KTM 1290 Super Duke R – eksplozja wściekłości. 

Dzisiaj kończymy drugi dzień jazd testowych nowym SuperDukiem… Pierwsze wnioski?

Wyobraźcie sobie, że maszyna ma silnik o pojemności Suzuki Hayabusy, tyle tylko, że dwucylindrowy, gdzie tornado mocy zaczyna się od najniższych obrotów i wywołuje totalne trzęsienie ziemi! A potem jest już jak u Hitchcoka – wraz ze wzrostem obrotów zaczyna rosnąć napięcie. W dolnej części skali silnik przypomina nieco ułożone RC8, ale kiedy wkręci się wyżej, macie wrażenie jakby wybuchła wirówka i eksplodowała tysiącem oktanowych M&M’sów. Moment obrotowy „Bestii” powoduje, że z każdego zakrętu wychodzisz na jednym kole – podniesienie przodu do góry na czwartym biegu przychodzi z taką łatwością jak przy większości superbików na dwójce… Jednak jak w każdym produkcie doszukaliśmy się wad – niedługo wstępny raport na łamach portalu wraz z filami z jazdy, a szczegółowy opis każdego aspektu związanego z jazdą Super Dukiem oraz jego sportową, torową wersją znajdziecie w listopadowej MotoRmanii za niecałe 2 tygodnie.