Już w sobotę o godzinie 15:00 rusza legendarny, 24-godzinny wyścig FIM EWC na francuskim torze Le Mans. Na pole position zobaczymy BMW teamu ERC, a w stawce aż trzy polskie ekipy.

Kwalifikacje padły łupem francuskiej trójki, w składzie Kenny Foray, Julien Da Costa i Mathieu Gines z zespołu ERC BMW Motorrad Endurance, którego rok temu zabrakło na mecie Le Mans. Tuż za nimi znalazły się Yamahy; odpowiednio austriackiego zespołu YART (Broc Parkes, Marvin Fritz i Niccolo Canepa), który rok temu widowiskowo pożegnał się z rywalizacją po wypadku Fritza oraz VRD Igol Pierret Experiences, do którego u boku Florianów; Alta i Marino, dołączył startujący do niedawna w MotoGP Belg Xavier Simeon. Ekipa z numerem 333 w sezonie 2018-2019 przeniosła się z klasy Superstock do Formuły EWC i może być czarnym koniem wyścigu.

W czołówce nie zabrakło faworytów. Kolejne pozycje w kwalifikacjach zgarnęły znane teamy; SRC Kawasaki (Jeremy Guarnoni, David Checa i Erwan Nigon), Suzuki Endurance Racing Team (Vincent Philippe, Etienne Masson i Gregg Black) oraz Honda Endurance Racing Team. W składzie tego ostatniego ciekawa zmiana, do Kolumbijczyka Yonny’ego Hernandeza i startującego w swoim pożegnalnym, dwudziestym wyścigu w Le Mans Sebastiena Gimberta, dołączy kolejne znane nazwisko z historią w MotoGP, Randy de Puniet.

Dopiero na siódmej pozycji kwalifikacje zakończyli obrońcy tytułu i zwycięzcy Le Mans sprzed roku, zespół FCC TSR Honda France. Cała jego trójka, Josh Hook, Freddy Foray i Mike di Meglio, w ten weekend lądowała już na deskach i ma przed sobą trudny wyścig. Pierwszą dziesiątkę uzupełniły ekipy WEPOL (rok temu na podium, ale jeszcze przed przesiadką z BMW na Yamahę), Bolliger i liderzy Superstocków, GERT56.

Trzy polskie teamy

Nas najbardziej interesują jednak losy polskich zespołów. Wójcik Racing Team w sezonie 2018-2019 do walki wystawia dwie ekipy; #77 w Formule EWC i #777 w Superstockach. W pierwszej z nich – po dużych zmianach kadrowych – zobaczymy Marka Szkopka, Marko Jermana i imponującego w kwalifikacjach Gino Rea, Brytyjczyka znanego m.in. z MŚ Moto2, ale debiutującego w FIM EWC. #777 to sprawdzona podczas Bol d’Or trójka w składzie Kamil Krzemień, Adrian Pasek i Austriak Philipp Steinmayr. Ekipy Grzegorza Wójcika ruszą do walki odpowiednio z 19. i 29. pozycji.

Z 34. pola wystartuje zespół LRP Poland, dla którego będzie to już czwarty wyścig w Le Mans. Na BMW z numerem 90 zobaczymy tradycyjnie jeżdżącego szefa ekipy, Bartłomieja Lewandowskiego oraz Niemców; 18-letniego Arnauda Friedricha oraz Dominika Vincona. Rok temu team LRP Poland ukończył 24 Heures Motos tuż za punktowaną dwudziestką, na 22. pozycji, podczas gdy R1-ka z numerem 77 odpadła z rywalizacji po sześciu godzinach z powodu awarii silnika.

Le Mans rok temu

Dramaturgii nie brakowało dwanaście miesięcy temu także w czołówce. Najpierw z prowadzenia wypadła ekipa SRC Kawasaki. Później groźny dzwon wyeliminował YART-ów. W nocy po awarii silnika odpadło BMW teamu Tecmas, a nad ranem masę czasu po wypadku straciło GMT94. Problemy rywali – w tym SERT-ów z hamulcami w nowym gixerze – wykorzystały zespoły Hondy.

Zwycięstwo zgarnęli późniejsi mistrzowie świata z FCC TSR przed CBR-ką z numerem 111. Już w Le Mans zobaczyliśmy, jak wydajne okazały się Fireblade’y, które przez cały sezon zdecydowanie rzadziej odwiedzały aleję serwisową na tankowanie. Czy w ten weekend ich nowa wersja okaże się kolejnym krokiem do przodu? Póki co pierwsza krew należy do BMW, ale nie jest przecież tajemnicą, że w wyścigach FIM EWC tempo na jednym okrążeniu i wyniki kwalifikacji nie mają większego znaczenia.

Wyścig w Le Mans startuje w sobotę o 15:00 i potrwa 24 godziny. Bezpośrednie relacje niemal od startu do mety na antenie Eurosportu 2. Magazyny podsumowujące także w Motowizji w nadchodzącym tygodniu.