Weekend w Brnie rozpoczęliśmy od ciekawego wywiadu z Aleixem Espargaro. Zawodnik Aprilii mocno się poobijał podczas Grand Prix Niemiec, dlatego do Czech przyleciał po skróconej wakacyjnej przerwie. Nie był z tego powodu specjalnie zadowolony…

Na co dzień wulkan energii, Espargaro uderzył w dmuchaną bandę podczas treningów przed Grand Prix Niemiec i nie tylko nie wystartował z tego powodu w wyścigach na Sachsenringu, ale także musiał spędzić aż tydzień w miejscowym szpitalu. Hiszpan mocno obił klatkę piersiową, w tym serce, dlatego lekarze nie chcieli wypuścić go do domu. Domu, w którym czekały na niego nowonarodzone bliźniaki Mią i Maksem.

Po krótkim odpoczynku, Hiszpan jest już gotowy na drugą połowę sezonu. Oto, co powiedział nam w Brnie dziś rano:

Jak się czujesz?
Dobrze. Cieszę się, że tu jestem, bo to był potężny wypadek. Ostatecznie moje obrażenia nie były tak poważne jak się spodziewano. Lekarze w Niemczech byli trochę przestraszeni i przewrażliwieni. W Niemczech w ogóle lekarze bardziej w takich sytuacjach uważają. Nie to co w Hiszpanii. Pod tym względem są od nas lepszi, ale tym razem trochę przesadzili. Cieszę się jednak, że wszystko ze mną w porządku.

Co się dokładnie stało?
Nie wiemy. Gdy leżałem w szpitalu, miałem bardzo dużo czasu, więc sporo rozmawiałem z moim szefem mechaników, Marcusem. Analizowałem dane, telemetrię, oglądałem nagrania. Nie ma wyjaśnienia. Czasami złożysz się w zakręcie o jeden stopień mocniej jadąc jeden czy dwa kilometry na godzinę szybciej i upadasz, bo jeździmy na limicie. W chwili wypadku jechałem szybko, ale nie zrobiłem niczego nietypowego. Może zmieniłem kierunek gdy przednie koło było jeszcze minimalnie uniesione i motocykl zachował się bardzo agresywnie, ale na poprzednich kółkach jechałem bardzo podobnie.

Wypadek miał miejsce w zakręcie biegnącym pod górkę, a mimo wszystko doleciałeś aż do bandy…
Tak, ale Sachsenring to praktycznie tor kartingowy. Bandy są tutaj bardzo blisko. To świetne dla fanów, którzy są blisko nas, ale dla nas to niebezpieczne. Nie byłem jedynym zawodnikiem, który w tamten weekend wpadł w dmuchaną bandę. To bardzo niebezpieczne i trzeba się tym zająć. Te bandy są bardzo bezpieczne, ale jeśli do nich dolatujesz to znaczy, że mamy za mało miejsca.

Niewiele brakowało a wypadłbyś na drogę serwisową…
Tak. Miałem ogromne szczęście. Zabrakło metra. Jeśli przewracasz się jadąc pod górkę i dolatujesz do bandy to bardzo niebezpieczne. W kolejnych latach muszą dołożyć dmuchanych band, ale też powiększyć pobocza.

Po Grand Prix Niemiec miałeś jechać na wakacje ze swoimi nowo narodzonymi bliźniakami. Zamiast tego spędziłeś tydzień w szpitalu. Jak trudne było to dla ciebie psychicznie?
To był jeden z najtrudniejszych tygodni w moim życiu. Moja żona postanowiła to mnie przylecieć i oboje byliśmy daleko od dzieci, a przecież one miały dopiero pięć tygodni. W Niemczech nie chcieli mnie wypuścić ze szpitala aż przez tydzień. Byłem wściekły, dlatego zorganizowałem sobie powrót do domu samolotem medycznym. To było trudne dla całej naszej rodziny, ale takie chwile to część naszego biznesu i czasami się zdarzają. Ten sezon jest wyjątkowo pracowity. 25 stycznia wyleciałem z domu na testy do Malezji, a z motocykla zsiądę dopiero pierwszego grudnia po testach w Jerez. Podczas tych wakacji spędziłem zaledwie sześć dni odpoczywając z rodziną na plaży. Kalendarz jest bardzo napięty. Nie sądzę, aby wiele osób było w stanie prowadzić taki tryb życia, a przecież w kolejnych latach czeka nas jeszcze więcej wyścigów. Kariery tak długie tak Valentino Rossiego nie będą już moim zdaniem możliwe. Nie ma mowy aby ścigać się w wieku 40 lat. Przynajmniej jeśli o mnie chodzi.

Co z tym zrobić?
Musimy lepiej zaplanować kalendarz, który jest kompletną katastrofą. Mówiłem to już ostatnio na spotkaniu Komisji Bezpieczeństwa. Nie mam problemu z tym, abyśmy ścigali się przez trzy weekendy z rzędu w Europie. To nasza praca. Nie ma problemu. Wtedy możesz jednak zrobić 3-4 tygodniową wakacyjną przerwę i trochę odpocząć. Chodzi tutaj nie tylko o nas, zawodników, ale przede wszystkim o mechaników, którzy prawie w ogóle nie śpią w domach. Mój przyjaciel, który prowadzi mój motorhome, na każde zawody wyjeżdża tydzień wcześniej. Przez ostatnie pół roku spędził w domu może ze dwa tygodnie. To szalone. Nikt w tym świecie nie jest w stanie zbyt długo tak pracować, więc musimy coś z tym zrobić. Nie mam nic przeciwko większej ilości wyścigów. Wręcz przeciwnie. Kocham to robić, ale wolałbym abyśmy zrezygnowali z jednego zimowego testu na rzecz dodatkowej rundy, bo ludzie wolą wyścigi. Zgadzam się z tym, ale musimy dobrze zaplanować kalendarz. Krótko mówiąc, więcej wyścigów weekend w weekend, to nasza praca, ale za to dłuższa przerwa wakacyjna. Mniej niż trzy tygodnie przerwy to syf. Miałem wypadek w Niemczech, spędziłem tydzień w szpitalu i mogłem później pojechać z rodziną na wakacje zaledwie na sześć dni. Teraz przed nami trzy wyścigi z rzędu, a pomiędzy nimi testy w Brnie i Misano. Przez ponad miesiąc spędzę w domu sześć dni. Organizatorzy zgadzają się z nami i będą nad tym pracować, chociaż nie mają łatwo i muszą tym kalendarzem grać w tetrisa. Jako zespół z koncesjami możemy także więcej testować, ale przydałby nam się mocny zespół testowy.

Na ile możesz odpocząć podczas tej wakacyjnej przerwy, a na ile musisz się już przygotowywać do drugiej połowy sezonu?
Nie da się całkowicie odłączyć. No może na trzy dni, ale ja nie potrafię zrobić sobie dłuższej przerwy i pojechać prosto na zawody. Wróciłem do domu ze szpitala mocno poobijany, ale miałem dziesięć dni przerwy przed Brnem. Po krótkim odpoczynku wróciłem do treningu i jazdy rowerem, a także przez jeden dzień testowałem Aprilię. Aby być w formie musisz jeździć. Przed zawodami potrzebujesz więc przynajmniej dziesięciu dni treningów.

To były twoje pierwsze wakacje z dziećmi. Jak wrażenia?
Gdy wróciłem do domu czułem się niesamowicie. Laura, dzieciaki i nasze psy dały mi ogromną energię. Nie było łatwo łączyć treningi z zabawą z dziećmi. Kocham trening, ale kocham też rodzinę, więc nie spałem zbyt dużo w trakcie tej wakacyjnej przerwy. Jestem jednak pełen pozytywnej energii.

W przyszłym roku będziesz miał nowego szefa mechaników. Czy wiadomo już kto nim zostanie?
Mamy dwie lub trzy opcje. Rozmawiamy o tym z Romano Albesiano. Aprilia chce kogoś, kto mówi po włosku lub hiszpańsku.

Ile wyścigów można zaplanować z rzędu?
Poza Europą jest trudniej więc trzy to maks, ale w Europie kto wie, może nawet cztery? Dla mnie to nie problem. To moja praca.