Marc Marquez wywalczył pole position do Grand Prix Czech w Brnie, z przewagą dwóch i pół sekundy pokonując na mokrym torze Jacka Millera i zaskakująco szybkiego w takich warunkach Johanna Zarco. Co czeka nas jutro?

W niedzielę po deszczu nie powinno już być śladu, dlatego dużo więcej niż mokra sobota mówi nam póki co suchy piątek, podczas którego górą był co prawda Fabio Quartararo, ale obrońca tytułu stracił do niego tylko dwie setne sekundy.

Cała czołówka podkreślała w piątek jednogłośnie, że dużym problemem było mocne zużycie opon. Sobotni deszcz zmył z asfaltu zostawioną tam w piątek gumę, dlatego w niedzielę pod względem ogumienia wcale nie będzie lepiej. Klucz do zwycięstwa? Oszczędzanie opon i… uważanie na nierówności. „Mimo zmian asfaltu nierówności są w tych samych miejscach jeszcze od lat 90-tych, nadajemy im nawet imiona” – żartował Valentino Rossi, który w piątek stracił czas z powodu awarii silnika, po której przejechał całe okrążenie z dymiącą jednostką napędową. „Wysprzęgliłem silnik” – uspakajał.

Tymczasem w Repsol Hondzie Marquez i zastępujący Jorge Lorenzo Niemiec Stefan Bradl skupiali się na porównywaniu nowych, karbonowych ram. Czy na jednej z nich Marquez wystartuje w niedzielę? W Niemczech tego nie zrobił i możliwe, że z powodu dzisiejszego deszczu podobnie będzie jutro, ale wszystko jest jeszcze możliwe. Nowe części testuje także Suzuki i Ducati, podczas gdy KTM zabrał do Brna całkowicie nową maszynę Moto2.

Tymczasem polscy kibice spotykają się dzisiaj o 18:00 w restauracji przy padoku. Będziecie?