Włoch Andrea Dovizioso na kolejne dwa lata przedłużył swoją umowę z fabryczną ekipą Ducati w MotoGP. Jego zdaniem faworytami do zajęcia drugiego miejsca w oficjalnym zespole są Danilo Petrucci i Jack Miller.

Dovizioso barwy Ducati reprezentuje od sześciu lat. Dołączył do zespołu w trudnym momencie, tuż po odejściu z niego Valentino Rossiego, który nie był w stanie dogadać się z Desmosedici. Początki nie były łatwe, ale pojedynki Doviego z nieodżałowanym Nickym Haydenem były ozdobą wielu wyścigów. Mimo iż często była to walka o pozycje pod koniec pierwszej dziesiątki.

Z czasem było coraz lepiej, a gdy do ekipy przejętego przez Audi włoskiego producenta dołączył Gigi Dall’Igna, Ducati wyraźnie podkręciło tempo. Poprzedni sezon był punktem zwrotnym, zarówno dla ekipy z Bolonii, jak i samego Dovizioso, który wygrał sześć wyścigów, do ostatniej rundy walczył o tytuł i wreszcie sam uwierzył, że może rywalizować z najlepszymi.

W tym roku po raz pierwszy rozpoczynał sezon otwarcie mówiąc o chęci walki o tytuł, a w Katarze widowiskowo pokonał Marca Marqueza na ostatnich metrach. Co prawda później nie było już tak różowo, a po kontrowersyjnej kolizji z Jerez Włoch spadł w generalce z pierwszego na piąte miejsce, ale wciąż jest w grze.

Najtrudniejsze tory w kalendarzu Ducati ma już w tym sezonie za sobą, co pokazały wyraźnie piątkowe treningi w Le Mans. Dovi był dziś najszybszy w stawce, w drugiej sesji wykręcając rekordowe kółko. Co prawda Marquez i Honda są w tym roku szybcy jak nigdy, ale jeśli ktoś będzie w stanie nawiązać z nimi walkę, to chyba właśnie Desmo Dovi.

Rozmowy na temat dalszej współpracy trwały już od miesięcy, ale menedżer włoskiego zawodnika do niedawna nie ukrywał, że początkowe oferty ekipy nie spełniały jego oczekiwań; przede wszystkim pod względem finansowym. O ile bowiem Lorenzo zarabia obecnie rocznie ok. 12 milionów euro, o tyle Dovi otrzymuje podobno zaledwie dwa miliony i choć może sporo dorobić dzięki premiom za wyniki, to jednak w porównaniu do czołówki MotoGP to naprawdę niewiele. A w końcu mówimy o aktualnym wicemistrzu świata.

Choć pewnie długo, a może i nigdy nie poznamy ostatecznej kwoty, to jednak Ducati musiało położyć na stole przynajmniej pięć milionów euro rocznie; samej podstawy. Tak czy inaczej dzisiaj obie strony wreszcie się dogadały, a uwaga Ducati może skupić się na obsadzie drugiego motocykla.

Czy w zespole pozostanie Jorge Lorenzo, którego niektórzy widzą już w Suzuki? Dovizioso ma na ten temat dość jasne zdanie: „Najbardziej prawdopodobnymi kandydatami są Petrucci i Miller, ale to decyzja Ducati. – powiedział dzisiaj dziennikarzom. - Nie przejmuję się tymi sprawami, ale jeśli Ducati dogada się z Jorge, a on będzie chciał zostać w zespole, to nie będzie to dla mnie problemem.”

Dziesiąty dzisiaj Lorenzo przyznał ostatnio, że wreszcie czuje się na tegorocznym modelu Desmosedici przynajmniej tak, jak na tym z poprzedniego sezonu. Faktycznie jego tempo i agresywny styl jazdy w Jerez robiły wrażenie, ale czy to tylko pojedynczy przebłysk na jednym z ulubionych torów? Przekonamy się w ten weekend. Niezależnie od tego, czy zostanie w Ducati czy przejdzie do Suzuki, Hiszpan potrzebuje dobrych wyników aby nieco podbić swoją rynkową wartość.

Sęk w tym, że w tabeli trzykrotny mistrz MotoGP jest dopiero dwudziesty, podczas gdy Miller i Petrucci zajmują odpowiednio ósme i dziewiąte miejsce. Obaj ocierali się także o podium. Australijczyk był czwarty w Argentynie, gdzie startował z pole position. Włoch czwarty w Jerez, choć tam pomogła zbiorowa kraksa Lorenzo, Dovizioso i Pedrosy. Petrux był też jednak piąty w Katarze i to po starcie z pierwszego rzędu.

W Le Mans plotkuje się także w ten weekend o możliwym powrocie do Ducati Andrei Iannone. Co prawda wydaje się mało prawdopodobne, że Maniac mógłby wrócić do fabrycznego składu, z którego wyleciał w sumie z hukiem po kontrowersyjnym zderzeniu z Dovim w Argentynie, ale już inny scenariusz jest bardzo realny. Wygląda on następująco; Lorenzo zabiera miejsce Iannone w Suzuki, a na jego miejsce wskakuje jeden z zawodników Pramaca, robiąc miejsce w zespole, z którym Iannone zaczynał swoją przygodę z MotoGP. W końcu Pramac do dziś pozostaje osobistym sponsorem zawodnika z Vasto… Maniac nie zamierza jednak podobno oddawać miejsca w Suzuki bez walki. Szczególnie teraz, po dwóch finiszach na pudle.

Tak czy inaczej ostatnie akapity to już tylko plotki i spekulacje. Faktem jest za to, że Dovi zostaje w Ducati na dwa kolejne lata i z pewnością będzie groźny. Co z jego team-partnerem? Mamy przeczucie, że wszystko rozstrzygnie się najdalej za dwa tygodnie, podczas Grand Prix Włoch na Mugello. To w końcu domowa runda Ducati.