Wygrywając niedzielny wyścig o Grand Prix Tajlandii klasy MotoGP po walce do ostatnich metrów, obrońca tytułu Marc Marquez na wyciągnięcie ręki zbliżył się do kolejnej korony. Na podium na torze Buriram stanęli obok niego Andrea Dovizioso i Maverick Vinales.

Po starcie na czoło stawki wysunęła się trójka w składzie Marquez, Dovizioso i Valentino Rossi, który przez kilka okrążeń jechał nawet na prowadzeniu. Wkrótce na trzeciej pozycji zastąpił go jednak Maverick Vinales, a prowadząca dwójka na finiszu nieco odskoczyła.

Na ostatnim okrążeniu Dovizioso i Marquez walczyli tak zaciekle, że dwie Yamahy ponownie znalazły się tuż za ich plecami, a prowadząca czwórka wpadła w ostatni zakręt w zwartym szyku. Dovizioso spróbował ataku na ostatnim hamowaniu, ale przestrzelił dzięki czemu obrońca tytułu lepiej wypadł na prostą startową i minął linię mety na jednym kole, podczas gdy próbując atakować Rossi niemal wjechał w tyle koło Yamahy Vinalesa, który ostatecznie uzupełnił podium.

Po wszystkim Marquez przyznał, że z powodu przegrzewającej się przedniej opony tym razem musiał bronić, a nie atakować i właśnie dlatego chciał dojechać do ostatniego zakrętu jako lider. Dovizioso, po swoim piątym podium z rzędu podkreślał, że walka o zwycięstwo na mało sprzyjającym Ducati torze to potwierdzenie postępów ekipy z Bolonii. Postępy zdaniem Vinalesa i Rossiego zrobiła także Yamaha. Obaj podkreślali jednak, że dopiero w kolejnych wyścigach okaże się, czy w Tajlandii walczyli o podium dzięki poprawie ustawień, czy bardziej sprzyjającym im na tym torze oponom.

Na cztery wyścigi przed końcem sezonu przewaga Marqueza nad Dovizioso wynosi aż 77 punktów na 100 możliwych do zdobycia. Jeśli podczas najbliższego wyścigu nie spadnie ona poniżej 75 punktów, Marquez będzie mógł już za dwa tygodnie w Japonii świętować zdobycie piątego tytułu mistrza MotoGP.

Tymczasem pierwszy w historii wyścig Grand Prix w Tajlandii okazał się wielkim sukcesem. Na oddalonym o pięć godzin jazdy od Bangkoku torze Buriram pojawiło się w niedzielę blisko sto tysięcy kibiców, a podczas ceremonii podium po raz pierwszy od dłuższego czasu nie było słychać gwizdów.