Marc Marquez wywalczył pole position do niedzielnego wyścigu MotoGP o Grand Prix Katalonii na torze pod Barceloną. Rywalizację o pola startowe przyćmiła jednak piątkowa tragedia; śmierć Luisa Saloma i konsekwencje jego wypadku.

zdjęcia: Waldek Walerczuk
photosportagency.com

Jeszcze wczoraj w Barcelonie dzielił i rządził Lorenzo, ale w sobotę, po zmianie konfiguracji ostatniego sektora, palmę pierwszeństwa przejął Marquez, który był nieosiągalny w treningach oraz samej kwalifikacji. Lorenzo musiał zadowolić się drugim polem startowym, przyznając po wszystkim, że po zmianie konfiguracji ostatnich zakrętów z szybkich na wolne i kręte, jego Yamaha nie spisuje się już w stolicy Katalonii tak dobrze, jak dzień wcześniej. Jego uwagi podzielał piąty w czasówce Valentino Rossi, podczas gdy pierwszy rząd uzupełnił Dani Pedrosa na kolejnej Hondzie.

Walka na torze ponownie zeszła jednak na drugi plan. Po piątkowej, tragicznej śmierci Luisa Saloma organizatorzy, po konsultacjach z zawodnikami, postanowili zmienić konfigurację feralnego, dwunastego zakrętu oraz dodać na wyjściu z niego szykanę, z której korzystają kierowcy Formuły 1. To jedyne rozwiązanie, które pozwoliło uniknąć odwołania niedzielnych wyścigów. Zmiany nie spodobały się zawodnikom Yamahy, ale o ile Rossi podkreślał, że był nieobecny na piątkowym spotkaniu im poświęconym, więc nie ma prawa narzekać, o tyle Lorenzo był wyraźnie niepocieszony.

Sęk w tym, że o piątkowych spotkaniach tzw. Komisji Bezpieczeństwa wiedzą wszyscy. Lorenzo był niezadowolony, że nikt nie poinformował go o tym, że podczas spotkania zapadnie decyzja o zmianie konfiguracji toru i mimo śmiertelnego wypadku, nie pojawił się na zebraniu z organizatorami. Pretensje aktualny mistrz świata może jednak chyba mieć tylko do siebie…

Na tym jednak nie koniec. Podczas południowej konferencji prasowej zarządzający organizującą mistrzostwa świata firmą Dorna Sport, Hiszpan Carmelo Ezpeleta podkreślał, że nikt z zawodników nigdy nie skarżył się na niebezpieczeństwa związanie z dwunastym zakrętem. Do jego słów odniósł się Rossi, który podkreślał, że było zupełnie inaczej, a zawodnicy przez lata podnosili temat zagrożeń związanych z tym łukiem. „Kto więc kłamie?” – zapytał jeden z włoskich dziennikarzy na konferencji po kwalifikacjach, na co wściekły zdobywca pole position w kategorii Moto2, Francuz Johann Zarco, ze łzami w oczach rzucił stanowcze „zamknij się i nie szukaj problemów”. Sytuację uspokoił dopiero Marquez, który podkreślił, że zawodnicy i organizatorzy osiągnęli rok temu kompromis, zgadzając się na dodanie dmuchanych band.

„Nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć każdego fragmentu toru w razie każdej nieprzewidzianej sytuacji, a taka miała chyba miejsce w przypadku Luisa Saloma – podsumował Rossi. - Całkowicie bezpieczni możemy być chyba tylko wtedy, gdy na torze jest mnóstwo miejsca, niczym na pustyni w Katarze, ale i wówczas może się stać coś nietypowego”.

Niestety, Grand Prix Katalonii raz jeszcze przypomniało wszystkim, jak bardzo boleć potrafi utarty slogan „sporty motorowe są niebezpieczne” wypisany na wszystkich biletach i akredytacjach. Miejmy nadzieję, że w obliczu piątkowej tragedii jutro zawodnicy przypomną nam, jak piękne nadal potrafią być wyścigi…

Poniżej obejrzycie galerię zdjęć autorstwa Waldka Walerczuka. Polecamy też galerię zdjęć z czwartku.

zdjęcia: Waldek Walerczuk
photosportagency.com