Wszystko wskazuje na to, że w MotoGP Jonasa Folgera zastąpi w barwach zespołu Monster Yamaha Tech 3 Malezyjczyk Hafizh Syahrin.

23-latek z przedmieść Kuala Lumpur miał w tym roku zaliczyć swój piąty pełny sezon w mistrzostwach świata Moto2, ale jego miejsce w ekipie sponsorowanej przez Petronasa i tor Sepang zajął właśnie inny Malezyjczyk, Zulfahmi Khairuddin, który wraca do serii Grand Prix po krótkiej (i mało owocnej) przygodzie z World Supersport. Zmiana ta została już nawet oficjalnie potwierdzona przez zespół kierowany przez byłego zawodnika, Szweda Johana Stigefelta.

Wszystko wskazuje więc na to, że rzeczywiście sprawdzą się plotki, o których mówiło się już podczas ostatnich testów MotoGP w Malezji.

Miejsca Jonasa Folgera, który zrezygnował ze startu w MotoGP w barwach Monster Yamaha Tech 3, nie zajmie Yonny Hernandez. Kolumbijczyk testował co prawda na Sepang M1-kę ekipy Herve Poncharala, ale kręcił czasy plasujące go w końcówce stawki i nie zrobił wystarczająco dużego wrażenia.

Francuska ekipa postanowiła więc chyba postawić na innego kandydata, który jednocześnie pomoże organizatorom MotoGP jeszcze bardziej zwiększyć szaleństwo na punkcie tej serii, jakie od lat panuje w Azji. Przy okazji team przyjmie także z pewnością nie mały czek od sponsora Syahrina, czyli malezyjskiego Petronasa.

Skąd płynie Ryba?

„Ryba”, jak nazwano go po przeprowadzce do Europy, na mini-moto wsiadł w wieku 9 lat, a w MŚ Moto2 zadebiutował przed własnymi kibicami w 2011 roku, jako 17-latek. Dwanaście miesięcy później, startując kolejny raz z dziką kartą, stanął na podium… no, prawie. Sam wyścig na Sepang ukończył na czwartym miejscu, ale gdy kilka tygodni później zdyskwalifikowano Anthony’ego Westa z powodu „dopingu”, Malezyjczyk otrzymał od niego trofeum za trzecią pozycję.

Jednocześnie przeniósł się do Barcelony i rozpoczął starty w mistrzostwach Hiszpanii Moto2, najpierw zajmując w tabeli szóste, a rok później trzecie miejsce. W sezonie 2013 zaliczył także cztery Grand Prix, a w kolejnym roku trafił do mistrzostw świata na pełen etat. Dwa lata temu był dziewiąty w generalce, rok temu dziesiąty, dwukrotnie stając na podium.

Teoretycznie ktoś mógłby powiedzieć, że Malezyjczyk nie zrobił w Moto2 wystarczająco dużo, aby zasłużyć na angaż w MotoGP, ale przecież dwanaście miesięcy temu to samo mówiono o Folgerze, który jednak później stanął na podium na Sachsenringu i zaliczył naprawdę udany debiut w królewskiej klasie. „Ryba” może osiągać to samo. Tym bardziej, że jest zdecydowanie najlepszym Azjatą w wyścigach motocyklowych. Jest także na rękę Yamasze, bo to właśnie na motocyklu tej marki zaczynał przygodę z wyścigami po przesiadce na większe pojemności z mini-moto.

Będący synem właściciela małego warsztatu motocyklowego, Syahrin to także przykład historii od zera do bohatera, który jest inspiracją dla wielu młodych zawodników z tej części świata. Zanim pojawiło się wsparcie Petronasa i toru Sepang, w mistrzostwach Azji i Hiszpanii stał za nim niewielki, lokalny team. Europejczykom Ryba imponuje z kolei swoim poczuciem humoru. Na Instagramie, na którym śledzi go 185 tys. osób, nie znajdziecie zbyt wielu zdjęć, na których nie uśmiecha się od ucha do ucha.

Choć pseudonim Ryba wziął się od imienia, to jednak Hafizh to także wirtuoz jazdy w deszczu, który w takich warunkach może nieźle namieszać. Jedno jest pewne. Jeżeli jego angaż w Monster Yamaha Tech 3 dojdzie do skutku, pełni pasji, lokalni kibice oszaleją podczas Grand Prix Malezji.

Inne opcje?

Herve Poncharal nie miał w ostatnich tygodniach lekkiego życia. Kontrakt z Folgerem idealnie spinał ze sobą kilka różnych kwestii, poza oczywistym talentem młodego Bawarczyka. Jego kandydatura odpowiadała nie tylko Monsterowi, który jest głównym sponsorem zespołu i potrzebował rozpoznawalnej twarzy na niemieckim rynku, ale także niemieckiej telewizji, dla której bardzo ważne jest nie tylko Grand Prix na Sachsenringu, ale i niemiecki zawodnik w stawce, a tego po zniknięciu Stefana Bradla mocno brakowało.

Zaskakująca decyzja Jonasa o wycofaniu się ze startów wywróciła to wszystko do góry nogami. Nic dziwnego, że na horyzoncie pojawiały się dyskusyjne opcje, jak chociażby były mistrz świata, Sandro Cortese, który w ostatnich latach kompletnie zawodził w Moto2, czy właśnie Hernandez. Pole do popisu także było niewielkie, bo najlepsi zawodnicy z Moto2, World Superbike czy samego MotoGP już dawno mają przecież podpisane kontrakty, których Poncharal nie chciał zrywać. W takiej sytuacji Syahrin wydaje się najlepszą opcją, a jednocześnie powiewem świeżości w zdominowanej przez Europejczyków, królewskiej klasie.

Jeśli faktycznie wyląduje w Tech 3, jak widzicie jego tegoroczne szanse?