Choć ostatni wyścig sezonu padł łupem Daniego Pedrosy, wszystkie oczy skierowane były na obrońcę tytułu Marca Marqueza, który trzecim miejscem w Walencji przypieczętował swój szósty w karierze tytuł mistrza świata. Zadanie nie było jednak wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać.

18 Valencia 9, 10, 11 y 12 de noviembre de 2017.  Circuito de RiPozornie Marquez kontrolował sytuację przez cały weekend i z łatwością sięgnął w sobotę po pole position, choć po drodze zaliczył wywrotkę szukając limitów przyczepności przedniej opony na pierwszych okrążeniach. Mimo nie najlepszego startu to on wystrzelił na czoło stawki, podczas gdy za jego plecami znalazł się zespołowy kolega i ostateczny zwycięzca.

Pedrosa nie był jednak w stanie utrzymać za sobą głodnego pierwszej wygranej Johanna Zarco, który wkrótce znalazł się także przed Marquezem. Momentami walka odbywała się praktycznie na łokcie, ale świadomy sytuacji, Francuz nie miał zamiaru robić niczego głupiego. „Wczoraj wieczorem spotkałem mamę Marca, która poprosiła mnie, abym nie szalał” – żartował zawodnik ekipy Tech 3.

Hiszpan nawet jadąc na drugim miejscu panował nad sytuacją, ale gdy wreszcie zabrał się do ucieczki, praktycznie przewrócił się w pierwszym zakręcie. „Trochę się zdekoncentrowałem i zahamowałem za późno – tłumaczył później. – Przód puścił, ale tył cały czas trzymał, dlatego nie miałem zamiaru puszczać kierownicy. Odepchnąłem się kolanem i łokciem i opanowałem motocykl”.

18 Valencia 9, 10, 11 y 12 de noviembre de 2017.  Circuito de RiChoć kolejny raz w tym roku cudem wyratował się z praktycznie beznadziejnej sytuacji, Hiszpan wyjechał na pobocze i spadł na piąte miejsce, chwilę później dostał jednak w prezencie dwie pozycje i spokojnie dojechał do mety na trzeciej lokacie.

Równie dramatyczne było to, co działo się wokół mistrza świata. Walka o zwycięstwo na finiszu rozstrzygnęła się pomiędzy Zarco i Pedrosą. Choć Francuz robił co mógł, Hiszpan zaatakował w pierwszym zakręcie na ostatnim kółku i nie oddał już prowadzenia do samego końca.

Kontrowersyjny Lorenzo

4-_TIN9332Na mecie zabrakło fabrycznego duetu Ducati, którego niedzielna jazda będzie tematem długich, zimowych dyskusji kibiców. Po starcie Jorge Lorenzo i wciąż walczący o tytuł Andrea Dovizioso znaleźli się odpowiednio na czwartym i piątym miejscu. Włoch, który w tabeli tracił do Marqueza 21 punktów, wciąż miał matematyczną szansę na tytuł, ale by go wywalczyć, musiałby wygrać wyścig i liczyć, że Marquez wyląduje poza pierwszą jedenastką.

Gdy po kilku kółkach wyścigu było już jasne, że Dovi – mimo momentami wyraźnie lepszego tempa, nie jest w stanie wyprzedzić dosiadającego identycznej maszyny Lorenzo, do akcji postanowiło wkroczyć Ducati. Podobnie jak podczas poprzedniej rundy w Malezji na wyświetlaczu motocykla Hiszpana pojawił się owiany złą sławą komunikat „Sugerowana mapa 8”. Szefostwo Ducati już na Sepang przyznało, że to nic innego, ale polecenie zespołowe o treści „oddaj pozycję”.

1-AD_G024569W Malezji Lorenzo tłumaczył, że nie widział wyświetlonego raz komunikatu. W niedzielę w Walencji informacja ta pojawiała się na jego wyświetlaczu oraz ekranach kibiców na całym świecie wielokrotnie, ale Hiszpan ją zignorował. Podobnie jak tablicę wystawianą przez mechaników na prostej startowej, na której znalazło się jasne polecenie oddania pozycji „-1”.

Po wszystkim Lorenzo wyjaśniał, że miał dobre tempo i wiedział, że bardziej pomoże Dovizioso jeśli spróbuje pociągnąć go za sobą w kierunku liderów. O ile w momencie, gdy Włoch najbardziej kotłował się za jego plecami, „Por Fuera” tracił dystans do jadącego przed nim Pedrosy, o tyle po przygodzie Marqueza rzeczywiście podkręcił tempo. Niestety, nie na długo, bo na kilka kółek przed metą przednie koło w jego Desmosedici straciło przyczepność w piątym zakręcie.

3-JL_FER5021Chwilę później los swojego partnera podzielił Dovizioso, który przestrzelił hamowanie do ósmego zakrętu, wyjechał na pobocze i zaliczył wywrotkę, która przesądziła o losach tytułu. Marquez w tym momencie mógłby zjechać do boksu, bo mistrzostwo miał już w kieszeni.

Po wszystkim Lorenzo tłumaczył, że gdyby tylko udało mu się dogonić liderów, to przepuściłby Dovizioso. Włoch wyjaśniał z kolei, że choć momentami był szybszy, to jednak jazda za Hiszpanem faktycznie pomogła mu utrzymać rytm, którego w pojedynkę rzeczywiście zabrakło. Szef zespołu Gigi Dall’Igna dodał zaś, że polecenie zespołowe było jedynie „sugestią” i nie ma Lorenzo za złe jego zachowania.

Ile w tym prawdy, a ile zręcznego PR-u? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, ale jazda Lorenzo wyraźnie podzieliła kibiców, dziennikarzy, a nawet szefów innych ekipy jeszcze w trakcie wyścigu. Na Twitterze zrobiło się naprawdę gorąco.

Yamaha wraca do ubiegłorocznej ramy

yfr_editorial_use_pictures_16.php-2Gorąco, ale bardziej z nerwów, zrobiło się także w garażu fabrycznego zespołu Yamahy. Podczas gdy Zarco przez cały weekend walczył w czołówce, najpierw kwalifikując się do startu w pierwszym rzędzie, a następnie walcząc o wygraną, Valentino Rossi ledwie wszedł do Q2, a w wyścigu nie miał szans na walkę w czołowej grupie. Maverick Vinales – ostateczny drugi wicemistrz, który przed sezonem typowany był na głównego rywala Marqueza – ledwie zdobył punkty, finiszując na odległym, dwunastym miejscu.

Problemy Yamahy z podwoziem, brakiem przyczepności i zbyt szybkim zużywaniem opon, w końcówce sezonu były na ustach wszystkich. W Walencji sytuacja stała się na tyle poważna, że Rossi po raz drugi w tym roku postanowił w niedzielę wrócić do ramy z sezonu 2016. Tym razem podobną decyzję podjął Vinales.

Niestety, wygląda na to, że na poprawę sytuacji Yamaha będzie musiała poczekać aż do lutego, bo dopiero wtedy gotowa będzie nowa rama. Czy jednak rozwiąże ona problemy, z powodu których ekipa Lina Jarvisa zaliczyła swój najgorszy sezon od lat?

Udany finisz

yfr_editorial_use_pictures_16.phpPodczas gdy Yamaha była w ten weekend w dużych tarapatach, wiatr w żagle złapało Suzuki. Andrea Iannone zakwalifikował się do wyścigu w pierwszym rzędzie i dojechał do mety na szóstej pozycji, tuż za Rossim oraz… debiutantem Alexem Rinsem, który zaimponował czwartą pozycją.

W niezłym stylu, odpowiednio siódmą i dziesiątą lokatą, z ekipą Marc VDS pożegnali się także Jack Miller i Tito Rabat, których za rok zobaczymy na Ducati. Solidne, 11. miejsce wywalczył dla KTM-a Bradley Smith. Zaciętą walkę o ostatni punkcik dwóch zespołowych kolegów z ekipy Reale Avintia Racing, którzy żegnają się z MotoGP, wygrał Hector Barbera, który Lorisa Baza pokonał o zaledwie sześć tysięcznych sekundy! Ciekawie było więc w całej stawce.

Kosztowny tytuł Marqueza

18Valencia17_MOTOGP_dorna_2541Po osiemnastu kapitalnych wyścigach sezon MotoGP dobiegł niestety końca. Choć znów sięgnął po tytuł, wiecznie uśmiechnięty Marquez nie miał łatwego zadania. Jak trudny był to dla niego rok, niech świadczy fakt, że w połowie sezonu 24-latkowi zaczęły… wypadać włosy. „Poszedłem do lekarza, a ten zalecił mi więcej relaksu i zmianę podejścia do wyścigów” – tłumaczył Marc na mistrzowskiej konferencji po GP Walencji..

Chyba jednak nie do końca posłuchał rad lekarza, szczególnie patrząc na jego dzisiejszą przygodę w pierwszym zakręcie. Jeśli w kolejnych latach ktoś będzie rwał sobie włosy z głowy, to raczej nie on, a rywale, którym znów nie udało się powstrzymać młodego geniusza…