Czy drugie miejsce w wyścigu o Grand Prix San Marino oznacza, że pod koniec sezonu, dosiadający Ducati, Valentino Rossi będzie regularnie finiszował w MotoGP w pierwszej trójce? Mick rozważa wszystkie za i przeciw.

Podium wywalczone przez „Doktora” na torze imienia Marco Simoncelliego było ogromnym wydarzeniem, ale powiedzmy sobie wprost: ten wynik jest lekko „naciągany”. Dlaczego? Po pierwsze w wyścigu nie wystartował Casey Stoner, a Dani Pedrosa zakończył rywalizację tuż po starcie. W normalnych okolicznościach zawodnicy zespołu Repsol Honda, podobnie jak zwycięzca niedzielnych zmagań, Jorge Lorenzo, finisz na podium mają w tym roku praktycznie zagwarantowany.

Drobiazgowe przygotowania

Jakby tego było mało, dwa tygodnie przed wyścigiem Rossi testował w Misano przez dwa dni, dzięki czemu był wyśmienicie przygotowany do walki. Tego samego nie można powiedzieć o innych zawodnikach, ponieważ kapryśna pogoda sprawiła, że w trzech treningach wolnych prawie nikt nie wyjechał na tor na oponach typu slick. Może i podczas sobotniej, godzinnej sesji kwalifikacyjnej i dwudziestominutowej, niedzielnej rozgrzewki, zawodnikom udało się znaleźć bazowe ustawienia motocykli, ale nikt nie wiedział, jak na dystansie całego wyścigu zużywać się będą opony. Rossi, dzięki dwudniowym testom, był do tego wyśmienicie przygotowany.

Podobnie było już w tym roku w lipcu na innym włoskim torze, Mugello, na którym odbywa się większość testów Ducati Desmosedici. Rossi ukończył tam zmagania zaledwie 11 sekund za zwycięzcą i tylko sekundę za podium. Setki kilometrów przejechanych na Mugello w testach zaprocentowały, ale już podczas kolejnych rund sytuacja 9-krotnego mistrza świata wróciła do normy, a Rossi dojeżdżał do mety blisko pół minuty za zwycięzcą.

Wszystko to sprawia, że moglibyśmy śmiało założyć, że drugie miejsce Rossiego w Grand Prix San Marino i Riwiery Rimini było tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności i podczas kolejnej rundy „Doktor” znów straci do czołówki około trzydziestu sekund – tym bardziej, że tym razem to Lorenzo i Pedrosa testowali na torze Motorland Aragon, a Włoch nie.

Jest jednak jeden bardzo istotny szczegół, który pozwala sądzić, że będzie inaczej, a Rossi – szczególnie w przypadku dłuższej nieobecności Stonera – zaskoczy nas w tym roku jeszcze kilka razy, a kto wie, być może i będzie regularnie walczył o miejsca w pierwszej trójce.

Wreszcie nowe części!

Ducati przygotowało bowiem dla Włocha zupełnie nową ramę oraz wahacz i to właśnie te podzespoły testowano w Misano przed wyścigiem o Grand Prix San Marino. Jeszcze przed weekendem Włoch podkreślał, że nowe rozwiązania to spory postęp, pozwalający na większy zakres regulacji ustawień przodu, ostrzejsze wejścia w zakręty i utrzymywanie lepszego tempa na zużytych oponach. Zresztą po sobotnich kwalifikacjach Rossi chyba pierwszy raz od dołączenia do Ducati otwarcie przyznał, że ma realną szansę na walkę o podium. Dzień później potwierdził, że nie były to tylko puste słowa.

Dzień po wyścigu Rossi przetestował jeszcze jedną ramę i kolejną wersję wahacza. O ile podwozie o innej sztywności nie przypadło Włochowi do gustu, nowy wahacz był kolejnym krokiem do przodu i 33-latek będzie z niego korzystał już w Aragonii. Nowe części przetestował także Nicky Hayden, który był w poniedziałek pod dużym wrażeniem, podkreślając, że pozwalają na szybszą i pewniejszą jazdę.

Do tej pory słabym punktem Ducati był brak wyczucia przodu podczas hamowania i składania się w zakręt oraz nerwowe zachowanie tyłu na wyjściach z zakrętów – szczególnie na zużytych oponach w drugiej połowie wyścigu. Jeśli nowe, długo wyczekiwane części, faktycznie wyeliminowały te problemy, jest realna szansa, że Rossi w końcówce sezonu będzie dużo bardziej konkurencyjny.

Oczywiście jest możliwe, iż wszystko to okaże się tylko blefem i okaże się, że podium w Misano to jedynie efekt wcześniejszych testów, połączonych z brakiem suchych treningów podczas weekendu Grand Prix – przez co inni zawodnicy nie byli w stanie znaleźć odpowiednich ustawień (co odbiło się na problemach Andrei Dovizioso, Bena Spiesa i Stefana Bradla) i nieobecnością na finiszu duetu Repsol Hondy i Cala Crutchlowa.

Wszystkie te wątpliwości rozwiąże jednak najbliższa runda w Hiszpanii. Jeśli Valentino Rossi znów dojedzie do mety w okolicach szóstego lub siódmego miejsca, ze stratą ponad dwudziestu sekund do zwycięzcy, jego szanse na regularne finisze na podium na Ducati spadną chyba do zera. Jeśli jednak znów stanie na pudle, końcówka sezonu MotoGP może okazać się bardzo zaskakująca.

Co by było gdyby…?

Pytanie, czy w takiej sytuacji Włoch nie będzie żałował, że zrezygnował z przedłużenia umowy z Ducati i postanowił wrócić pod skrzydła Yamahy na dwa kolejne lata? „Nie żałuję swojej decyzji [o powrocie do Yamahy], ale szkoda, że w tym roku zaczęliśmy rozmawiać o przyszłym sezonie już po kilku wyścigach – powiedział po niedzielnych zmaganiach. – Kto wie, co zrobiłbym, gdybym musiał zadecydować dopiero teraz.”

Jest ktoś, kto jeździe Rossiego będzie przyglądał się z wielką uwagą: to zarówno Andrea Dovizioso, który zajmie jego miejsce w fabrycznym zespole Ducati, jak i Ben Spies, który trafi do ekipy juniorskiej. Zapytany, czy nie denerwuje go fakt, że pracuje obecnie nad rozwojem przyszłorocznej maszyny dla „Doviego”, „Doktor” powiedział dziennikarzom: „Radość z dobrych wyników jest większa, niż zmartwienie, że za rok ten motocykl będzie moim rywalem.”

Co prawda Rossi przyznał także, że Ducati musi zrobić jeszcze bardzo duży krok, aby walczyć o zwycięstwa (przed końcem sezonu Włoch ma otrzymać jeszcze jedną ewolucję ramy), ale do jego powrotu na szczyt podium powoli przyzwyczajać muszą się także rywale.

- „Jorge, jak czujesz się, znów mając Valentino tuż za sobą?” – włoska dziennikarka zapytała Lorenzo po niedzielnym wyścigu.

- „Lepiej, niż kiedy finiszuje przede mną!” – odpowiedział Hiszpan, wywołując salwy śmiechu w sali konferencyjnej.

Lepiej jednak, żeby zarówno kibice, jak i rywale, powoli oswajali się z widokiem Rossiego na podium. Niezależnie czy będzie to jeszcze na Ducati, czy już dopiero na Yamasze w sezonie 2013, w San Marino 33-latek pokazał, że jeszcze się nie skończył… wręcz przeciwnie!

Tekst: Michał „Mick” Fiałkowski

Zdjęcia: Ducati Corse