Już w niedzielę na japońskim torze Motegi odbędzie się wyścig, który może rozstrzygnąć losy tegorocznego tytułu MotoGP. Póki co Marc Marquez wcale nie jest jednak na wygranej pozycji.

Choć po drodze po swój piąty tytuł w królewskiej klasie zawodnik Repsol Hondy wygrał już w tym roku aż siedem a czternastu Grand Prix, to jednak na należącym do Hondy torze Motegi nie będzie miał łatwego zadania.

Marquez gotowy do walki - zdjęcia: Repsol, Ducati, Yamaha, Suzuki

Marquez gotowy do walki – zdjęcia: Repsol, Ducati, Yamaha, Suzuki

Licząca 4,8 km trasa, która do kalendarza mistrzostw świata dołączyła w 1999 roku, to klasyczny obiekt typu stop and go, z ciasnymi łukami połączonymi długimi prostymi. Klucze do sukcesu są tutaj dwa; przyspieszenie oraz stabilność podczas ekstremalnie ostrego hamowania.

To właśnie te dwie cechy są w tym roku najmocniejszą bronią Ducati, a Andrea Dovizioso, który triumfował w Japonii rok temu, zamierza je w niedzielę w pełni wykorzystać. To właśnie on był najszybszy podczas pierwszej piątkowej sesji treningowej, w której w jednej sekundzie zmieściło się aż dziewięciu zawodników. Marquez był co prawda czwarty i stracił do Włocha tylko jedną dziesiątą sekundy, ale nie był całkiem zadowolony z ustawień motocykla. Honda ma zresztą od dawna spore problemy z przyspieszeniem.

Dovi będzie w Japonii groźny

Dovi będzie w Japonii groźny – zdjęcia: Ducati, Repsol, Yamaha, Suzuki

Już podczas czwartkowej konferencji prasowej Dovi dał wyraźnie do zrozumienia, że choć jest drugi w tabeli, absolutnie nie myśli już o walce o tytuł. „Chcę opóźnić koronację Marca” – podkreślał. Aby to zrobić, w niedzielę musi minąć linię mety przed nim. Jeśli Marquez wygra, będzie już po zabawie. Jeśli nie, nie może stracić do Doviego w tabeli więcej, niż dwa punkty. Biorąc pod uwagę ich tegoroczną formę, ostatnie wyścigi a także dramatyczną walkę sprzed roku, można się więc spodziewać, że w niedzielę czeka ich coś więcej niż tylko pojedynek o zwycięstwo w rundzie Grand Prix.

Zabraknie w niej niestety drugiego z zawodników Ducati. Jorge Lorenzo, który w Aragonii nabawił się kontuzji prawej kostki, a w Tajlandii lewego nadgarstka, wycofał się z rywalizacji w Japonii po zaledwie jednym wyjeździe w piątkowy poranek. Już w czwartek okazało się, że pęknięta kość w nadgarstku jest tak naprawdę całkowicie złamana. Dlaczego nie zdiagnozowali tego lekarze w Tajlandii? Takie złamania na prześwietleniach podobno wychodzą dopiero po 48 godzinach. Tak czy inaczej Lorenzo traci kolejny wyścig, a i jego start w następnej rundzie w Australii stoi pod znakiem zapytania. Szkoda, bo jeszcze niedawno – szczególnie po trzech wygranych z rzędu – był mocnym kandydatem do wicemistrzostwa.

Lorenzo nie wystartuje na Motegi

Lorenzo nie wystartuje na Motegi

Apetyt na walkę w czołówce mają za to zawodnicy Yamahy, którzy w piątek pojawili się w padoku w różowych koszulkach, na znak solidarności z kobietami walczącymi z rakiem piersi. Maverick Vinales i Valentino Rossi już w Tajlandii pokazali spory skok formy, ale od tego czasu wszyscy zadawali sobie pytanie; czy to kwestia poprawionych ustawień motocykla, czy specyficznego doboru opon Michelin na torze w Buriram. Piątek pokazał, przynajmniej zdaniem Vinalesa (który podarował niedawno ponad 300 tys. zł na protezy dla chorego chłopaka ze swoich rodzinnych stron), że Yamaha zrobiła postępy. Czy na tyle duże, aby nawiązać walkę o zwycięstwo?

Vinales jest w bojowym nastroju

Vinales jest w bojowym nastroju

Trudno oceniać to po dwóch pierwszych sesjach. Tym bardziej, że druga z nich upłynęła pod znakiem mokrego toru. Dopiero w ostatnich minutach na tor wyjechało raptem kilku zawodników na slickach. Najlepszy czas Daniego Pedrosy był jednak o trzy sekundy gorszy od porannych wyników czołówki. Siedmiu innych motocyklistów, w tym Marquez i Dovizioso, w ogóle nie wyjechało z garaży.

Pedrosa aż pięć razy stawał na Motegi na szczycie podium Grand Prix, a ostatnio w Tajlandii pokazał dużo lepsze tempo niż w większości tegorocznych wyścigów. Czy w swoim pożegnalnym starcie w wyjątkowym dla niego Grand Prix będzie w stanie powalczyć o zwycięstwo? Nie jest to wykluczone, chociaż z należącym do Hondy torem w jego przypadku wiążą się nie tylko miłe wspomnienia.

Pedrosa zaskoczy?

Pedrosa zaskoczy?

To właśnie tutaj Pedrosa przewrócił się w 2010 roku po awarii przepustnicy i złamał obojczyk, co praktycznie przesądziło o losach mistrzowskiego tytułu. Nie przeszkodziło jednak Rossiemu walczyć z team-partnerem i późniejszym mistrzem, Lorenzo, o ostatni stopień podium jakby stawką był co najmniej milion euro. Po wyścigu Włoch dostał nawet reprymendę od szefa ekipy Lina Jarvisa, po czym wyjaśnił dziennikarzom, że dostał polecenie, aby walczyć z większą uwagą; „więc będę się ścigał tak jak do tej pory, ale z większą uwagą” – powiedział z szerokim uśmiechem. Relacje obu sięgnęły wówczas dna, ale wkrótce „Doktor” miał większe problemy. Miesiąc później był już bowiem zawodnikiem Ducati.

Japońscy fani jak zwykle pełni entuzjazmu

Japońscy fani jak zwykle pełni entuzjazmu

Motegi słynie zresztą nie tylko z emocji na torze, ale też i zamieszania. W 2013 roku z powodu problemów z pogodą w piątek i sobotę zawodnicy w ogóle nie wyjechali w garaży. Treningi odwoływano także w 2010 roku. Dwukrotnie, w 2010 i 2011 roku, zawody przenoszono z kolei z wiosny na jesień. Najpierw z powodu wybuchu wulkanu na Islandii, który sparaliżował komunikację lotniczą, a następnie z powodu trzęsienia ziemi i tsunami, które zalało elektrownię atomową w pobliskiej Fukuszimie, przez chwilę pod znakiem zapytania stawiając przyszłość zmagań na Motegi.

Co pokaże Valentino Rossi?

Co pokaże Valentino Rossi?

Kto lub co może namieszać tym razem? Pogoda od soboty ma już być stabilna, ale niespodzianek w stawce nie zabraknie. Warto mieć oko na zawodników Suzuki, którzy rok temu finiszowali w Japonii w pierwszej piątce, a ostatnio też całkiem nieźle sobie radzą. Kto wie, co pokażą także kierowcy testowi, którzy pod owiewkami sprawdzają całą masę części na sezon 2019.

Nas najbardziej interesuje jednak to, czy Marquez ponownie rozstrzygnie na swoją korzyść losy tytułu MotoGP na oczach szefostwa HRC. Aby to zrobić, będzie się musiał nieźle napocić, więc warto wstać w niedzielę o siódmej rano…

Czy w niedzielę Marquez posunie się aż tak daleko? ;)

Czy w niedzielę Marquez posunie się aż tak daleko? ;)