimowym powróciłem na stoki. Okazało się, że ze „śnieżnego” wyposażenia pozostała mi tylko deska snowboardowa, wiązania i buty. Podstawa jest, ale zupełnie nie miałem w co się ubrać. Rozwiązanie było proste – przetestować ciuchy motocyklowe na snowboardzie. (Mogłem też po prostu pójść na zakupy, no ale wiecie, to nie są tanie rzeczy, a w redakcji się nie przelewa.)

Zastanówmy się nad tym. Odzież motocyklowa zaprojektowana jest, aby wytrzymać spotkanie z asfaltem. Posiada sporo ochraniaczy, w tym kluczowy ochraniacz pleców. Często jest wodoodporna. Ma zapinane kieszenie i sporo praktycznych rozwiązań. Co może pójść źle? Coś na pewno, więc czekamy również na Wasze opinie.

cof

Ciuchy motocyklowe typowo letnie raczej nie zdadzą egzaminu, szczególnie te z przewiewnymi siateczkami mesh – no chyba że lubicie, gdy jest Wam zimno i mokro. Kombinezony skórzane? Też raczej nie. Jednak wszelkie ciuchy tekstylne z segmentu podróżniczo-adventure, czyli gotowe na trudne warunki atmosferyczne, powinny sprawdzić się świetnie. Ja znalazłem w swojej szafie kurtkę Spidi Warrior H2Out (klik) oraz spodnie Thunder H2Out (klik). Jest to zestaw do jazdy na co dzień, gotowy na gorsze warunki atmosferyczne, ale zdecydowanie nie jest „hardkorowym zestawem adventure”. Raczej nie nadaje się też do jazdy motocyklem w upalne dni.

Wodoodporność

Kurtka jest nieprzemakalna sama w sobie, bez potrzeby stosowania dodatkowej membrany. Posiada jednak dodatkową podpinkę ocieplającą, która na stoku okazała się niezbędna. Spodnie posiadają membranę wodoodporną, bez podpinki ocieplającej. Snowboard ma to do siebie, że często siedzi/leży się na śniegu. Nawet przy dodatnich temperaturach, gdy śnieg był mokry, zestaw Spidi nie przemókł ani razu.

cof

Komfort termiczny

Warstwy tekstyliów mojego Spidi opisałem wyżej. Do tego używałem bielizny termoaktywnej Bruebeck. Kurtka ma niestety niski kołnierz, więc w zależności od temperatury, na szyję zakładałem jeden lub dwa buffy / kominy. Na stokach jeździłem w różnych temperaturach, mniej więcej od +8°C do -9°C. Czasem trzeba było dołożyć warstwę bielizny, innym razem pozbyć się podpinki z kurtki i otworzyć wywietrzniki, ale ani razu zestaw Spidi mnie nie rozczarował. Ważne, że kurtka spina się ze spodniami za pomocą suwaka – dzięki temu ani śnieg, ani wiatr nie dostawały się pod odzież.

cof

Ochraniacze

Ten aspekt zastosowania odzieży motocyklowej na stoku uważam za najlepszy. Totalny game-changer. Jeżdżąc na snowboardzie, często upada się (lub po prostu podpiera się) na łokciach i kolanach. Pamiętam, że często do domu wracałem poobijany. Tym razem nic a nic! Świadomość, że możesz upaść na chronione kolana, biodra, plecy, czy łokcie, nawet jeżeli pod cienką warstwą śniegu jest zmrożony lód, jest nie do podrobienia. Polecam!

Rękawice

Pierwsze dwie wizyty na stoku zaliczyłem w turystycznych rękawicach Modeka Travelmasters. Na motocyklu sprawdzały się w temperaturach w okolicy +5°C, były wodoodporne w deszczu, a jak się okazało, na stoku też fantastycznie dawały sobie radę. Jednak przez ciągły kontakt ze śniegiem i lodem, a przede wszystkim przez swoje zużycie, w końcu białą flagę wywiesiła wstawka z miękkiego materiału na palcu wskazującym. Na motocyklu służyła do przecierania wizjera. Gdy materiał przetarł się, szybko rozerwała się też  wewnętrzna membrana i rękawice straciły wodoodporność. Odeszły na zasłużoną emeryturę. Miały prawo – intensywnie użytkowałem je przez 8 lat. Ich miejsce zajęły rękawice typowo snowboardowe.

oznor

Kask

Kilkanaście lat temu nikt nie myślał o kaskach na polskich stokach – nawet organizatorzy obozów dla młodzieży. Dlatego niezwykle cieszy mnie fakt, że dziś na stoku ciężko spotkać kogokolwiek bez kasku. Ja oczywiście nie posiadam typowego kasku narciarskiego czy snowboardowego. Do wyboru miałem użycie kasku motocrossowego (Fox V3) lub adventure (Arai Tour X-4) – rzeczywiście widziałem na stoku kilka osób, które wybrały te rozwiązania.

Jednak wybrałem coś jeszcze innego – kask przeznaczony do rowerowego enduro, w moim przypadku jest to Fox Flux. Jest lekki, wytrzymały i jest zbudowany tak, aby chronił również potylicę. Niestety, jak to kaski na rower, jest „dziurawy”, a to oznacza, że pod kask zakładałem albo cienką, rowerową czapeczkę termiczną, albo grubszą czapkę zimową. Kask rowerowy na stoku wygląda „trochę dziwnie”, ale poza tym swoją funkcję ochronną spełnia.

cof

Gogle

Gogle na stoku zdecydowanie nie zaszkodzą – szczególnie, gdy jest zimno, wieje lub pada śnieg. Początkowo używałem motocrossowych gogli Thor. Mają pojedynczą szybę – w offroadzie nie parowały… Ale na stoku (szczególnie gdy było zimno i wilgotno), przy każdym wjeździe do góry walczyłem z zamarzającą parą. Nie polecam. Szybko kupiłem typowo zimowe gogle z podwójną szybką zapobiegającą parowaniu.

cof

Swoboda ruchów

Ten aspekt jest prawdopodobnie największym znakiem zapytania w przypadku użycia motocyklowych ciuchów na stoku. Ja miałem odwrotny problem. W ostatnim czasie zrzuciłem kilka kilogramów, a więc kurtka i spodnie były o przynajmniej dwa rozmiary zbyt duże. Dzięki temu mógłbym bez problemu dołożyć sweter pod kurtkę (obyło się bez potrzeby). No i pasowałem do luźnego stylu ciuchów snowboardowych… Na swobodę ruchów nie mogłem narzekać.

Niestety szerokość nogawek moich spodni motocyklowych nie jest przystosowana, aby do końca zapiąć się na obszernych butach snowboardowych. Z kolei suwak na mankietach rękawów kurki pozwalał albo włożyć rękawice w rękawy, albo odwrotnie.

Znajomy (pozdro Kuba!) doniósł mi, że sam też próbował jazdy na nartach w ciuchach motocyklowych. Czuł jednak, że jego ciuchy nie są ergonomiczne dostosowane, ograniczały swobodę, a więc porzucił pomysł.

Czekamy na Wasze opinie i doświadczenia!

Zdjęć oraz przyjemności z jazdy na stoku
nie byłoby, gdyby nie Ewa. Dziękuję!