Druga połączona runda motocyklowych mistrzostw Polski WMMP i europejskiej serii Alpe Adria odbyła się w miniony weekend na słowackim torze Slovakia Ring, towarzysząc mistrzostwom świata FIM EWC. Miało to zarówno swoje plusy, jak i minusy. Kto poradził sobie najlepiej?

Podpięcie się przez organizatorów pod imprezę rangi mistrzostw świata dało polskim zawodnikom okazję by zobaczyć z bliska rywalizację na najwyższym poziomie, a także porównać swoje przejazdy i tempo do wyników światowej czołówki, z takimi asami jak Mike di Meglio, Niccolo Canepa, Broc Parkes czy Markus Reiterberger na czele. Całkiem spora grupa zagranicznych zawodników postanowiła zresztą w ten sam weekend wystartować w obu seriach.

Tym sposobem w MŚ EWC zobaczyliśmy m.in. Czecha Karela Hanikę, Austriaka Juliana Meyera czy cały polski zespół Wójcik FHP YART Racing Team, z Marcinem Walkowiakiem, Bartkiem Wiczyńskim i Markiem Szkopkiem w składzie. Ich debiut w FIM EWC opisujemy w lipcowej MotoRmanii, podczas gdy dzisiaj skupimy się na tym, co działo się w Alpe Adria.

Niestety, wielkim minusem wspólnej rundy był podzielony padok. Co prawda zawodnicy FIM EWC bez problemu zmieścili się w głównym padoku, zaraz za boksami, zostawiając jeszcze nieco wolnego miejsca na jego drugim końcu, ale w wpuszczeniu tam zawodników Alpe Adria nie było mowy. Polskie zespoły stały więc po drugiej stronie ulicy, na parkingu przy torowym Ring Hotelu. Oznaczało to, że zawodnicy, aby dostać się na tor, musieli na swoich motocyklach mijać skrzyżowanie z drogą dojazdową na główny padok (na szczęście mało ruchliwe), a mechanicy przed każdą sesją biegać do alei serwisowej – dobry kilometr – z oponami i narzędziami.

W tych okolicznościach upiekło się dwóm polskim teamom startującym w FIM EWC, które swoje motocykle z WMMP mogły ustawić zaraz za boksami. Reszta musiała jednak nakręcić całkiem sporo dodatkowych kilometrów.

Niby to tylko szczegóły, ale to m.in. dodatkowa odległość sprawiła, że po wcześniejszej odbudowie motocykla po potężnym dzwonie Sebastian Zieliński do pierwszego wyścigu Supersportów musiał startować z alei serwisowej. Obrońca tytułu i tak jednak wygrał, pokonując Marka Szkopka o mniej niż jedną dziesiątą sekundy, a następnie, już po normalnym starcie, triumfując także w drugim wyścigu; znów przed Szkopkiem.

W Superstock 600 tuż za podium Alpe Adria w pierwszym wyścigu finiszowali Szymon Strankowski i Patryk Pazera, do których na polskim podium dołączył Mariusz Juszczak. W drugim wyścigu Stranek i Pazzi zaliczyli jednak widowiskowe wywrotki – w tym samym miejscu – a na polskim pudle stanęli… Juszczak i Grzegorz Jakobek – dwaj jedyni Polacy, którzy dojechali do mety. Warto zaznaczyć, że w drugim wyścigu Strankowski jechał po zwycięstwo, gdy w ostatnim zakręcie na żółtej fladze wyprzedził go i wypchnął poza tor Vugriniec.

W Superstock 1000 oba wyścigi Alpe Adria wygrał Czech Michał Prasek. W pierwszym tuż za nim finiszowali zawodnicy WMMP, Bartek Wiczyński i Czech Michał Sembera, podczas gdy polskie podium uzupełnił Wojciech Wróbel. W drugim, mokrym wyścigu Wiczyński finiszował jako trzeci w Alpe Adria, ale pierwszy w WMMP, przed Grzegorzem Hanuszewiczem i znów Wróblem. Na mecie dwukrotnie zabrakło Daniela Bukowskiego. Drugiego wyścigu nie ukończył też jadący po podium w WMMP Rafał Dziki-Sereda, któremu strzeliło całkowicie naderwane ścięgno w prawej dłoni.

W królewskiej klasie Superbike rano triumfował Karel Hanika, przed Michałem Fillą i Pawłem Szkopkiem. Na najniższym stopniu podium WMMP stanął Marcin Walkowiak, którego jednak z powodu problemów z elektroniką zabrakło na starcie drugiego wyścigu. Ten ruszył z ogromnym poślizgiem z powodu opadów deszczu. Dwa pierwsze miejsca w Alpe Adria znów zajęli Filla i Hanika, tyle, że w odwróconej kolejności, podczas gdy na podium w WMMP stanęli także Paweł Górka i Piotr Kałużka. Walczący z problemami z przednią oponą Szkopek finiszował jako piąty z Polaków, za zespołowym kolegą, Piotrem Prendotą.

Swoją drogą Prendi nieźle namieszał rano, kiedy awaria silnika w jego R1-ce zakończyła się rozlaniem oleju na wyjściu na prostą, co zbagatelizowali wirażowi, doprowadzając do wywrotki dwóch zawodników. Z powodu dzwonów wyścig był ostatecznie przerywany aż trzy razy. Słowa uznania należą się mechanikom ekipy Pazera Racing, którzy w nieco ponad godzinę wymienili jednostkę napędową w motocyklu Prendoty na nową, pozwalając mu na start w drugim wyścigu i finisz na 4 miejscu w klasyfikacji WMMP.

Największe emocje zapewnili jednak na Słowacji najmłodsi, w klasie Stocksport 300 dwukrotnie fundując kibicom pojedynki pięcioosobowej grupy od startu do mety. W obu wyścigach triumfował torunianin Daniel Blin, o włos pokonując doświadczonego, startującego w MŚ Brazylijczyka Renzo Fereirę. Polak został jednak wykluczony z wyników pierwszego wyścigu z powodu kolizji z Peterem Kacabą, o której pisaliśmy już w sobotę.

Teraz zawodników czeka dość pracowity lipiec. W ten weekend w Chorwacji odbędą się wyścigi klas Superstock 1000, Supersport i Stocksport 300. Za tydzień runda WMMP w Poznaniu, a zaraz po niej rundy klas Superbike i Superstock 600 na Red Bull Ringu w Austrii.

Na koniec mała uwaga, bo pewnie tak jak my chcielibyście wiedzieć, jak wyglądają w poszczególnych klasach WMMP klasyfikacje generalne. Niestety, póki co nie możemy doczekać się od organizatorów tabel… nawet po pierwszej rundzie. Za to wyniki rundy Alpe Adria znajdziecie TUTAJ: