Przed chwilą pisaliśmy o czasach, gdy w królewskiej klasie wyścigów jeszcze nie było elektroniki i telemetrii. Teraz przenosimy się w przyszłość – na motocykle, które nie potrzebują nawet benzyny.

Jeżeli chodzi o zabawę w offroadzie, ekipa Enduro Krzeszowice to zdecydowanie jedni z lepszych zawodników. Dwóch z nich dorwało się do elektrycznych KTMów Freeride E-XC i ruszyli w las. Ścieżka dźwiękowa jest dość, nazwijmy to delikatnie, zabawna. Ale jak chłopaki słusznie zauważyli, motocykle przelatują niemalże niesłyszalnie, a do tego można rozmawiać między sobą w trakcie jazdy!

Kolejna ciekawostka to fakt, że tylny hamulec znajduje się nie pod prawą stopą, ale po lewej stronie kierownicy. Nie ma również sprzęgła, a przecież praca sprzęgłem to jedna z najważniejszych umiejętności w offroadzie. Ale z drugiej strony silnik elektryczny ma przecież potężny moment obrotowy dostępny w dowolnej chwili, więc po co komu sprzęgło?

Freeride E-XC waży 105 kg, ma 22 KM mocy oraz 42 Nm momentu. Wygląda na to, że zabawa była przednia i nawet nie próbujemy liczyć, ile razy w trakcie jazdy chłopaki powiedzieli „ale to jest zajebiste”. I co, można się dobrze bawić bez benzyny?