Drugi wicemistrz MotoGP sezonu 2019 przeprowadza się do… Kataru. Czy pomoże mu to na torze w przyszłym roku? Czas przeanalizować jego sytuację i opcje na przyszłość.

Trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, dwa zwycięstwa, siedem podiów i trzy starty z pole position. Mogłoby się wydawać, że ten sezon był dla Mavericka Vinalesa całkiem udany. Rzeczywiście lepszy niż poprzedni, w którym czwartego wówczas w tabeli Hiszpana pokonali nie tylko Marquez i Dovizioso, ale również zespołowy kolega, Valentino Rossi.

W tym roku Maverick był w garażu wyraźnie górą, ale trzeci rok na M1-ce nadal nie był specjalnie lepszy, niż sezon 2016, czyli jego ostatni na Suzuki. Hiszpan zgromadził wtedy tylko dziewięć punktów mniej, a przecież przeszedł do Yamahy po to, aby walczyć o tytuł…

Nie było tajemnicą, że Vinales od początku nie dogadywał się najlepiej ze swoim szefem mechaników, Ramonem Forcadą, który wcześniej przez lata tworzył zgrany duet z Jorge Lorenzo. Tegoroczna zmiana i dołączenie do zespołu byłego crew chiefa z mistrzowskiego sezonu z Moto3, Estebana Garcii, co prawda przyniosła poprawę jeśli chodzi o atmosferę w garażu, ale wymagała czasu.

Nawet Garcii nie udało się jednak rozwiązać problemów, które trapią Yamahę od kilku lat, jak szybkie zużycie tylnej opony i jej uślizgi na torach o niskiej przyczepności. Rozwiązano jednak coś innego; problemy ze startem i pierwszymi okrążeniami.

Choć Maverick narzekał na to dość mocno niemal od samego początku swojej przygody z M1-ką, w tym roku okazało się, że problem wcale nie wynikał z motocykla, a zawodnika. Na szczęście wygląda na to, że udało się go wreszcie rozwiązać.

To jednak nie wszystko. Kiedy rozmawiałem z Vinalesem w połowie poprzedniego sezonu był sfrustrowany faktem, że nie jest w stanie brać czynnego udziału w rozwoju M1-ki. „Skupiam się na dostosowaniu siebie do motocykla, ale w kolejnym sezonie chciałbym móc dostosowywać motocykl do mojego stylu jazdy” – powiedział mi wtedy.

Podczas ostatniej rundy tego sezonu w Walencji szef wyścigowego działu Yamahy, Lin Jarvis, wydawał się odbijać piłeczkę i w trakcie spotkania z dziennikarzami nieco zaskoczył przyznając, że większość prac rozwojowych wykonuje Rossi. Dlaczego tak się dzieje?

Niestety, o to nikt już Vinalesa nie dopytał podczas ostatniej rundy tego sezonu, ale pewne jest, że Hiszpan wciąż ma sporo słabych punktów. Jednym z nich jest jego dość wybuchowy temperament. W ostatnich latach widzieliśmy wielokrotnie, jak „Mack” nakręca się zarówno z powodu sukcesów, jak i porażek, podczas gdy Rossi zachowuje dużo większy spokój i powściągliwość w swoich komentarzach.

Czy przeprowadzka do Kataru i niemal codzienne treningi na R1-ce na torze Losail, pomogą młodemu Hiszpanowi nie tylko poprawić swoje umiejętności, ale również nabrać dystansu i zimnej krwi?

Niepewna przyszłość

W sezonie 2021 Maverick będzie tego bardzo potrzebował. Swoją drugą dwuletnią umowę z Yamahą Vinales podpisał już po zakończeniu swojego pierwszego sezonu na M1-ce, czym mocno wszystkich zaskoczył. Wszystko wskazuje na to, że chyba nieco wystraszył się potencjalnych przetasowań na rynku kontraktowym i nie chciał znaleźć się na lodzie. Szybko zdał sobie jednak sprawę, że nieco się pospieszył.

Jak będzie tym razem? Po sezonie 2020 kończą się kontrakty praktycznie wszystkich zawodników MotoGP. Co prawda wydaje się pewne, że Marc Marquez przedłuży swoją umowę z Repsol Hondą, gdzie w takim obliczu Maverick nie będzie miał raczej czego szukać, ale to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Sytuacja Yamahy jest dość mocno skomplikowana. Z jednej strony mamy Valentino Rossiego, który niezależnie od wyników sportowych jest absolutną legendą i jeśli tylko podejmie decyzję o kontynuowaniu startów w sezonie 2021 to z pewnością zostanie w fabrycznym zespole. Decyzja ta zapadnie jednak dopiero w okolicach czerwca, po pierwszych pięciu, sześciu wyścigach.

Z drugiej strony na horyzoncie pojawiła się mega wschodząca gwiazda w postaci Fabio Quartararo. Francuz co prawda nie wygrał w tym roku żadnego wyścigu, ale podobnie jak Vinales aż siedem razy stawał na podium i dokonał tego w motocyklu w starszej specyfikacji, a do tego z silnikiem z niższym limitem obrotów. W tabeli stracił ostatecznie do Mavericka tylko 19 punktów.

Co więcej, swoim entuzjazmem i pozytywnym nastawieniem Quartararo wizerunkowo bije Vinalesa na głowę, dlatego jeśli Yamaha zapragnie ściągnąć go do swojego głównego zespołu, Maverick może mieć nie lada problem i faktycznie znaleźć się na lodzie.

W takiej sytuacji bardzo łatwo mu będzie popełnić błąd; dać się sprowokować do podpisania przedłużenia umowy z Yamahą na mało atrakcyjnych warunkach, albo unieść się honorem i podobnie jak Lorenzo przejść do Ducati. Nie jest tajemnicą, że Włosi z chęcią widzieliby Vinalesa w swoich szeregach, tym bardziej, że losy Danilo Petrucciego wydają się przesądzone.

Może jednak taka zmiana wcale nie byłaby do Vinalesa zła? W końcu jego agresywny styl jazdy powinien wyraźnie odpowiadać dość topornie prowadzącemu się Desmosedici.

Najpierw jednak Maverick musi spróbować powalczyć o tytuł na M1-ce. Czy uda mu się to w sezonie 2021? Czy pomoże mu w tym zimowa przeprowadzka do Kataru? Czy inżynierowie Yamahy przygotują dla swoich podopiecznych jakieś przełomowe zmiany? W końcu zdaniem wielu problemem Yamahy wcale nie są zawodnicy…