Phillip Island to jeden z najlepszych torów na świecie. Czy w niedzielę zobaczymy na nim najlepszy wyścig MotoGP w tym sezonie? Piątkowe treningi przed Grand Prix Australii sugerują, że tak właśnie może być!

Nie ma tu wyjść z wolnych łuków na długie proste. Zresztą w ogóle naprawdę wolne łuki są tylko dwa, nawrót Hondy, a następnie MG pod koniec okrążenia. Reszta to serpentyna bardzo szybkich zakrętów, pomiędzy którymi ledwie dotyka się hamulca.

Phillip Island to zresztą obok Red Bull Ringu najszybszy tor w kalendarzu MotoGP jeśli chodzi o średnie prędkości. W przeciwieństwie do austriackiej trasy, nie ma tutaj jednak mowy o sektorach typu stop and go, które dają przewagę najmocniejszym motocyklom.

To właśnie sprawia, że w Australii przez lata działy się prawdziwe cuda, jak dwucylindrówka na pole position w czasach 500-tek, czy stara dwusuwowa pięćsetka na czele gdy już rozpoczęła się era MotoGP. Nie ważne jaki masz motocykl. Jeśli jesteś dobry, na Phillip Island będzie to widać i wcale nie potrzebujesz do tego deszczu.

Potwierdzają to pierwsze piątkowe treningi, po których na czele stawki znalazł się… Aleix Espargaro na Aprilii. Co prawda pierwszego dnia weekendu niewielu zawodników korzystało z miękkich opon, ale nie skreślajcie Hiszpana, szczególnie podczas kwalifikacji.

Jest jednak także druga strona medalu. Tor, dzięki któremu przed laty powstały motocyklowe opony asymetryczne, przypominał w piątek jak ważne jest dogrzanie ogumienia. Na Phillip Island mamy tak naprawdę tylko cztery prawe łuki, co wymaga używania po tej stronie dużo bardziej miękkich mieszanek. Nie tylko z tyłu, ale często także z przodu.

Kilka lat temu problemy z ogumieniem po wymianie asfaltu sprawiły, że z MotoGP pożegnał się japoński Bridgestone. Dzisiaj trudne zadanie stoi przed Francuzami z Michelin, którym nie brakuje odwagi. Michelin jest bowiem sponsorem tytularnym rundy w Australii.

W piątek to właśnie w prawych łukach doszło do całej serii wywrotek. Rekordzista, Alvaro Baustia, leżał dwa razy, ale w żwirze znalazł się także m.in. Maverick Vinales. Jeśli dodać do tego podmuchy silnego wiatru i charakterystycznie kapryśną o tej porze pogodę, może być naprawdę ciekawie.

Zresztą to właśnie w Australii w 2006 roku zobaczyliśmy w MotoGP pierwszy prawdziwy wyścig flag to flag i zmiany motocykli – jak na ironię w najciaśniejszej alei serwisowej w kalendarzu. W piątek doszło w niej zresztą do małego zamieszania, gdy podczas testowania procedury zmiany motocykli mechanicy Marca Marqueza wypuścili obrońcę tytułu niemal wprost pod koła zwycięzcy sprzed roku, Cala Crutchlowa. Brytyjczyk nie był zachwycony.

Nie on jeden. W piątek problemy miał Valentino Rossi, który zakończył dzień poza pierwszą dziesiątką. Niby nic się nie stało, ale sobotni poranek ma upłynąć pod znakiem niskich temperatur i jeśli w trudnych warunkach Włoch nie poprawi czasu, podobnie jak rok temu będzie musiał walczyć w pierwszej części kwalifikacji. Czy tym razem z niej wyjdzie?

Yamaha ma jednak większe problemy niż tempo na jednym okrążeniu. Ostatnie wyścigi wyraźnie pokazały, że M1-ka mocno traci tempo w drugiej połowie dystansu i zbyt mocno zużywa opony. Na tyle mocno, że od trzech rund Rossi i Vinales nie stali na podium, a ten pierwszy stracił już matematyczne szanse na tytuł. Czy płynna natura Phillip Island zminimalizuje problemy i pozwoli temu duetowi wrócić na czoło stawki?

Trudny dzień ma za sobą także Jorge Lorenzo, który na szybkim torze nie potrafi dogadać się z nerwowym i podsterownym Desmosedici. Jego kolega z ekipy, walczący o tytuł Andrea Dovizios, był dziś jednak trzeci, więc wszystko jest w rękach Hiszpana. Dovi, który tydzień temu triumfował w Japonii, spróbuje z kolei znów nawiązać walkę o wygraną.

Póki co całkiem nieźle radzi sobie także wracający do akcji trzy tygodnie po złamaniu nogi Jack Miller, który zakończył piątek przed własnymi kibicami z szóstym czasem. Australijczyk przed wyjazdem na tor musiał tłumaczyć się po ostatnich wypowiedziach jego szefa zespołu, który narzekał, że były wicemistrz świata Moto3 nie odbierał ostatnio telefonów. „Jeździłem quadem po farmie i zgubiłem telefon” – wyjaśniał.

W piątek w Australii imponowali także zawsze szybki na Phillip Island pogromca lokalnych mew, Andrea Iannone oraz Pol Espargaro. Ten pierwszy ma w tym roku duże problemy z wyczuciem przodu motocykla, ale na torze bez ostrych hamowań może zaskoczyć. Tym bardziej, że Suzuki zawsze było szybkie w Australii. Pol jest z kolei w takiej samej sytuacji, jak jego starszy brat. W normalnych warunkach nie ma póki co szans na walkę w czołówce, ale na tak charakterystycznym obiekcie, na którym liczy się zawodnik, a nie maszyna, może zaskoczyć.

Czy tak się właśnie stanie? A może Marquez znów wszystkich pogodzi, jednocześnie odbijając sobie za niepotrzebną wywrotkę sprzed roku, kiedy upadł w czwartym zakręcie jadąc na komfortowym prowadzeniu? Przekonamy się już w niedzielę. Start wyścigu MotoGP o siódmej rano. Relacja na żywo w Polsacie Sport Extra i na portalu motogp.com. Sobotnie kwalifikacje Q1 i Q2 odpowiednio o 6:10 i 6:35 rano.