Jest szansa, że Jorge Lorenzo wróci na Ducati i to jeszcze w przyszłym roku. W czwartek przed Grand Prix Austrii potwierdził to Australijczyk Jack Miller, ale to dopiero początek tej niesamowitej historii.

Trzykrotny mistrz MotoGP decyzję o odejściu z Ducati podjął na początku swojego drugiego sezonu w barwach fabrycznej ekipy z Bolonii. Hiszpan w ekspresowym tempie dogadał się z Repsol Hondą i zanim powiedział o wszystkim kierownictwu Ducati, ono także postawiło na nim kreskę. Jak na ironię, dosłownie kilka dni później Hiszpan wygrał Grand Prix Włoch, a po tygodniu także Grand Prix Katalonii. Klamka jednak już zapadła.

Niestety, przygoda z RC213V okazała się dla zawodnika z Majorki potężnym niewypałem. Tak dużym, że niedawno plotkowało się nawet, że Hiszpan może zerwać dwuletnią umowę i już w tym roku roku zakończyć karierę. Wydaje się, że plotki te były mocno przesadzone, ale już w rewelacjach z ostatnich dni jest nieco więcej niż tylko ziarenko prawdy.

Najpierw pojawiła się informacja, że manager Lorenzo rozmawiał z kierownictwem Ducati w Brnie, ale niektórzy szybko zlekceważyli temat. W końcu takie grzecznościowe rozmowy to w padoku standard i dorabianie do każdej większej historii byłoby zwyczajnie śmieszne.

Kiedy jednak w czwartek w Austrii dziennikarze zapytali o te rewelacja Jacka Millera, Australijczyk przyznał, że w „tych plotkach jest trochę prawdy”. Ducati wciąż nie przedłużyło jego kontraktu na starty w 2020 roku w barwach zespołu Pramac Racing. Wydawało się, że chodzi po prostu o poziom wsparcia technicznego i wynagrodzenie. Teraz jest jasne, że chodzi o coś więcej; mimo podium wywalczonego przez Millera w Czechach.

Cal Crutchlow już rok temu w Brnie mówił nam, że Lorenzo za żadne skarby nie dogada się z motocyklem Hondy i póki co ma rację. Zadania nie ułatwia byłej gwieździe Yamahy także Marc Marquez, który w swoich wypowiedziach nie okazuje rodakowi zbyt dużego wsparcia. Jeszcze wczoraj podkreślał w końcu, że Lorenzo powinien zostać w Hondzie, bo ma tam wszystko, aby walczyć o tytuł. HRC nie zamierza jednak zmieniać kierunku rozwoju motocykla w stronę Jorge, jeżdżącego kompletnie inaczej niż Marc.

Wszystko to sprawiło, że Hiszpan rozmawia podobno na temat dołączenia do zespołu Pramac Racing i to potencjalnie już za rok, a jeśli do tego nie dojdzie, to podobno rozmawiał już także z Petronasem na temat możliwości startu prywatną Yamahą w sezonie 2021. W jego powrót na Ducati mocno zaangażował się rzekomo sam szef Ducati Corse, Gigi Dall’Igna.

Na tym etapie zamiast siać teorie spiskowe wolimy chyba cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń. Wydaje się jednak, że to właśnie Lorenzo może trzymać klucze do kontraktowych roszad w dwóch najbliższych sezonach. Ciekawe, co będzie miał na ten temat do powiedzenia gdy wróci na tor podczas GP Wielkiej Brytanii pod koniec sierpnia.

Póki co w najbliższy weekend Grand Prix Austrii, ale bez Lorenzo. Kto wygra? Czy na Red Bull Ringu ktoś wreszcie pokona zawodników Ducati?