Kolumbijczyk Yonny Hernandez weźmie udział w trzydniowych, oficjalnych testach MotoGP w Malezji, dosiadając Monster Yamahy Tech 3 Jonasa Folgera. Decyzja na temat permanentnego zastępcy Niemca zapadnie przed kolejnymi testami w Tajlandii.

Folger, który opuścił cztery ostatnie wyścigi poprzedniego sezonu, postanowił nie wracać w tym roku do MotoGP, ponieważ wciąż nie doszedł do siebie „fizycznie i mentalnie” po problemach wywołanych przez Zespół Gilberta. Swoją decyzję Niemiec przekazał francuskiej ekipie Monster Yamaha Tech 3 w drugiej połowie stycznia, zostawiając jej szefa, Herve Poncharala, w bardzo trudnej sytuacji. Znalezienie konkurencyjnego zawodnika bez kontraktu na tym etapie było praktycznie niemożliwe. Jednocześnie Francuz podkreśla, że nie zamierza podkradać zawodnika innemu zespołowi. Sytuacja wydawała się teoretycznie beznadziejna, bo najwyraźniej Yamaha również nie ma zamiaru zwalniać swoich podopiecznych, Michaela van der Marka lub Aleksa Lowesa, z obowiązków w WorldSBK. Wtedy jednak z pomocą nadciągnął Hernandez.

Pedercini zaprezentował niedawno Hernandeza na swoim Kawasaki WorldSBK

Pedercini zaprezentował niedawno Hernandeza na swoim Kawasaki WorldSBK

29-latek z Medellin ma na swoim koncie pięć sezonów startów w królewskiej klasie, z czego cztery na Ducati Desmosedici. Ani razu nie stanął jednak na podium. Jego najlepszym wynikiem w klasyfikacji generalnej było zaledwie 14. miejsce. Rok temu Kolumbijczyk wrócił do Moto2, ale i tam brakowało wyników, dlatego w połowie roku stracił miejsce w zespole Karlosa Arguinano. We wrześniu stanął jednak na podium w gościnnym starcie w barwach Hondy w 24-godzinnym wyścigu Bol d’Or, pierwszej rundzie sezonu FIM EWC 2017-2018.

Hernandez znalazł się na wstępnej liście startowej WorldSBK 2018 już pod koniec ubiegłego roku, ale jak się okazuje, wciąż nie podpisał formalnie kontraktu z ekipą Pedercini Kawasaki, choć kilka dni po decyzji Folgera został razem z nią zaprezentowany podczas targów motocyklowych we Włoszech. Pedercini pozwolił więc wziąć Yonny’emu udział w testach w Malezji. Co dalej?

Kolumbijczyk musi zrobić wystarczająco dobre wrażenie nie tylko na Tech 3, ale również na Yamasze, która musi zaakceptować ewentualnego kandydata na miejsce Folgera. Decyzja zapadnie po powrocie zespołu z Malezji, ale przed kolejnymi testami w Tajlandii w połowie lutego. Poncharal nie ukrywa, że Hernandez jest brany pod uwagę.

Co ciekawe, w dniu, w którym Yamaha poinformowała o porozumieniu z Hernandezem, ten razem z zespołem Pederciniego brał udział w dwudniowych, oficjalnych testach WorldSBK w Jerez, gdzie poradził sobie jednak mocno przeciętnie, pierwszego dnia tracąc do lidera 2,9, a drugiego 2,1 sekundy i kończąc jazdy pod koniec stawki. Kolumbijczyk zmagał się z elektroniką i systemem anti-wheelie.

Pytanie, czy ktoś z tak przeciętnym CV w MotoGP jest dla ekipy dobrym kandydatem? Zdaniem krytyków, nie. Trzeba jednak pamiętać, że Hernandez dosiadał specyficznego Ducati, na dodatek w prywatnych barwach. Nawet gdy startował w barwach niezłego teamu Pramac, zawsze korzystał ze starszej maszyny niż np. dysponujący wówczas fabrycznym kontraktem Andrea Iannone.

Słaba połowa poprzedniego sezonu w Moto2 także nie przemawia na korzyść 29-latka, ale już podium w Bol d’Orze daje cień szansy. Z powrotu Hernandeza ucieszy się też pewnie Dorna. Organizatorzy MotoGP potrzebują bowiem zawodnika z Ameryki Południowej, aby promować rundę w Argentynie. Z drugiej strony właśnie w tym celu Hernandez przydałby się także w serii WorldSBK, którą zobaczymy w tym roku na nowym, argentyńskim torze Villicum (jeśli ten zostanie na czas ukończony!).

Co jednak z innymi zobowiązaniami Hernandeza? Jeśli faktycznie do tej pory nie podpisał kontraktu z Pedercinim, to nie powinno być to problemem. Także umowa na FIM EWC z Hondą póki co ważna była podobno tylko na Bol d’Or, więc teoretycznie Yonny ma wolną drogę by wrócić do MotoGP.

Aby tak się stało, będzie jednak musiał pokazać w Malezji naprawdę dobre tempo. Czy Waszym zdaniem da radę?

Jeśli nie, na horyzoncie nie widać zbyt wielu ciekawych alternatyw, a to także przemawia na korzyść Kolumbijczyka. Nic nie jest jednak jeszcze przesądzone, więc kto wie, może czeka nas w tym temacie kolejna niespodzianka.