Hiszpan Joan Mir, ubiegłoroczny mistrz świata Moto3, podpisał dwuletni kontrakt z fabryczną ekipą Suzuki, w barwach której wystartuje w MotoGP w latach 2019-2020 u boku swojego rodaka, Alexa Rinsa. Znaków zapytania na polach startowych pozostało już coraz mniej.

O tym, że Suzuki podpisało umowę z 20-latkiem z Majorki za kulisami mówiło się już od kilku tygodni, dlatego oficjalna informacja, która pojawiła się w poniedziałek, na początku tygodnia poprzedzającego Grand Prix Katalonii, dla nikogo nie była zaskoczeniem.

Suzuki dysponuje atrakcyjnym pakietem, dlatego nic dziwnego, że z producentem z Hamamatsu rozmawiał nawet Jorge Lorenzo, który jednak ostatecznie trafi do Repsol Hondy. Na utrzymanie swojego miejsca liczył także Andrea Iannone, ale mimo finiszów na podium w Austin i Jerez, podczas Grand Prix Włoch dowiedział się, że musi szukać dla siebie nowego pracodawcy.

Mir, który rok temu zdominował rywalizację w Moto3, wygrywając dziesięć z osiemnastu wyścigów w barwach ekipy Leopard, był także na celowniku Hondy, która podobno podpisała z nim nawet przedwstępną umowę. Gdy upłynął termin jej ważności, Japończycy nie zdecydowali się jednak na zaoferowanie Hiszpanowi posady u boku Marca Marqueza, dlatego ten bez wahania podpisał umowę z Suzuki.

Trudno mu się dziwić. Co prawda w swoim pierwszym sezonie w Moto2 Mir nie imponuje aż tak, jak robił to swojego czasu Marc Marquez, ale ma już na swoim koncie dwa podia i jest piąty w tabeli. To chyba wystarczy, aby potwierdzić swoje możliwości. Co prawda w tym roku z pewnością trudno będzie mu walczyć o tytuł, ale pozostanie w Moto2 na kolejny rok wiążę się z dużym ryzykiem. Po pierwsze w sezonie 2019 zmieni się dostawca silników, a razem z nim podwozia, co sprawi, że sytuacja przynajmniej na początku, będzie nie lada ruletką. Po drugie pod znakiem zapytania stoi przyszłość obecnej ekipy Mira, belgijskiego teamu Marc VDS.

Patrząc na to, co na GSX-RR wyprawiał Maverick Vinales, a także na tegoroczne podia Rinsa i Iannone, Mir może liczyć na udany debiut w królewskiej klasie. Zespół zyskuje z kolei następnego młodego i bardzo perspektywicznego zawodnika, z którym może w najbliższych latach sporo osiągnąć.

Jego angaż oznacza także, że na polach startowych MotoGP pozostało już niewiele znaków zapytania. Teraz, gdy wiemy już że Lorenzo przechodzi do Repsol Hondy, w Ducati zastąpi go Petrucci, a do Aprilii przechodzi Iannone, wszystkie fabryczne posady są już zaklepane.

Tak naprawdę niewiadome ograniczają się do najmniej prestiżowych posad. Bardzo możliwe, że nic nie zmieni się w Avintii, gdzie startują w tym roku imponujący Tito Rabat i słono płacący Xavier Simeon. Hiszpański Aspar podpisał podobno niedawno nową umowę z Ducati, choć to tylko niepotwierdzone plotki. Tak czy inaczej raczej nie zobaczymy tam gwiazd ze ścisłej czołówki. Bardzo wątpliwa jest także przyszłość zespołu Marc VDS, który może zniknąć ze stawki.

Jeśli tak się stanie, jego miejsca przejmie najprawdopodobniej Petronas i tor Sepang, którzy są już po słowie z Yamahą. Jednego z motocykli dosiąść ma obecny zawodnik Marc VDS, Franco Morbidelli. Na drugiej wielu widziałoby Daniego Pedrosę, który jednak podobno szykuje się do zakończenia kariery. Czy to otworzy drzwi do MotoGP Alexowi Marquezowi? To możliwe, szczególnie jeśli w kierowanie zespołem zaangażowałby się jego menedżer, Emilio Alzamora, którego z Marc VDS łączy sponsoring marki Estrella Galicia.

Bardzo możliwe, że ostatnie znaki zapytania rozwieje w najbliższy weekend Grand Prix Katalonii w Barcelonie.