Kolejne przetasowania w stawce MotoGP. Na miejsce Iannone wskoczy najprawdopodobniej Joan Mir z Moto3. Największe pytanie dotyczy jednak Jorge Lorenzo. Czy zostanie w Ducati? Czy wróci do Yamahy w prywatnej ekipie? Zastanówmy się nad możliwościami. 

Zapytany w czwartek przez dziennikarzy o swoją przyszłość Jorge Lorenzo potwierdził, że nie planuje ani przerwy, ani zakończenia kariery. Jak sam powiedział, przez dwa następne lata będziemy oglądać go w MotoGP na konkurencyjnym motocyklu. Jakim? Dowiemy się za dwa tygodnie podczas GP Katalonii. To nie tylko domowa runda dla Jorge, ale też ważny weekend dla Monstera, więc zbieżność terminów chyba nie jest przypadkowa…

Andrea Iannone poinformował dziś, że rozstanie się z Suzuki, ale to raczej nie Lorenzo wskoczy na jego miejsce. Wygląda na to, że bardzo dobry kontrakt z ekipą Davide Brivio podpisał mistrz Moto3, Joan Mir. Tymczasem w Hondzie najprawdopodobniej pozostanie Pedrosa, ale nie jest to jeszcze potwierdzone.

Co więc zrobi Lorenzo?

Opcje ma dwie; zostać w Ducati, co na tę chwilę wydaje się dość mało prawdopodobne, albo wrócić na Yamahę, ale w prywatnej ekipie.

Być może pamiętacie, że gdy tylko okazało się, że Jorge Lorenzo przechodzi do Ducati, podkreślałem, że z tyłu głowy ma z pewnością opcję powrotu na Yamahę po dwóch latach, gdyby jednak nie wyszło mu na Desmosedici. W końcu dokładnie ten sam szlak przetarł dla niego Valentino Rossi.

Czasowo wszystko zbiegało się idealne, ale gdy Valentino Rossi jednak przedłużył niedawno swoją umowę, a Tech 3 ogłosiło przesiadkę na KTM-y, sprawy się skomplikowały.

Alternatywą dla Hiszpana wydawało się Suzuki, ale z jakiegoś powodu Davide Brivio stracił entuzjazm. Czyżby nie chciał przepłacać i postawił na młodzieńca typu Joan Mir? W końcu Suzuki nie dysponuje tak dużym budżetem jak inne czołowe marki.

Teraz wydaje się, że Lorenzo i Yamaha jednak ponownie połączą siły, a poniższy wywiad wydaje się to potwierdzać.

Szef Yamahy jasno daje do zrozumienia, że Lorenzo jest w trudnej sytuacji i może nawet zabraknąć go za rok w stawce, ale nie wyklucza, że zobaczymy go na Yamasze. Czytaj; możesz jeździć na umowie „śmieciówce“ ale nie kozacz za bardzo podczas negocjacji, bo nie damy co nic więcej niż to, co dostał Rossi gdy wracał w 2014 roku. Czyli niewiele.

Oczywiście to tylko medialna gierka Jarvisa, bo tak naprawdę Yamaha potrzebuje Lorenzo jak nigdy. Japończycy popełnili ten sam błąd, co Ducati ze Stonerem przed laty. Zbudowali kapitalny motocykl, ale pod bardzo specyficzny styl jazdy. Wielu potrafiło całkiem nieźle radzić sobie na nim w Tech 3; Zarco, Crutchlow, Dovizioso, Smith… ale Rossi i Vinales ze swoimi bardziej agresywnymi stylami jazdy, nie mogą dogadać się z M1. A inżynierowie nie potrafią w kilka miesięcy wywrócić charakterystyki motocykla do góry nogami i z Yamahy zrobić Hondę.

Co in więc zostało? No jak to co; ściągnąć Lorenzo do prywatnego teamu. Nie muszą nawet dawać mi fabrycznej maszyny. Wystarczy, że dostanie swój motocykl z 2016 roku, którym teraz jeździ Zarco, a pewnie i tak napsułby na nim krwi fabrycznej duetowi.

Rossi i Vinales chyba też za bardzo nie mogliby protestować, bo jeżdżą jak… jeżdżą, a Yamaha potrzebuje wyników, żeby w Japonii zgadzały się excele.

Ale kto za to wszystko zapłaci? Oczywiście Monster, który mocno wspiera Lorenzo i podobno jest gotowy wyłożyć w tym celu dwa miliony euro. Tym bardziej, że właśnie tracą Tech 3, a w obliczu problemów Rossiego i Vinalesa mogą nie palić się do sponsorowania fabrycznego teamu.

Tylko kto wystawiłby motocykle? Tak się składa, że Marc van der Straten pogonił właśnie człowieka, który od lat ogarniał mu cały zespół i potrzebuje nie tylko pomocy, ale także motocykli.

Co więcej, wieloletni szef mechaników Lorenzo, Ramon Forcada, wyraźnie nie dogaduje się z Vinalesem i mam wrażenie, że robi wszystko, aby Yamaha przed czasem rozwiązała jego kontrakt… albo przeniosła właśnie do prywatnego teamu z Jorge.

Jak widzicie wszystko układa się w jedną całość. Tym bardziej, że Ducati postawiło już podobno na Petrucciego. Co prawda Lorenzo ma przed sobą jeszcze dwa wyścigi, bo wszystko musi się wyjaśnić przed końcem czerwca, ale moim zdaniem temat może być już klepnięty.

Jak myślicie?