Dawno w MotoGP tak wielu czołowych zawodników nie zmieniało barw. Który z bohaterów tegorocznych transferów poradzi sobie najlepiej?

Wszystko zaczęło się jeszcze przed pierwszym wyścigiem sezonu 2016 w Katarze. Podczas gdy Valentino Rossi przedłużył umowę z Yamahą, padokiem wstrząsnęły plotki na temat odejścia aktualnego wówczas mistrza świata, Jorge Lorenzo, do Ducati. Jednocześnie przejście z zespołu Monster Yamaha Tech 3 do nowej, fabrycznej ekipy KTM, ogłosił jeszcze w Katarze Brytyjczyk Bradley Smith.

Kilka tygodni później Lorenzo rzeczywiście podpisał umowę z Ducati, a w połowie sezonu na miejsce wpadły kolejne elementy transferowej układanki. Pol Espargaro poszedł śladem Smitha; z Tech 3 do KTM-a, a jego brat Aleix stracił miejsce w Suzuki i przeszedł do Aprilii, gdzie dołączył do niego debiutant, Sam Lowes. Miejsce Hiszpana w Suzuki zajął z kolei Andrea Iannone.

Po potwierdzeniu zmiany barw przez Lorenzo największym znakiem zapytania było nazwisko jego następcy, którym został ostatecznie Maverick Vinales. Młody Hiszpan długo i twardo negocjował, a Yamaha na wszelki wypadek prowadziła nawet rozmowy z Danim Pedrosą, ale już na początku lata wszystko było jasne; Mack podpisał umowę z Movistar Yamahą, a Suzuki na jego miejsce ściągnęło debiutanta, Alexa Rinsa.

Pustkę w Tech 3 szybko wypełnili z kolei inni debiutanci; już podczas Grand Prix Francji w maju Herve Poncharal podpisał kontrowersyjną umowę z Jonasem Folgerem, do którego ostatecznie dołączył mistrz Moto2, Johann Zarco. W drugiej połowie stawki dwie stare-nowe twarze pojawiły się także w Asparze; Alvaro Bautista wrócił do hiszpańskiej ekipy z Aprilii, a Czech Karel Abraham powrócił do MotoGP po rocznej, nie do końca udanej, przygodzie z World Superbike. Tym sposobem aż 12 z 23 zawodników rozpocznie sezon w nowych barwach i na nowych motocyklach, czterech z nich to debiutanci. Kto poradzi sobie najlepiej?

Lorenzo i Vinales powalczą o tytuł, Iannone o podia?

Nie oszukujmy się, z tej grupy realną szansę na walkę o tytuł mistrza świata mają chyba tylko Vinales i Lorenzo, podczas gdy o podium regularnie walczyć może jeszcze chyba tylko Iannone. Gdy trzy dni temu zapytałem Was na Twitterze, który z tej trójki będzie pod koniec sezonu wyżej w klasyfikacji generalnej, Wasze odpowiedzi wyglądały tak: Vinales 63%, Lorenzo 27%, Iannone 10%. Trudno się z tym nie zgodzić.

Na papierze największe szanse ma chyba właśnie Vinales, który przesiada się na maszynę Lorenzo i dołączy do ludzi, którzy trzy razy wygrywali z nim mistrzostwo, w tym do doświadczonego szefa mechaników, Ramona Forcady. Już pierwsze testy w Walencji pokazały, że Vinales, który w minionym sezonie wygrał wyścig i stawał na podium, będzie na M1-ce piekielnie szybki. To, że znajdzie się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej można chyba obstawiać w ciemno, ale czy powalczy o tytuł? Trudno powiedzieć jak ten młody i jeszcze dość niedoświadczony zawodnik poradzi sobie, gdy znajdzie się w tym roku pod gigantyczną presją.

Nie można zapominać, że Vinales ma na swoim koncie tylko dwa lata w Suzuki, gdzie nikt nie wymagał od niego regularnej walki o podia oraz zaledwie rok w Moto2, gdzie jako debiutant też nie był poddawany specjalnej presji. Teraz sytuacja się zmieni i ciekawie będzie przyglądać się temu, jak Mack się w niej odnajdzie. Ci, którzy pracowali z nim w Suzuki, nie ukrywają, że ma gigantyczny talent, ale nie jest jeszcze w stu procentach kompletny jako zawodnik najwyższej klasy. U boku doświadczonego Rossiego czeka go więc szybka lekcja dojrzewania.

Lorenzo wydaje się pod tym względem nieco bardziej poukładany. W końcu jest także o osiem lat starszy i ma na swoim koncie trzy tytuły mistrza MotoGP. W jego przypadku ogromną rolę odegra jednak motocykl. Ducati pokazało już w poprzednim sezonie, że można na nim regularnie walczyć o podia, ale czy także o tytuł? „Por Fuera” będzie musiał także dostosować się do zupełnie innej maszyny, a akurat z jego zdolnościami adaptacyjnymi różnie w przeszłości bywało (wystarczy przypomnieć problemy z deszczowymi oponami Michelin z sezonu 2016).

Por Fuera może liczyć na ogromną pomoc Ducati, w tym szefa całego projektu, Gigiego Dall’Igny, szefa mechaników Cristiana Gabarriniego, który pracował wcześniej m.in. z Caseyem Stonerem oraz samego Australijczyka, który nadal pozostaje kierowcą testowym Ducati. Pierwsze testy wypadły bardzo obiecująco, ale wyścigi będą zupełnie inną historią. Jedno jest pewne, pokonanie siebie nawzajem będzie dla Lorenzo i Vinalesa głównym priorytetem w sezonie 2017, a ich walka zapowiada się bardzo ciekawie. Póki co stawiamy, że górą będzie jednak młodszy z tego duetu, ale może Jorge i bolończycy sprawią nam większą niespodziankę niż myślimy.

Trzecim zawodnikiem z największymi naszym zdaniem szansami na dobre wyniki jest Iannone, który może naprawdę okazać się rewelacją sezonu 2017. W Ducati był nieco skrępowany, zarówno specyficznym motocyklem, jak i rygorem wprowadzonym przez Dall’Ignę i brakiem jasnego statusu numer jeden z ekipie. W Suzuki, przy dużo luźniejszej atmosferze i bardziej miękkiej ręce Davide Brivio, Maniac Joe może zakwitnąć, tym bardziej, że z młodym Alexem Rinsem u boku będzie ewidentnym numerem jeden w zespole.

Do tego może liczyć na pomoc doskonale rozumiejącego go szefa mechaników, który najpierw przeszedł z nim z ekipy Pramac do fabrycznego składu Ducati, a teraz do Suzuki. Iannone pokazał już podczas testów, że będzie groźny. Poprzeczkę rok temu podiami, zwycięstwem i czwartym miejscem w tabeli ustawił mu jednak dość wysoko Vinales. Jeśli Włoch nie wyrówna tego wyniku, wielu będzie zawiedzionych, a jeśli będzie znacznie wolniejszy w pierwszej połowie sezonu, w drugiej mogą pojawić się nerwy i błędy, jakie pokazał rok temu.

To może być piękny sukces, albo piękna katastrofa. Naszym zdaniem to pierwsze, choć zawsze jest niewielkie ryzyko, że Andrea wpadnie w spiralę zagubienia, z której przez cały sezon 2016 nie mógł wyplątać się zdolny Aleix Espargaro. A jak poradzi sobie Rins? To duża niewiadoma, bo podczas testów nie błyszczał, skupiając się na nauce motocykla bez elektroniki kosztem czasów okrążeń, a później nabawił się kontuzji kręgosłupa.

Aprilia kontra KTM

Kolejnym zawodnikiem, który może sprawić niespodziankę, jest Aleix Espargaro. Testy w Walencji pokazały, że na Aprilii poczuł się jak ryba w wodzie, dlatego z pewnością będzie chciał finiszować wyżej niż okolice siódmego miejsca, o które w drugiej połowie poprzedniego sezonu regularnie walczył Alvaro Bautista. Pytanie, na ile konkurencyjna będzie dysponująca jednak skromnym budżetem i zapleczem Aprilia? Głównym rywalem dla Aleixa może okazać się właśnie Bautista na Desmosedici GP16. Ciekawe, czy i jak szybko dogoni ich KTM?

Austriacy mają dużo mniejsze doświadczenie ze swoim projektem MotoGP, ale dysponują dużo większym budżetem i zapleczem niż Aprilia, a do tego mają w swoich szeregach dwóch szybkich i zdolnych zawodników. Sęk w tym, że KTM postanowił iść zupełnie inną drogą; silnik typu screamer, zamiast dominującej w stawce koncepcji big-bang, oraz potencjalnie ciężka i sztywna rama z rur stalowych, mogą okazać się czynnikiem, który spowolni Bradleya Smitha i Pola Espargaro.

Z uwagi na ubiegłoroczne problemy Brytyjczyka z oponami Michelin typujemy, że w tabeli wyżej będzie Hiszpan, ale jak wysoko? Wszystko zależy od tego, jak szybko uczyć się będą i słuchać zawodników inżynierowie. Austriacy nie mogą popełnić błędu Ducati sprzed kilku lat i uparcie iść wybraną przez zarząd drogą, niezależnie od krytycznych uwag zawodników; w tamtych czasach z Valentino Rossim na czele. Jeśli pod koniec roku KTM znajdzie się przed Aprilią, naszym zdaniem będzie to sukces. Sukces, który wcale nie jest niemożliwy do osiągnięcia.

Wewnętrzny pojedynek debiutantów

Wróćmy jeszcze do debiutantów, którzy powinni stoczyć zaciętą walkę. Najlepszym chyba motocyklem dysponuje Alex Rins, ale podczas testów lepiej radzili sobie Zarco i Folger z Tech 3. Wygląda na to, że przez cały rok będą blisko siebie. Niemiec musi pokonać Francuza, bo jego kontrakt ważny jest tylko jeden sezon. Zarco nie zamierza jednak ustępować zawodnikowi, którego pokonał z kretesem w Moto2. I to właśnie on może okazać się najwyżej klasyfikowanym debiutantem. Jako od mistrza Moto2 chyba wszyscy od niego tego oczekują, choć Tito Rabat pokazał w ubiegłym roku, że tempo z mniejszej klasy nie zawsze przekłada się na wyniki w MotoGP.

A gdzie w tym wszystkim Lowes? Początek jego przygody z Aprilią nie był najlepszy, bo Sam mocno się poobijał podczas testów Walencji. Aprilia będzie oczekiwać wyników, a dodatkowa presja można zakończyć się tak, jak w Moto2. Oby nie, bo na większym i mocniejszym motocyklu Sam powinien odnaleźć się lepiej niż w Moto2. Zostaje nam jeszcze Karel Abraham. Na dwuletnim Ducati Czech nie będzie miał łatwego zadania, ale za punkt honoru powinien postawić sobie przynajmniej pokonanie debiutantów. Nie będzie to jednak łatwe i naszym zdaniem może się nie udać.

Zawodników, którzy rozpoczynają sezon 2017 w nowych barwach i na nowych motocyklach, czeka spore wyzwanie. Tym bardziej, że walczyć będą nie tylko ze sobą, ale także z tymi, którzy zostają na znanych sobie maszynach. W walce o tytuł trudno będzie im dotrzymać kroku Marquezowi i Rossiemu, a na podia liczą także Pedrosa, Dovizioso i Crutchlow. Szykuje się więc kapitalny sezon 2017. Pierwsze testy już pod koniec stycznia w Malezji, a pierwszy wyścig w połowie marca w Katarze.

Jak Waszym zdaniem poradzą sobie zawodnicy startujący w nowych barwach? Czy Vinales rzeczywiści pokona Lorenzo, a Iannone regularnie powalczy o podia? KTM dogoni Aprilię a debiutanci zaimponują? Czekamy na Wasze opinie.

(Zdjęcie: MotoGP.com)