Sezon 2018 będzie dla Daniego Pedrosy ostatnim w MotoGP w ekipie Repsol Honda. W jakich barwach zobaczymy go w przyszłym roku i kto zajmie jego miejsce u boku Marca Marqueza? 

32-letni Hiszpan współpracuje z Hondą od 18 lat. Razem z nią najpierw zdobył tytuł w klasie 125, następnie w 250-tkach, aż wreszcie w 2006 roku trafił do MotoGP jako „złote dziecko HRC” i fabryczny zawodnik Repsol Hondy. Choć regularnie wygrywał wyścigi i często kończył sezon w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej, nigdy nie zrealizował pokładanych w nim oczekiwań i nie zdobył mistrzowskiego tytułu. Tymczasem po ten u jego boku sięgali najpierw Nicky Hayden, później Casey Stoner, aż wreszcie Marc Marquez, który od 2013 roku dominuje w MotoGP.

Dzisiaj Pedrosa idealnie sprawdza się w roli numeru dwa w zespole. Z jednej strony nie jest bezpośrednim rywalem dla Marqueza i nie burzy dobrej atmosfery w teamie – a jak to ważne pokazały wspólne starty Lorenzo i Rossiego w Yamasze. Z drugiej strony nadal pozostaje jednym z niewielu, którzy są w stanie regularnie walczyć o podia. Niestety w tym roku Dani ani razu nie stał jeszcze na pudle, a jego wkład w wynik Repsol Hondy w klasyfikacji zespołowej jest niewielki. Nadszedł więc, zdaniem niektórych o kilka lat za późno, czas na zmianę.

Już dziś rano w hiszpańskich mediach pojawiły się informacje o tym, że Honda na początku weekendu na Mugello poinformowała Daniego, iż jego kontrakt nie zostanie przedłużony. Całkiem otwarcie wypowiadał się na ten temat także Marquez, który ostrzegał w trakcie weekendu, że ten kto zajmie miejsce Daniego, będzie musiał zmierzyć się z trudnym do opanowania motocyklem.

Honda postanowiła chyba zareagować i przejąć kontrolę nad narracją, bo właśnie przesłała do mediów oficjalny komunikat informujący o zakończeniu współpracy z Pedrosą razem z końcem tego sezonu. Z jego słów: „W życiu każdy potrzebuje nowych wyzwań. Nadszedł czas na zmianę” – wynika, że to jego decyzja, ale to chyba bardziej ukłon ze strony Japończyków za wieloletnią współpracę.

Z drugiej strony Pedrosa już kilka razy był bliski opuszczenia Hondy. Dwa lata temu najpierw intensywnie rozmawiał z Yamahą, co skłoniło Mavericka Vinalesa do ostatecznego opuszczenia Suzuki, a także zmotywowało HRC do przedłużenia umowy z Danim. Następnie Hiszpan flirtował z KTM-em, którym kieruje jego były, wieloletni szef mechaników, Mike Leitner. Wymagania finansowe Daniego były jednak podobno zdecydowanie za wysokie dla Austriaków.

Co dalej z „Małym Wojownikiem”?

Jakie opcje ma dziś Pedrosa? Drugiego nazwiska wciąż nie potwierdziło Suzuki, ale wszystko wskazuje na to, że do Alexa Rinsa dołączy tam Joan Mir. W Ducati, które opuści Jorge Lorenzo, zobaczymy Danilo Petrucciego, który już na Mugello podpisał podobno wart 400 tysięcy euro rocznie kontrakt. Na drugim KTM-ie w Tech 3 u boku Miguela Oliveiry zobaczymy z kolei najprawdopodobniej Hafizha Syahrina.

Trudno wyobrazić sobie zawodnika pokroju Pedrosy na np. prywatnym Ducati w Asparze lub Avintii, ale wielu przez lata sugerowało, że chcieliby zobaczyć płynnie jeżdżącego Hiszpana na Yamasze. Czy tak się stanie?

Wszystko wskazuje na to, że przy wsparciu Monstera i Petronasa zbudowany zostanie specjalny zespół dla Jorge Lorenzo, który ponownie dosiądzie fabrycznej Yamahy. Opcji jest kilka. Yamaha może dogadać się z Asparem lub teamem Marc VDS, albo – jeśli ten drugi jednak zniknie, przejąć jego dwa miejsca do spółki z torem Sepang. Tak czy inaczej, losy drugiej maszyny wciąż nie są przesądzone, chociaż jest bardzo prawdopodobne, że dosiądzie jej Franco Morbidelli.

Jeżeli rzeczywiście team Marc VDS zniknie ze stawki, naszym zdaniem jest bardzo możliwe, że wydarzy się coś niespodziewanego, a dwie maszyny ot tak po prostu nie znikną z pól startowych. Być może przejmie je któryś z obecnych teamów Moto2, albo sam Valentino Rossi i jego ekipa VR46? To póki co tylko nasze spekulacje, ale wszystko jest możliwe.

Faktem jest natomiast, że Pedrosa nie ma zbyt wielu opcji w MotoGP, szczególnie tych konkurencyjnych i fabrycznych. Jednocześnie trudno wyobrazić sobie, że przy swoich gabarytach przesiądzie się na Superbike’a, albo zrobi krok do tyłu i przejdzie do Moto2, które w przyszłym roku będzie wielką niewiadomą z uwagi na zmianę dostawcy silników z Hondy na Triumpha.

Nie jest więc wykluczone, że w wieku 32 lat Dani zwyczajnie zakończy karierę. Na podobny scenariusz gotowy jest Bradley Smith, z którym współpracę zakończy po tym sezonie KTM. Brytyjczyk mówił we Włoszech wprost, że nie interesują go inne serie i jeśli nie będzie miał możliwości pozostania w MotoGP, a wszystko na to wskazuje, to odwiesi kask na kołek. Czy Pedrosa zrobi to samo? Byłoby szkoda, gdyby stało się tak, zanim przekonamy się, jak wyglądałby jego potencjał na maszynie innej niż Honda…

Kto za Pedrosę?

Kto jednak zajmie jego miejsce u boku Marca Marqueza? Nie jest tajemnicą, że taki scenariusz odrzucili zarówno Johann Zarco, jak i Joan Mir. Nic dziwnego, że żaden z nich nie chce być tłem dla aktualnego mistrza MotoGP, do tego na wyjątkowo trudnym w prowadzeniu motocyklu. Honda nie jest z kolei zainteresowana trzykrotnym mistrzem World Superbike, Jonathanem Rea, którego menedżer rozmawiał w Le Mans w szefem zespołu, Alberto Puigiem. Hiszpan kategorycznie wykluczył jednak taką możliwość.

Trudno wyobrazić sobie również, że na wymagającą agresywnego stylu jazdy Hondę wskoczyłby Lorenzo. HRC namawiała podobno do powrotu Jacka Millera, który przez trzy lata dysponował fabrycznym kontraktem z Japończykami. Po odejściu z LCR Hondy świetnie odnalazł się jednak na Ducati i chyba nie pali się do powrotu na RC213V, choć kto wie, może wcale nie jest to wykluczone…

Jakie opcje pozostają? Awans Crutchlowa z prywatnej ekipy LCR? Przejście Iannone, który po zakończeniu współpracy z Suzuki wiązany był jednak z Aprilią? Przejście do MotoGP kogoś z Moto2? Może młodego Marqueza, który jednak w tym roku pokazuje nadal chyba za mało…?

Alternatyw, zarówno dla Pedrosy, jak i HRC, jest niewiele. Ciekawe, jak to wszystko się zakończy. Mamy wrażenie, że wszystkiego dowiemy się już w najbliższych dniach, jeszcze przed zaplanowanym na połowę czerwca Grand Prix Katalonii. Tak czy inaczej dobrze, że kilku latach zastoju wreszcie na karuzeli MotoGP dochodzi do większych przetasowań.