Pod Barceloną wystartowała właśnie siódma runda MotoGP i choć weekend dopiero się rozpoczął, zawodnicy już wywołali nie lada zamieszanie. Kto w niedzielę stanie na szczycie podium?

Stolica Katalonii to nie tylko jedno z najpiękniejszych miast w Europie, ale także okolica, z której pochodzi wielu czołowych zawodników. Trudno się dziwić, w końcu w jej pobliżu ulokowany jest jeden z najlepszych torów w kalendarzu MotoGP. To właśnie tam ścigają się w ten weekend motocykliści MotoGP.

Tym razem nie wszyscy cieszyli się na powrót do Montmelo równie mocno, jak w poprzednich sezonach. Wszystko dlatego, że właśnie minął rok od tragicznego wypadku Luisa Saloma podczas treningu kategorii Moto2. Jego następstwem była zmiana konfiguracji trasy. Najpierw na wersję znaną z Formuły 1, z wolniejszym lewym na końcu tylnej prostej i szykaną pomiędzy przedostatnim i ostatnim zakrętem. Przed sezonem to ostatnie miejsce ponownie zmodyfikowano, jeszcze bardziej spowalniając szykanę i przesuwając ją kilka metrów do przodu.

Jakby tego było mało, stary i nierówny asfalt już rok temu okazał się morderczy dla opon nowego dostawcy ogumienia w MotoGP, Michelin. Tempo podczas wyścigu spadło wówczas nawet o cztery sekundy na okrążeniu, a niedawne testy pokazały, że w ten weekend wcale nie będzie lepiej.

Podczas wspomnianych testów zawodnicy jednogłośnie narzekali także na nową szykanę. Na tyle skutecznie, że po dzisiejszych treningach organizatorzy postanowili jednak wrócić do wersji F1 z sezonu 2016. Ucieszył się z tego z pewnością Jack Miller, który w pierwszej sesji zapomniał o zmianie konfiguracji i jeździł właśnie tą sprzed roku. Na chwilę ściągnięto go za to nawet do boksów czarną flagą.

Innymi zawodnikami, którzy ucieszyli się ze zmiany konfiguracji, byli motocykliści Yamahy, którzy nie testowali tutaj kilka tygodni temu. Brak testów był zresztą widoczny, bo choć to Valentino Rossi triumfował w Barcelonie rok temu, w piątek duet Yamahy był daleko z tyłu; Rossi wykręcił w drugiej sesji dziewiąty, a prowadzący w tabeli Maverick Vinales dopiero szesnasty czas.

Dzień na czele zakończył Marc Marquez, który o dwie dziesiąte wyprzedził Jorge Lorenzo. Obaj byli tutaj górą także podczas niedawnych testów i obaj wygrywali w przeszłości, więc w niedzielę mogą rozdawać karty. W piątek zaskoczył również Jonas Folger z ekipy Monster Yamaha Tech 3, który wykręcił trzeci rezultat, przed zwycięzcą z Mugello, Andreą Dovizioso i Danilo Petruccim.

Co prawda w piątek wielu narzekało na zmiany konfiguracji i spowolnienie ostatniego sektora, ale nie możemy zapominać, że to tylko dwa zakręty. Pełna szybkich łuków i zmian poziomów trasa pod Barceloną nadal pozostaje jedną z najlepszych w kalendarzu, a atmosfera panująca tam na trybunach jest jedną z najgorętszych w roku. Nie tylko za sprawą pogody. Czy tak samo będzie w niedzielę? Czy po smutnym weekendzie sprzed roku i dość mało widowiskowym wyścigu, tym razem znów zobaczymy pojedynek na miarę legendarnej walki Rossiego i Lorenzo z 2009 roku? Przekonamy się już za dwa dni.