Już w najbliższą niedzielę zawodnicy MotoGP zmierzą się w ósmej rundzie sezonu w holenderskim Assen. Czy na jednym z torów, na których odniósł najwięcej sukcesów, Valentino Rossi sięgnie po swoje pierwsze zwycięstwo od równo roku?

Ubiegłoroczny triumf był dla Rossiego jego dziesiątym w Assen. Nie było łatwo, bo do ostatnich metrów naciskał go Danilo Petrucci na Ducati, ale choć na mecie rozdzieliło ich zaledwie 0,063 sekundy, nie było to najgłośniejsze zwycięstwo „Doktora” w Holandii.

W 2015 roku dziewięciokrotny mistrz świata w pamiętnym stylu pokonał w ostatniej szykanie Marca Marqueza, po ostrym ataku Hiszpana wyjeżdżając na pobocze i mijając linię mety sekundę przed nim. Wszystko skończyło się wizytą u Dyrekcji Wyścigu i sporymi kontrowersjami, ale bez kary.

Tamte czasy wyjadą się jednak prehistorią, bowiem od roku ani Rossi, ani Yamaha, nie stali na szczycie podium. „Jeśli nie tutaj, to gdzie” – w czwartek „Doktor” pytał retorycznie podczas konferencji prasowej. Rzeczywiście płynne Assen zawsze wyjątkowo sprzyjało M1-ce, ale czy tak samo będzie w ten weekend?

Apetyt na zwycięstwo ma nie tylko Rossi. Rok temu dobre tempo w Assen pokazał Maverick Vinales, który jednak zaliczył podczas wyścigu wywrotkę. Z pole position ruszał z kolei Johann Zarco, który jednak po delikatnych opadach niepotrzebnie zjechał do alei serwisowej po deszczowe opony. Obaj mają za sobą trudny czas. Hiszpan jest sfrustrowany brakiem reakcji Yamahy na jego problemy na początku wyścigów. Francuz od czasu wywrotki w domowej rundzie w Le Mans nie jest z kolei w stanie powalczyć o podium. Czy obaj przełamią się w ten weekend?

Cała trójka Yamahy goni w tabeli prowadzącego Marca Marqueza, który wyprzedzając Rossiego o 27 oczek nie musi w ten weekend ryzykować, ale nie zamierza także odpuszczać. Obrońca tytułu wygrał w tym roku trzy wyścigi z rzędu, ale po wywrotce na Mugello i drugim miejscu w Barcelonie z pewnością chciałby wrócić na szczyt podium.

Jak poradzą sobie w Holandii zawodnicy Ducati? Świetne tempo Petrucciego sprzed roku sugeruje, że Desmosedici powinno być konkurencyjne, ale wiele zależy także od zawodników. Jorge Lorenzo wygrywał w Assen, ale od czasu pamiętnego wypadku i złamania obojczyka z 2013 roku radzi tam sobie w kratkę. Po zwycięstwach w dwóch ostatnich wyścigach Hiszpan jest jednak na fali, dlatego Holandia to dla niego chwila prawy. Jeśli będzie w czołówce także i tam, powinien być groźny w walce o tytuł, choć do Marqueza traci w tej chwili 49 punktów. W trudniejszej sytuacji jest Andrea Dovizioso który po trzech wywrotkach w ostatnich czterech wyścigach musi odbudować pewność siebie.

W Holandii warto mieć także oko na Pedrosę, Crutchlowa, zwycięzcę sprzed dwóch lat Jacka Millera, czy duet Suzuki. Ten pierwszy nadal nie był dziś w stanie powiedzieć niczego oficjalnie na temat swojej przyszłości, ale wydaje się jasne, że razem z Franco Morbidellim wyląduje w nowym zespole Petronas Yamaha, który przejmie dwa miejsca w stawce od znikającego Aspara. Za rok zniknie także najprawdopodobniej ekipa Marc VDS, w której barwach Miller wygrał w Assen w 2016 roku.

Wyścig o Tourist Trophy w Assen w niedzielę o czternastej. Zmagania w Holandii to jedyna runda, która nie ma statusu Grand Prix, w właśnie TT, w nawiązaniu do ulicznych wyścigów, od których zaczęła się historia mistrzostw świata. Przez lata rywalizacja w Assen odbywała się w sobotę, ale ta tradycja przegrała kilka lat temu z pragmatyzmem organizatorów, którzy przesuwając wyścig na niedzielę mogą liczyć na większe przygody z biletów. Trudno im się dziwić, Assen co roku funduje nam jedne z najciekawszych wyścigów w sezonie. Czy tak samo będzie i tym razem?