Właśnie dotarła do nas informacja, że Czech Karel Abraham podczas dzisiejszego spotkania z fanami na torze w Brnie ogłosił… zakończenie kariery. To może oznaczać tylko jedno! 

To informacja o tyle zaskakująca, że jeszcze kilka dni temu Abraham mówił o tym, iż ma ważny kontrakt z zespołem Reale Avintia i nie zamierza zwalniać miejsca dla Johanna Zarco. Francuz miał na stole dwie oferty; zastąpienia Alexa Marqueza w zespole Marc VDS w Moto2 lub właśnie Abrahama w MotoGP.

Choć jeszcze w Walencji Zarco mówił o tym, że Avintia nie jest czołowym zespołem i dołączenie do niej byłoby takim samym błędem, jak podpisanie kontraktu z KTM-em, to jednak najwidoczniej do zmiany zdania przekonało go wsparcie Ducati i obietnice modelu Desmosedici GP19.

Nie oszukujmy się, Abraham nie miał – poza kontraktem – zbyt mocnych kart. W ostatnich latach Czech był w MotoGP jedynie tłem, a posadę w królewskiej klasie zawdzięczał w dużej mierze popularnej, czeskiej rundzie, którą przez lata organizował jego ojciec oraz właśnie rodzinnej fortunie.

Przyszłość GP Czech po sezonie 2020 i tak stoi pod znakiem zapytania a Abraham senior nie jest już zaangażowany w organizację wyścigu a jedynie wynajmuje na jego czas tor firmie założonej przez lokalne władze, która podpisała ostatnią umowę z organizatorami MotoGP.

Mimo wszystko szkoda, bo tracimy z MotoGP „sąsiada”, ale z drugiej strony zyskujemy dwukrotnego mistrza Moto2, który na pewno może pokazać w królewskiej klasie dużo więcej.

Decyzja Abrahama o zakończeniu kariery nie jest niespodzianką, biorąc pod uwagę fakt, że na horyzoncie nie ma już konkurencyjnych pakietów w World Superbike i żadnych miejsc w Moto2, nie licząc teamu Marc VDS, który potrzebuje jednak zawodnika dużo większego kalibru niż Kare.

Abraham z pewnością odnajdzie się w nowych realiach. W końcu startując w MotoGP skończył studia prawnicze i ma ręku pewny fach…

Teraz czekamy już tylko na oficjalny komunikat zespołu Reale Avintia i potwierdzenie angażu Zarco.

Co o tym myślicie?