Po dłuższej przerwie (spowodowanej czerwcowymi mistrzostwami Europy w Holandii), 15 lipca gymkhanerzy spotkali się na drugiej rundzie nieoficjalnych Mistrzostw Polski w Gymkhanie, tym razem w Warszawie.

Zaczęło się jak zwykle od konkurencji dodatkowej – konkursu GP8. Zawodnicy narzekali na bardzo śliską i nierówną nawierzchnię. „Dziki” Krzysztof Dzikowski, rekordzista Polski GP8, zrobił czas 29,17 i to był najlepszy z wyników tego dnia. Piękną formę zaprezentował Łukasz Malarz, wykręcając 29,57 – swoją nową oficjalną życiówkę – i pierwszy raz w życiu wbijając na podium w tej konkurencji. Prócz ich dwóch jeszcze tylko młody Blondi (Adrian Wojtasik) zszedł poniżej 30 sekund. Ale że niecelnym lądowaniem w mecie niemal rozjechał stolik sędziowski, dołożono mu za to trzy sekundy kary, przez co spadł o 5 miejsc. Zatem na najniższym stopniu podium stanął Kyo Piotr Kołodziejski (30,01), a najgorsze czwarte miejsce zajął najmłodszy gymkhaner Mały Kris Borys z niewielką stratą czterech dziesiątych do Kyo. O włos (trzynaście setnych) za Krisem był Aleksey Pavlov xywa Alived. Kolejne miejsca zajęli Ravender, Tuśka, Blondi (31 sek), a dychę zamknęli Głodny i Sorek (32 sek) – ten ostatni jako najlepszy w tym konkursie amator.

007-Alived-fot-Karola-Tomczyk

Bardzo ciekawa trasa ułożona została przez sędziego głównego Chomika. Przelotowa startmeta, dwa lustra, dwa długie łuki, skomplikowana seria kilku zawrotek i na powrocie szybki slalom. Podobała się wszystkim zawodnikom.

024-Trasa-Warszawa-GymkhanaGP-fot-Karola-Tomczyk

W pierwszym przejeździe amatorów jako jeden z pierwszych jechał debiutant Mateusz Niedbała, robiąc dobry czas minuta dwadzieścia. Kuman/Pazdan objechał go o sekundę, ale chwilę później pozycję lidera stracił na rzecz Sorka (różnicą 0,18). O ponad sekundę lepszy był jednak Góral (1:17,61) który niegdyś zremisował z Sorkiem na trzecim miejscu. Po nim pojechała Tuśka – i tym razem wszystkim opadły szczęki: sekunda siedemnaście i 8 setnych, ponad pół sekundy szybciej, niż Sorek!!! W czasie jej przejazdu zaczyna padać. Kij’ek, QQnia i inni jadą już na mokrym, dziesięć sekund straty.

Zaczyna się pierwszy przejazd w PRO – w deszczu. Takie warunki odróżniają chłopców od mężczyzn ;-)

Jako pierwszy jedzie Alived, Mistrz Rosji i aktualny drugi wicemistrz Polski. W tych trudnych warunkach wraca na metę po minucie i 17,93 sek (na chwilę obecną, jest to wolniej niż Tuśka na suchym…) Po nim debiutujący w klasie PRO Blondi. Jego wynik z poprzedniej rundy (trzeci czas zawodów i szczyt pudła amatorów) powoduje, że oczekiwania są duże. Ale to jego pierwszy raz w deszczu (a trzeci start w życiu), nie wytrzymuje presji i myli trasę. Dziki, obrońca tytułu Mistrza Polski, robi czas prawie o trzy sekundy słabszy, niż Alived. Po nim Mały Kris. Szesnastolatek, drugi raz startujący w klasie zawodowej (a w debiucie w PRO na poprzedniej rundzie był drugi!), jedzie pewnie i płynnie. Ma zresztą za sobą parę startów, w tym mokry w Pucharze Polski na Torze Poznań. Z ostatniej rundy Moto3, gdzie startuje na seryjnej Ninjy 250, wrócił z dwoma pucharkami. A teraz na Cebrze600 wraca na metę – aż trudno uwierzyć – 1:14, trzy sekundy szybciej niż Alived i sześć sekund niż Dziki.

042-Tuska-fot-Karola-Tomczyk

Kyo wraca na metę w 28 setnych sekundy szybciej niż Dziki, ale łapie aż cztery sekundy kary. Po nim jedzie Malarz. Na codzień instruktor nauki jazdy, od pięciu lat zawodnik gymkhany, ale po raz pierwszy startuje na motocyklu niesteryjnym: dotąd jego ER-6n była też sprzętem dosiadanym przez kursantów, teraz ma zmodyfikowany napęd. Mimo mokrej nawierzchni i gymkhanowego przełożenia, Malarz jedzie płynnie i dokładnie, i po raz drugi dziś niesamowicie: minuta piętnaście. Wbija między Krisa i Alived.

I tak już zostaje. Mężczyzną okazał się szesnastoletni Kris :-)

Deszcz przestał padać, wyszło słońce. Sędziowie ogłosili dłuższą przerwę między przejazdami, by nie było sytuacji, że jedni jadą na przesychającym, a inni na suchym. I rzeczywiście wyschło. Drugą kolejkę wszyscy jechali w takich samych warunkach.

049-Kijek-fot-Karola-Tomczyk

Najpierw Amatorzy. QQnia, który z jakimś abstrakcyjnym czasem z pierwszego mokrego przejazdu jechał jako pierwszy, wykręca minutę dziewiętnaście i na chwilę obecną jest piąty. Z kolejnych kilkunastu amatorów nikt nie jest w stanie zejść poniżej minuty dwadzieścia, aż na starcie staje Kij’ek. To taki zawodnik, co jeździ nierówno: debiutował w 2013 i od razu w debiucie stanął na szczycie pudła amatorów. A potem bywało różnie, czasem podium, a czasem nic. Ale jego obecny przejazd to comeback: wychodzi na prowadzenie! z czasem 1:16,93, 15 setnych szybciej niż Tuśka z pierwszego przejazdu. Kuman poprawia czas o sekundę, wyprzedzając Sorka; ten z kolei obcina ze swojego wyniku prawie sekundę. Prawie robi wielką różnicę i to jednak Kuman zostaje czwarty, a Sorek piąty – ze stratą o zaledwie 0,14 sek!

Zatem wiemy już, że podium podzielą pomiędzy siebie Kij’ek, Tuśka i Góral, który właśnie teraz startuje. Nie poprawia czasu, więc zostaje na trzeciej pozycji dzięki wynikowi z pierwszej próby. No i teraz jedzie Tuśka, która od tak dawna była już jedną nogą na podium, ale zawsze umykało jej o włos, najczęściej przez brak odporności na presję. Czy poradzi sobie z nią teraz?

Jedzie – bezbłędnie robi lustro, meandry zawrotek i szybki slalom – i wraca na metę. Na stoperze – minuta 15,82. Tuśka wygrywa z niemal sekundą przewagi!

061-Dziki-fot-Karola-Tomczyk

Pierwszy raz w historii kobieta staje na szczycie podium amatorów. (W 2015 roku bliska tego była Maiya, późniejsza wicemistrzyni Europy, ale wówczas Wąski objechał ją o 0,01 sek…!)

Automatycznie, Tuśka została Kicią zawodów. Oprócz niej płeć piękną reprezentowała tylko debiutantka Julia Rott.

Podsumowanie klasyfikacji amatorów: 1. Tuśka Marta Maczan-Malarz, 2. Kij’ek Darek Sobótka, 3. Góral MAteusz Karszniewicz, 4. Kuman/Pazdan Paweł Koseła, 5. Piotr Sorek , 6. QQnia Łukasz Skinder, 7. Mateusz Niedbała (debiut), 8. Tomek Baszyński TB:), 9. Mały Miki Michał Zięba (debiut), 10. Yoshi Robert Jurkowski na dziwnej trialówce Mad Ass.

A teraz decydujący o wszystkim przejazd zawodowców. Na starcie staje… Oscar Kubicki. Skąd się tu wziął nagle aktualny Wicemistrz Polski? Okazało się że dotarł na teren zawodów tuż przed pierwszą kolejką, ale wierzchowiec, pożyczony poprzedniego wieczora, odmówił mu posłuszeństwa. A koń ten to też maszyna z historią – słynna Franca Smelki. Oscar odnalazł jakieś prowizoryczne, ale tylko częściowe rozwiązanie problemu. Mimo to robi czas 1:14,45 i wychodzi na prowadzenie, ale tylko na moment. Pierwsza kolejka była wszak na mokrym. Dobry czas 1:13,96 robi debiutujący w klasie Ravender, a o półtorej sekundy od niego szybszy jest dwudziestolatek Kazik na swoim wielkim enduraku (chociaż do jego czasu doliczyć trzeba sekundę za pachołek). Kyo w treningu pomiędzy przejazdami uszkodził sobie rękę; mimo to robi czas 1:11,98. (Potem się okazuje że ma złamany palec). Jeszcze lepiej radzi sobie ubiegłoroczny rookie klasy PRO Głodny – po raz pierwszy mamy czas minuta dziesięć. Blondi był minimalnie wolniejszy, ale depnięcie nogą na kreskę w kopercie mety i 3 sekundy kary sprawiły że wylatuje z pierwszej piątki prawie na sam koniec.

069-Julia-Rott-fot-Karola-Tomczyk

Na placu boju zostało jeszcze tylko czterech i wszystko rozstrzygnie się teraz – nie ma co liczyć na czasy z pierwszego podejścia. Czwarty po pierwszej kolejce był Dziki, narzekający na Pirelli Rosso Corsy, które, jak mówi, w motocyklu 180 konnym z gymkhanowym przełożeniem słabo się spisały się na mokrym. Zmienił zatem tył na Michelina Pilot Power 2CT, a tu – wyschło. Więc teraz jedzie on – a właściwie leci z ponaddźwiękową prędkością – i robi fantastyczny czas 1:07,56. Ale trącony pachołek poleciał dość daleko więc nie ma wątpliwości że do tego wyniku doliczyć trzeba sekundę kary.

A teraz jedzie Alived. Widać, że od poprzednich zawodów zrobił ogromny postęp, w jego technice jest siła i precyzja. Wraca na metę – stoper pokazuje minutę osiem i dwie dziesiąte. Ale przejazd jest czyściuteńki – i Rosjanin wychodzi na prowadzenie!

Teraz Malarz, który wielokrotnie ocierał się o podium w PRO, a dziś jest w świetnej formie. Czy obroni swoje drugie miejsce z pierwszej kolejki? Rewelacyjnie radzi sobie z trudnościami tej wymagającej trasy. Czas jest również świetny – minuta dziewięć, czyli ląduje między Dzikim a Głodnym, mimo sekundy kary.

Ostatni przejazd tego konkursu. Mały Kris. Czy to cudowne dziecko polskiej Gymkhany wytrzyma presję? „Byłem bardzo napalony, żeby utrzymać prowadzenie, i to był błąd” powiedział później Kris. Mimo jednak braku pełnej kontroli i tak robi wspaniały czas 1:10,00, który wystarcza by znaleźć się na podium. Malarz był co prawda szybszy o 0,12 sek, ale trzasnął jeden pachołek i przez to znalazł się na czwartym miejscu – mimo to przeszczęśliwy, zarówno z wyniku swojego, jak i żony Tuśki.

090-Glodny-fot-Karola-Tomczyk

Drugą rundę GymkhanaGP wygrał zatem Alived (1:08,20). Dziki był drugi (1:08,56), Mały Kris trzeci (1:10,00), Malarz czwarty (1:10,88). Piąty (ze stratą zaledwie 12 setnych sekundy) – Głodny Tomasz Jagielski, 6. Kyo, 7. Kazik Jakub Kaźmierczak, 8. Ravender Piotr Ślęzak, 9. Oscar Kubicki, 10. Blondi, 11. Wąski, 12. Allais.

Na deser rozgrywek, zgodnie z tradycją, czterech najlepszych amatorów i pro powalczyło o Puchar Prezesa. W dwóch pierwszych parach zaskoczeń nie było, bo Kris wylosował Kumana, a Malarz Kij’ka. Tuśka i Góral zmierzyli się ze sobą i zremisowali – co do setnej sekundy! W dogrywce o sekundę szybszy był Góral. Natomiast w czwartej parze Dziki pojechał przeciwko Alived.

Dziki minimalnie poprawił swój czas z konkursu głównego (1:07,44) i tym razem pojechał czysto. Alived natomiast… pomknął jeszcze szybciej i przeszedł do półfinału z ponad sekundą przewagi.

W półfinale Malarz spotkał się z Krisem. Malarz po raz kolejny pokazał wspaniałą formę i opanowanie i wszedł do finału z Alived. W finale zawodnik ze Szczecina obciął kolejną sekundę z wciąż śrubowanego czasu: 1:07,94. Rosjanin również – i zdobył puchar z czasem 1:05,60, ustanawiając zarazem rekord tej trasy.

Obaj rywale byli niesamowicie zadowoleni ze swoich przejazdów.

095-Alived-fot-Karola-Tomczyk

A już za parę dni, bo 29 lipca, gymkhanerzy rywalizują ponownie, tym razem w Łodzi. Spróbuj i ty! I to nie tylko dlatego, że start jest zupełnie za darmo. O tym, dlaczego warto startować, pięknie opowiada Łukasz Malarz:

“Od kiedy zacząłem wiedziałem, że jest to dyscyplina dla mnie idealna. Motocykle, rywalizacja, wielkość budżetu osiągalna raczej dla każdego kogo stać na motocykl, no i najważniejsze – motocykl nie ma większego znaczenia (…) A skoro to jest takie super, to dlaczego nie każdy to robi?

Może dlatego że wymaga to sporo wysiłku – nierzadko leciałem na pasek po 12 godzinach pracy, choć na chwilę żeby pokręcić ósemki. Po weekendzie z zawodów wracamy bardziej jeszcze zmęczeni niż po tygodniu pracy. Nieraz lecieliśmy przez pół Polski, a nawet Europy, przez całą noc, spaliśmy w samochodzie, tylko po to żeby pojeździć motocyklem wokół pachołków.

Może dlatego, że ciuchy, łokcie i motocykle ma się obdrapane od setek upadków na treningach.

Może dlatego, że trzeba było nauczyć się podstaw mechaniki i czasem rzeźbić przy motocyklu do rana, a zaraz potem iść do pracy albo ruszać w trasę.

Może dlatego, że choć to zabawa to stres przed zawodami jest tak wielki, że jak by mnie ściągnąć z motocykla to bym się przewrócił.

Więc dlaczego to robić? Wyzwanie i przygoda. Za każdym razem, na mega zmeczeniu, myślisz co można zrobić lepiej. A druga, równie ważna sprawa – społeczność, ludzie, tego nie da się opisać, czy w Polsce czy w Czechach czy w Holandii – chcesz wrócić.”

115-GymkhanaGP-Warszawa-fot-Karola-Tomczyk

Rejestracja na zawody na stronie gymkhana-gp.pl, a także w punkcie rejestracyjnym w dniu zawodów. Na stronie oraz Facebooku imprezy znajdziecie regulamin i wszystkie aktualności.

Autorką zdjęć jest Karola Tomczyk (FB/FotoKarola)

Patronem medialnym cyklu jest MotoRmania.

Organizatorzy: Automobilklub Polski i Stowarzyszenie MotoGymkhana Szczecin dziękują sponsorom: Modeka Polska, Penrite, Trust Koszulki, Speed Day – treningi na torze Poznań. Ratownictwo medyczne zapewniła Fundacja Jednym Śladem.

Szczególne podziękowania dla wolontariuszy, bez których zaangażowania i ofiarności tych zawodów by nie było.

021-Goral-fot-Karola-Tomczyk